1,5 roku więzienia za pomocnictwo w pobiciu

Sąd Apelacyjny uznał, że Tomasz S. dopuścił się pomocnictwa w pobiciu swego byłego pracownika. Fot. Archiwum

Jak się nieoficjalnie dowiedzieliśmy, na 1,5 roku pozbawienia wolności skazał przemyślanina, Tomasza S., rzeszowski Sąd Apelacyjny. To wyrok niższy niż ten z I instancji, którą był Sąd Okręgowy w Przemyślu. Uznano też, że Tomasz S. nie zlecał pobicia swego byłego pracownika Grzegorza K. ani też nie kierował mężczyznami, którzy go pobili. Sąd Apelacyjny uznał natomiast, że Tomasz S. dopuścił się pomocnictwa w tym pobiciu. Przemyślanin, który jest radnym niezależnym w przemyskiej Radzie Miejskiej, straci teraz swój mandat.

Sprawa pobicia Grzegorza K. stała się głośna, bo został w związku z nią zatrzymany Tomasz S. To aktywny przemyski działacz społeczny i radny zasiadający w RM Przemyśla już trzecią kadencję, a także ówczesny szef miejskich i powiatowych struktur PO. Do pobicia K. doszło 28 marca zeszłego roku. Wtedy to w domu swego kolegi, Kamila R. pojawił się Dariusz C., który pracował w firmie Tomasza S. i zaproponował mu pójście „na akcję”. Tak w każdym razie wynikało z zeznań R. składanych w śledztwie, a także w trakcie procesu, który toczył się przed Sądem Okręgowym w Przemyślu. Wyrwany ze snu R. był pod wpływem alkoholu. Nie pytając Dariusza C. o szczegóły „akcji”, wziął z domu metalowy kij bejsbolowy i wyszedł razem z nim. Mężczyźni poszli do oczekującego na nich w swoim samochodzie Tomasza S., wraz z którym w aucie miało być jeszcze dwóch mężczyzn nieznanych R. i C. Wszyscy razem pojechali na parking przy przemyskim Domu Handlowym „Szpak”. Tu mieści się jeden z dyskontów spożywczych, gdzie Grzegorz K. robił wówczas drobne zakupy. Tu wg śledczych, Tomasz S. miał pokazać mężczyznom Grzegorza K. przez szybę w sklepie i oddalić się do samochodu. Tamci poczekali, aż K. wyjdzie ze sklepu i zaatakowali go od tyłu, odciągnęli w ciemniejszą część parkingu i pobili. Dariusz C. miał kopać Grzegorza K. po całym ciele, zaś Kamil R. bić go kijem bejsbolowym. Wskutek pobicia K. doznał licznych zadrapań naskórka, miał też siniaki i podbite oko. Obrażenia te, jak ustalili potem lekarze, spowodowały rozstrój jego zdrowia na okres poniżej 7 dni. Dariusz C. miał też zażądać od K., by ten oddał mu swój zegarek, co K. uczynił, a Kamil R. zabrać porzucone przez pobitego K. zakupy o małej wartości. W trakcie procesu przed Sądem Okręgowym w Przemyślu wyszło na jaw, że K. był skonfliktowany zarówno z Dariuszem C., jak i z Tomaszem S. Ten ostatni był jego byłym pracodawcą. Zwolnił K., bo ten, zdaniem Tomasza S., pojawiał się w pracy pod wpływem alkoholu i kolokwialnie mówiąc, knocił robotę. Jak mówił S., przez to jeden z inwestorów odmówił wypłacenia pieniędzy za wykonaną usługę firmie S. Tymczasem K. domagał się od S. zwrotu 470 złotych, które, jego zdaniem, były pracodawca powinien mu wypłacić. Pisał do S. w tej sprawie sms-y zawierające groźby. Tomasz S. zgłosił ten fakt dzielnicowemu, który przed sądem potwierdził jego słowa.
Za to Grzegorz K. zgłosił policji pobicie. Gdy dowiedział się o tym Tomasz S., namawiał go, by odstąpił od nadawania sprawie biegu w organach ścigania. Z kolei Grzegorz K. skarżył się Tomaszowi S., że Dariusz C. straszył go, iż zgwałci jego żonę, a także syna. K. całą rozmowę nagrał i przedstawił potem śledczym, co stało się podstawą do postawienia zarówno Tomaszowi S., jak i Dariuszowi C. zarzutów nakłaniania pokrzywdzonego do zmiany zeznań. Jednocześnie temu pierwszemu prokurator zarzucił zlecenie i kierowanie pobiciem K. Podczas spotkania Dariusza C. i Tomasza S. z Grzegorzem K. Dariusz C. oddał pokrzywdzonemu zabrany mu w trakcie pobicia zegarek, a Tomasz S. dał mu pieniądze, których K. wcześniej się odeń jako pracodawcy domagał. – Dał mi 500 zł i nie chciał 30 zł reszty
– powiedział potem przed sądem K. Mężczyźni mieli się rozstać w spokoju i pozornej zgodzie.

