
TURBIA, STALOWA WOLA. Szybowiec Bekas runął na ziemię z wysokości ok. 8. metrów. Pilot zmarł po kilkudziesięciu minutach.
Był kwadrans do godz. 14 w niedzielę, gdy na lotnisku Aeroklubu Stalowowolskiego w Turbi 45-letni Bekas runął na ziemię z wysokości ok. 8. metrów. W kabinie był pilot. Koledzy wyciągnęli go, ale był nieprzytomny. Ratownicy natychmiast podjęli akcję reanimacyjną, wezwano helikopter z Lotniczego Pogotowia Ratunkowego. Pilot zmarł po kilkudziesięciu minutach. Leżące na płycie lotniska resztki eksperymentalnego Bekasa zostały otoczone wianuszkiem policjantów. Jeszcze tego samego dnia zajęła się nimi Państwowa Komisja Badania Wypadków Lotniczych.
W niedzielę do kościoła parafialnego w Turbi sprowadzone zostały relikwie bł. Jana Pawła II. Podczas uroczystej mszy św. ks. bp Edward Frankowski prosił o modlitwę za bezpieczne loty korzystających z turebskiego lotniska. Dwie godziny później doszło do tragedii.
Skrzydła złożyły się zaraz po starcie
Bekas to niezwykle ciekawa konstrukcja typu latające skrzydło. Jego pierwowzory powstawały ponad pół wieku temu, a nazwa pochodzi od nazwisk konstruktorów: Brochocki, Bodke i Kasprzyk. Później Witold Kasprzyk usprawniał te bezogonowce i jego autorstwa jest konstrukcja, która była oblatywana w Turbi. To był model Bekasa-N z 1968 r., prawdopodobnie jedyny taki na świecie. Do Polski został sprowadzony z USA trzy lata temu staraniem głównie Politechniki Rzeszowskiej. To był zakup bardziej sentymentalny, niż oparty na potrzebach poznawczych innych technologii. Szybowiec ponad dwa lata był badany i naprawiany, przede wszystkim w Krośnie. Kilka dni temu został przywieziony do hangaru w Turbi. Aeroklub Stalowowolski użyczył PRz lotnisko do pierwszych testów Bekasa. Przeprowadzał je mjr Bogusław Mrozek, doświadczony pilot oblatywacz z Mielca.
W sobotę Bekas przechodził pierwsze próby naziemne. To tzw. szury, czyli ciągnienie szybowca za samochodem. Podczas nich nie wznosi się on w powietrze wyżej niż do 2 m. Próby musiały wypaść pomyślnie, skoro oblatywacz i towarzysząca mu ekipa zdecydowali się na pierwsze loty. Jakby dla zachęty w niedzielne południe nad Turbią zaświeciło słońce. Szybowiec do pierwszego lotu był ciągnięty przez samolot. Delikatnie wzbił się w powietrze, po czym opadł na murawę i pilot od razu poderwał go do lotu. Bekas wzleciał na wysokość 8 – 10 m. i wtedy skrzydła prawie się złożyły. Wrak runął na ziemię. Prawdopodobnie nie wytrzymał sworzeń spajający skrzydła, ale powodów może być bardzo wiele. Członkowie komisji badającej wypadek i prokurator będą mieli ułatwione zadanie, bo lot, a właściwie jego próba, został nagrany.
Wielka strata dla lotnictwa
Mielczanin Bogusław Mrozek, dla przyjaciół po prostu “Bodek”, był pilotem doświadczalnym I klasy. Związany był ze Stowarzyszeniem Awiatycznym Tuszów Narodowy. Gdy był jeszcze pilotem wojskowym, oblatywał m.in. słynną mielecką “Irydę”. Zimą ub. roku oblatywał pierwszy zbudowany w Polsce i jeden z nielicznych na świecie motoszybowiec z napędem elektrycznym. Miał 55 lat. Niedzielny wypadek był pierwszym śmiertelnym na lotnisku w Turbi od 15 lat. W tym roku, podczas rozgrywanych pod Stalową Wolą Szybowcowych MP, jeden z szybowców spadł na las kilka km od lotniska, ale pilot wyszedł z wypadku tylko z urazami kręgosłupa.
Jerzy Mielniczuk



4 Responses to "Nowe fakty w sprawie tragicznego wypadku szybowca"