Demaskujemy kolejny sklep z dopalaczami!

Punkt sprzedaży środków pobudzających funkcjonuje jako sklep z upominkami. Fot. Paweł Bialic
Punkt sprzedaży środków pobudzających funkcjonuje jako sklep z upominkami. Fot. Paweł Bialic

RZESZÓW. W tym roku Oddział Toksykologii Szpitala Wojewódzkiego nr 2 w Rzeszowie zgłosił do sanepidu w Rzeszowie podejrzenie zatrucia środkami zastępczymi u 6 osób zamieszkałych na terenie Rzeszowa i powiatu rzeszowskiego.

Godzina 21. Czwartek (14.11.). Ulicą Mickiewicza idzie podejrzany mężczyzna w bluzie w twarzą ukrytą pod kapturem. Mija nieświadomie naszego dziennikarza, rozgląda się dookoła i znika nagle za drzwiami lokalu znajdującego się w kamienicy pod numerem 27. Może nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że owy sklep nosi nazwę „Upominki. Happy shop”.

Dzień później postanowiliśmy sprawdzić, czy ten nowy lokal to faktycznie kolejny punkt sprzedaży dopalaczy tak jak podejrzewaliśmy. Podobnie jak w przypadku odkrytego przez nas niedawno sklepiku „Hindu point” przy ul. Langiewicza, przez drzwi i okna nie ma możliwości sprawdzenia, co znajduje się w środku. Przyklejona niedbale kartka informuje, w jakich godzinach można nabyć upominki. Nasz dziennikarz wchodzi do środka.

Po obu stronach znajdują się szklane witryny, a w nich zaledwie kilka pamiątek, wśród których najciekawsze były dziecięce naklejki i kostka Rubika. Przed sobą widzi ukrytego, jak za okienkiem w kantorze, sprzedawcę w luźnej bluzie z kapturem. Podchodzi bliżej i pyta o coś pobudzającego.

– Do wciągania czy palenia? – pyta sprzedawca i zaczyna promować swoje produkty. Zaleca korzystanie z większego środka pobudzającego, dzieląc go na cztery osoby.

– To jest cholernie mocne – mówi, ale widząc niezdecydowanie na twarzy redaktora zachęca do zakupu “Szalonego kierowcy” do palenia, który również działa pobudzająco.

Nasz kolega podziękował i wyszedł, a przed sklepem już stało dwóch następnych zainteresowanych.

Można zamknąć, ale to trwa
Zadzwoniliśmy na Policję z informacją o odkryciu kolejnego sklepu z dopalaczami. Myśleliśmy, że wspólnymi siłami wkroczymy do podejrzanego punktu i na gorącym uczynku nakryjemy sprzedawcę wtykającego jednemu z naszych dziennikarzy środki pobudzające.

– My nie mamy podstaw prawnych, żeby robić coś takiego z mediami – wyjaśnia nam komisarz Paweł Międlar, rzecznik prasowy Podkarpackiego Komendanta Wojewódzkiego Policji. – To nie jest sztuka, żeby zwinąć sprzedawcę, najpierw trzeba to sprawdzić – mówi.

Komisarz Adam Szeląg z Komendy Miejskiej Policji w Rzeszowie poinformował nas, że funkcjonariusze wiedzą o tym sklepie, monitorują, ale sprawą zajmuje się sanepid.

W obecnym stanie prawnym sprzedaż tzw. dopalaczy określanych jako środki zastępcze jest w Polsce zakazana. Osoby oraz podmioty gospodarcze łamiące ten zakaz mogą otrzymać grzywnę od 20 tys. do 1 mln zł. Prof. Czesław Kłak, karnista, twierdzi, że wystarczy podejrzenie że produkt wprowadzany do obrotu jest szkodliwy dla życia lub zdrowia, żeby zakazać jego wprowadzania do obrotu. Dlaczego taki punkt, który ewidentnie sprzedaje środki odurzające nie jest zamykany od razu?

– Ja pani mówię, jak to wygląda w praktyce – mówi Szeląg.

Co na to sanepid
– W dniu 28.10.2013 r., po otrzymaniu informacji z Komendy Miejskiej Policji w Rzeszowie, upoważnieni pracownicy PPIS w Rzeszowie przeprowadzili kontrolę w zakresie wprowadzania do obrotu środków zastępczych w sklepie w Rzeszowie, przy ul. Mickiewicza – informuje nas lek. med. Maria Banaszkiewicz, powiatowy inspektor sanitarny w Rzeszowie. – W trakcie kontroli zabezpieczono 39 sztuk produktów, z których 22 sztuki pobrano do badań chemiczno-toksykologicznych pod kątem obecności w ich składzie związków, które wypełniają definicję “środka zastępczego” – dodaje.

Jak informuje sanepid, obecnie PPIS w Rzeszowie oczekuje na wyniki badań chemiczno-toksykologicznych ww. produktów.

Komentarz
Prof. nadzw. dr hab. Czesław Kłak, karnista, prodziekan Zamiejscowego Wydziału Prawa i Administracji WSPiA w Przemyślu:

– Zarówno inspektorat sanitarny, jak policja mają obowiązek sprawdzenia informacji, kiedy dostają zawiadomienie o sklepie z dopalaczami. Wystarczy podejrzenie że produkt wprowadzany do obrotu jest szkodliwy dla życia lub zdrowia, żeby zakazać jego wprowadzania do obrotu. Może to zrobić sanepid. Inspektor sanitarny musi zbadać te produkty czy posiadają substancje niewiadomego pochodzenia. Na czas prowadzenia tych badań można zakazać prowadzenia działalności polegającej na wprowadzaniu produktów do obrotu w danym miejscu. Nawet jeżeli sprzedawca złamie zakaz prowadzenia takiej działalności, dzień w dzień może przychodzić sanepid lub policja i rekwirować towar na potrzeby badań. Przepisy mamy europejskie, gorzej z ich wykonaniem. Prawo po nowelizacji pozwala bardzo szybko zamknąć taki punkt sprzedaży dopalaczy, to jest tylko kwestia umiejętności stosowania przepisów. Nie wiem, czy te punkty nie są zamykane od razu w wyniku braku szkoleń, czy strachu przed podjęciem decyzji. A wyniki badań są potrzebne już do postawienia zarzutów, wcześniej jednak trzeba przeprowadzić skuteczne postępowanie, do czego wystarczy podejrzenie że produkt może być szkodliwy dla życia lub zdrowia.

Monika Mazur

10 Responses to "Demaskujemy kolejny sklep z dopalaczami!"

Leave a Reply

Your email address will not be published.