
Tylko kilka godzin trwały zapisy do miejskiego programu refundacji in vitro. Chętnych było dużo więcej niż miejsc. Na listę główną trafiło 21 par, kolejnych dziewięć na listę rezerwową. Są w trakcie lub jeszcze przed kwalifikacją medyczną.
Pierwsza osoba ustawiła się w kolejce jeszcze przed otwarciem kliniki, o godz. 3.30. O godz. 11 wstrzymaliśmy zapisy – mówi Barbara Majewska-Maj, menadżer Centrum Leczenia Niepłodności Parens w Rzeszowie, która wygrała konkurs na realizację programu leczenia niepłodności metodą in vitro.
W tym roku leczenie rozpocznie dwadzieścia kilka par. Na tyle jest pieniędzy. Miasto zapłaci bowiem do pięciu tys. zł za każdą z trzech prób zapłodnienia, które mogą być powtórzone w ok. trzymiesięcznych odstępach. Dofinansowanie samorządu stanowi prawie połowę kosztów związanych z jedną procedurą wykonaną w klinice. Budżet trzyletniego programu, który potrwa do końca 2025 r., wynosi 650 tys. zł.
O ostatecznym przyjęciu do programu zdecyduje lekarz na podstawie dokumentacji medycznej. Pacjentka nie może mieć więcej niż 40 lat, warunkowo mogą być przyjęte kobiety do 42 lat. Oprócz warunków medycznych pary muszą spełnić także wymogi formalne. Program adresowany jest do mieszkańców Rzeszowa, którzy płacą w mieście podatki od co najmniej trzech miesięcy. Jednocześnie nie uczestniczą w innym programie dofinansowania metody in vitro.
Co roku w Polsce rodzi się mniej dzieci
W minionym roku urodziło się tylko 331 tys. dzieci. W 2020 roku – 355 tys. W 2019 roku – 375 tys. W 2018 roku – 403 tys.
– Stres, szybkie tempo życia sprawia, że 10 proc. par ma problem z zajściem w ciążę. Do nas zgłaszają się coraz bardziej zdeterminowani ludzie pragnący potomka – mówi dr Tadeusz Mazurek, prezes Centrum Leczenia Niepłodności Parens w Rzeszowie. I dodaje, że w Programie Leczenia Niepłodności Metodą Zapłodnienia Pozaustrojowego w latach 2013 – 2016, tylko u nich na świat przyszło 164 dzieci, mimo że ośrodek dostał jedną z najniższych w kraju kwot wsparcia. Podczas 15-letniej działalności placówka pomogła zaś przyjść na świat kilku tysiącom maluchów.
In vitro a naprotechnologia
Metoda in vitro jest kosztowną procedurą, dlatego politycy Koalicji Obywatelskiej poparli obywatelski projekt ustawy „Tak dla in vitro”. Pod projektem ustawy podpisało się już około 300 tys. osób, na Podkarpaciu – ponad 10 tysięcy, w samym Rzeszowie – ok. 2500.
Projekt ustawy przewiduje, że metoda in vitro będzie finansowana z budżetu państwa. Szacuje się, że w całym kraju na niepłodność cierpi ok. 1,5 mln par. Finansowanie in vitro z budżetu państwa zaprzestał rząd PiS w 2016 roku. In vitro zastąpiła naprotechnologia. Statystyki nie pozostawiają wątpliwości, która z tych metod jest skuteczniejsza. Gdy rząd PiS w latach 2016 – 2020 finansował naprotechnologię, na świat przyszło niewiele ponad 400 dzieci. Co roku na naprotechnologię rząd PiS wydawał ponad 40 mln zł. W przypadku in vitro, które finansowano w latach 2013 – 2016 za rządów PO-PSL, w Polsce urodziło się 22 tysiące dzieci. Program kosztował ponad 240 mln zł. – Program PiS-u okazał się jednym wielkim fiaskiem – mówi Joanna Frydrych, podkarpacka posłanka KO.
Kto uchwali ustawę?
Aby projekt obywatelskiej ustawy „Tak dla in vitro” wszedł na sejmową ścieżkę, musiało go podpisać co najmniej 100 tys. osób. Ta liczba już została potrojona. Politycy Koalicji Obywatelskiej mają nadzieję, że marszałek Sejmu szybko nada druk projektowi ustawy i będzie on procedowany w Sejmie. – W ciągu 30 dni – przewiduje Krystyna Skowrońska, posłanka KO.
Marszałek Sejmu Elżbieta Witek może też projekt ustawy schować do sejmowej „zamrażarki” i parlament w tej kadencji ustawą już się nie zajmie.
Anna Moraniec