W pierwszej instancji skazany na 2 lata

Jednak 2 kwietnia 2021 r. S. został zatrzymany. Zarzucono mu zlecenie pobicia K. z użyciem niebezpiecznego narzędzia oraz kierowanie grupą mężczyzn, którzy to uczynili, a także nakłanianie pokrzywdzonego do zmiany zeznań. Tomasz S. trafił w związku z tym do aresztu śledczego na 5 miesięcy. Przed sądem I instancji prokurator żądał dla niego za oba popełnione przestępstwa kary łącznej 3,5 roku pozbawienia wolności oraz zapłaty 2 tys. zł nawiązki dla pokrzywdzonego, a także podania treści wyroku do wiadomości publicznej. Jak wyjaśnił, chodzi o uniknięcie ewentualnych podejrzeń, że proces, ze względu na to, iż Tomasz S. jest radnym, ma charakter polityczny. Wyrokiem z 19 sierpnia zeszłego roku Sąd Okręgowy w Przemyślu uznał Tomasza S. za winnego zarzucanych mu czynów i na karę 2 lat pozbawienia wolności i grzywnę w wysokości 10 tys. złotych. Ponadto zobowiązał go do zapłacenia pokrzywdzonemu Grzegorzowi K. nawiązki w wysokości 2 tys. zł i pokrycia kosztów sądowych procesu. Nadto treść wyroku dotycząca Tomasza S. miała być podana do wiadomości publicznej przez miesiąc. Jednocześnie sąd uchylił areszt wobec niego. To zwyczajna procedura w przypadku osób nieprawomocnie skazanych na karę pozbawienia wolności mniejszą niż 3 lata.

Sąd Apelacyjny zmniejszył karę

Obrońcy S. zapowiadali tuż po zakończeniu procesu w I instancji, że odwołają się od tego wyroku i tak się stało. 21 lipca rzeszowski Sąd Apelacyjny wydał wyrok w sprawie Tomasza S. i pozostałych oskarżonych. Informację o tym mamy z nieoficjalnych źródeł, ponieważ nie udało nam się skontaktować z rzecznikiem prasowym SA w Rzeszowie, którym jest sędzia Zygmunt Dudziński. Jak się dowiedzieliśmy, Sąd Apelacyjny uznał, że Tomasz S. nie kierował grupą mężczyzn, która pobiła Grzegorza K., a jedynie dopuścił się pomocnictwa w tymże pobiciu. To przestępstwo znacznie mniejszego kalibru, mimo to i mimo iż oskarżony nie był dotychczas karany, sąd skazał Tomasza S. na karę 1,5 roku pozbawienia wolności. Podtrzymał także wyrok I instancji w zakresie wysokości grzywny i nawiązki dla pokrzywdzonego oraz kosztów sądowych. Oczywiście w poczet kary Tomaszowi S. „zaliczono” 5 spędzonych w areszcie miesięcy.
Ponieważ S. został skazany prawomocnym wyrokiem za przestępstwo umyślne, utraci mandat radnego przemyskiej Rady Miejskiej. Dzieje się tak automatycznie, ale i tak przemyska RM będzie głosować w sprawie wygaszenia mandatu radnemu Tomaszowi S. Ten zasiada w niej od 2010 roku, zawsze był w klubach PO, w aktualnej kadencji w klubie KO. Kiedy zaczęły się jego problemy z prawem zrezygnował z członkostwa w Platformie Obywatelskiej, a także wystąpił z klubu KO przemyskiej RM i dotychczas pozostawał radnym niezależnym. Gdy straci mandat radnego, jego miejsce w RM zajmie Janusz Bator, oczywiście o ile zechce to uczynić.

Mariusz Włoch