Rzeszów tylko wicemistrzem (ZDJĘCIA)

Rzeszowscy koszykarze byli bliscy zepchnięcia z mistrzowskiego tronu Startu Warszawa. Ostatecznie sztuka tak im się nie udało i musieli się zadowolić srebrnymi medalami. Fot. Wit Hadło
Rzeszowscy koszykarze byli bliscy zepchnięcia z mistrzowskiego tronu Startu Warszawa. Ostatecznie sztuka tak im się nie udało i musieli się zadowolić srebrnymi medalami. Fot. Wit Hadło

KOSZYKÓWKA NA WÓZKACH. Po zdobyciu Puchar Polski, Start Warszawa również najlepszy w mistrzostwach Polski.

Akcesmed Start Rzeszów nie wykorzystał atutu własnej hali i w finałowym turnieju Mistrzostw Polski musiał uznać wyższość stołecznego Startu. Złote medale rzeszowscy wózkarze mieli na wyciągnięcie ręki, gdyż prowadzili przez ponad trzy kwarty decydującego spotkania. W końcówce więcej zimnej krwi zachowali jednak warszawianie.

Już przed turniejem było wiadomo, że karty w finałowych zmaganiach w hali na Podpromiu będą rozdawać zespoły z Warszawa i Rzeszowa. Gospodarzy nieoczekiwanie już w pierwszym meczu nastraszył IKS Konstancin, który długo toczył wyrównany pojedynek z podopiecznymi Mariusza Michalczyka, by spasować dopiero po przerwie.

Dwa Starty na deser
Turniejowa drabinka została ułożona w taki sposób, że w ostatnim meczu spotkały się ekipy z Warszawy i Rzeszowa. Obie wygrały swoje dwa wcześniejsze pojedynki, tak więc stawką tego spotkania było mistrzostwo Polski.

Cyrul i spółka mieli ze stołecznym Startem rachunki do wyrównania. Stołeczna ekipa to obrońca mistrzowskiego tytułu sprzed roku, który dodatkowo nie tak dawno ograł rzeszowian w finale Pucharu Polski.

Gospodarze rozpoczęli od mocnego uderzenia i w pierwszej kwarcie niemal zmietli rywala z parkietu, wygrywając tę część meczu 19:5. Później było już niestety tylko gorzej. Miejscowi nie dość, że zaczęli pudłować z dogodnych pozycji, to również popełniali proste błędy w obronie. Mimo tego, rzeszowianie prowadzili aż do 32. min, kiedy to po punktach byłego zawodnika naszej drużyny, Piotra Pawełko, stołeczny Start wyszedł na prowadzenie (41:42).

Zacięta walka trwała niemal do ostatnich sekund. Gospodarze „piłkę meczową” zmarnowali na niespełna minutę przed końcową syrenę. Podopieczni Mariusza Michalczyka przegrywali wówczas 49:54 i zamiast zdobyć bezcenne w tej sytuacji punkty, popełnili błąd 24 sekund. Do końca meczu pozostało 30 sekund, a że w posiadaniu piłki byli goście, stało się jasne, że jest już po meczu.

– Zabrakło nam jednego centra. Zaczęliśmy to spotkanie bardzo dobrze, później Warszawa przeczytała naszą grę. Wiadomo, że u nas punktuje 3 zawodników. Rywale wyjeżdżali do nas bardzo wysoko, ograniczając nam możliwość wjazdu pod sam kosz. A z dystansu niestety nie trafialiśmy – analizował przyczyny porażki Mariusz Szmuc.

Podpromie im służy
W zupełnie innym nastroju był kapitan stołecznego Startu, Grzegorz Pluta. – Spodziewaliśmy się, że będzie do ciężki mecz, bowiem Rzeszów prezentuje poziom bardzo zbliżony do naszego. Nie pierwszy raz tak słabo rozpoczęliśmy pojedynek, całe szczęście, że z każdą minutą graliśmy coraz lepiej. Hala na Podpromiu widocznie nam służy, bowiem nie pierwszy raz tutaj wygrywamy i czujemy się w niej bardzo dobrze – powiedział Pluta.

Wyniki: Konstancin – Rzeszów 58:67 (12:14, 22:15, 15:20, 8:18), Wrocław – Warszawa 50:71, Warszawa – Konstancin 72:46, Rzeszów – Wrocław 82:52 (18:12, 25:12, 19:12, 20:15), Konstancin – Wrocław 66:50, Rzeszów – Warszawa 49:54 (19:5, 14:18, 8:17, 8:14).

Punkty dla Rzeszowa zdobyli: Cyrul 23 (2×3), 37 (4×3), 12, Szmuc 24, 16 (1×3), 20, Gorzkowicz 10, 20, 0, Garstka 10, 0, 11, Sujdak 0, 4, 2, Garbacz 0, 3, 0, Kruczek 0, 0, 0, Maciejko 0, 0, 0, Wrona 0, 0, 0, Zawada 0, 0, 0.

Końcowa klasyfikacja: 1. Warszawa, 2. Rzeszów, 3. Konstancin, 4. Wrocław.

Marcin Jeżowski

[print_gllr id=102031]

Leave a Reply

Your email address will not be published.