
RANIŻÓW. Mieszkańcy małej miejscowości Mazury mówią, że doszło do kuriozalnej sytuacji.
Zespół Placówek Oświatowych w Mazurach nie dostał dotacji z Wojewódzkiego Urzędu Pracy w Rzeszowie – 417 tys. złotych na 15-osobowy oddział przedszkolny. Mieszkańcy miejscowości winią za to wójta gminy Raniżów, który według nich nie chciał wziąć tych pieniędzy. Ten tłumaczy, że gminy nie stać na zapewnienie ciągłości projektu. A dyrektor placówki, która nie dostała pieniędzy, kwituje sytuację krótko: – To jest przykre.
– Wójt od początku pozytywnie odnosił się zarówno do samego pisania, składania i wdrożenia w życie przyznanych środków – mówi jedna z mieszkanek miejscowości Mazury. – Niedawno, bo pod koniec października, odmówił podpisania umowy z WUP, zasłaniając się finansami gminy, chociaż według przedstawianych niejednokrotnie wyliczeń wkład finansowy gminy nie musiał być taki duży. To chyba ewenement na skalę krajową, gdzie gmina jako występujący beneficjent wraz z ZPO w Mazurach o dofinansowanie, pomimo uzyskania bardzo pozytywnej oceny wniosku, nie przyjmuje pieniędzy – dodaje.
Mieszkańcy wsi twierdzą, że zebrali się kilkakrotnie w tej sprawie i próbowali rozmawiać, przekonywać wójta i panią skarbnik, iż potrzebny wkład własny aż tak bardzo finansów gminy nie obciąży, ale bezskutecznie.
Dofinansowanie po zakończeniu projektu nie jest duże?
Marek Wiącek, dyrektor Zespołu Placówek Oświatowych w Mazurach, mówi, że za wspomniane 417 tys. zł funkcjonowałaby grupa 15-osobowa dla przedszkolaków przez 9 godzin codziennie od poniedziałku do piątku. Pieniądze te pozwoliłyby na całkowite utrzymanie grupy. Ponadto dzieci skorzystałaby z zajęć dodatkowych: angielskiego, logopedycznych, tańca, rytmiki i gimnastyki korekcyjnej.
– Owszem, projekt zakładał, że przez następne 1,5 roku po zakończeniu dofinansowania gmina musiałaby dołożyć pieniądze na wspomniana grupę, ale według moich wyliczeń, to 127 tys. zł i to nie jest jakaś ogromna kwota – mówi dyrektor Wiącek. – Skoro u nas nie powstanie grupa, to rodzice gdzieś te dzieci będą musieli posłać do przedszkola. Tym samym będą jeździć do innych miejscowości, zamiast posłać dzieci na miejscu – dodaje.
Wszystko za darmo tak, ale z dopłatą już nie
Daniel Fila, wójt z Raniżowa, odpiera zarzuty mieszkańców. – Ja sobie nie wyobrażam sytuacji, w której gmina nie bierze darmowych pieniędzy, ale tu tak do końca nie było – mówi. – Mamy trzy przedszkola publiczne, jedno niepubliczne i dwa punkty przedszkolne. Na te placówki gmina daje rocznie milion złotych. Ideą przy pisaniu wniosku było to, by zastąpić nasze przedszkola projektowymi, które prowadziłaby gmina. Jednak wśród wytycznych projektu była jego trwałość. Trzeba było utrzymać dotychczasowe przedszkola, a oprócz tego przez 1,5 roku zapewnić trwałość projektu. Zespół oświatowy wyliczył, że kolejne 1,5 roku funkcjonowania oddziału wynosić miało 205 tys. zł – mówi. Wójt otwarcie przyznaje, że gminy na to nie stać. Jednocześnie dodaje, że w gminie nie ma problemów z dostaniem się dzieci do przedszkoli. – Rocznie rodzi się w naszej gminie około 70 dzieci, a my mamy ponad 200 miejsc w przedszkolach – tłumaczy.
Grzegorz Anton



9 Responses to "Gmina nie chce darmowych 417 tys. zł, bo… jej nie stać na dotację"