Uczą, jak obchodzić polską wigilię

Lasowiaczki na sobotnią wigilię przygotowały 700 pierogów. Życząc smacznego, gospodynie przypomniały, żeby spać po takiej wieczerzy przy otwartym oknie. Fot. Bogdan Myśliwiec (2)
Lasowiaczki na sobotnią wigilię przygotowały 700 pierogów. Życząc smacznego, gospodynie przypomniały, żeby spać po takiej wieczerzy przy otwartym oknie. Fot. Bogdan Myśliwiec (2)

BARANÓW SANDOMIERSKI. Dotąd będziemy narodem, dokąd będziemy zachowywać nasze polskie tradycje.

Radość świąt, które przeżywali nasi dziadkowie, można przenieść do współczesnych domów. Jak to zrobić? Przepis na udane święta podpatrzyliśmy w minioną sobotę na tradycyjnej wigilii, którą od 35 lat tuż przed Bożym Narodzeniem organizują „Lasowiaczki” z Baranowa Sandomierskiego.

Wigilia dla Lasowiaków zawsze była dniem szczególnym, połączeniem przeżyć religijnych z ludową tradycją. W przygotowaniu świątecznej kolacji udział brała cała rodzina. Dzieci zajmowały się robieniem ozdób, mężczyźni sprzątali. Kobiety przygotowywały wieczerzę z 12 dań. Stół wigilijny musiał być starannie przygotowany. Bielutki obrus, dzban wypełniony ziarnem zboża, w które wciśnięta była zapalona gromnica. Pod stołem i na stole leżało sianko symbolizujące żłóbek z Betlejem.

O czym jeszcze ani kiedyś, ani dziś nie zapominają lasowiackie gospodynie?

Przed rozpoczęciem wigilii do drewnianego cebra wrzucało się przed laty garść siana, jako że Jezus urodził się na sianie, grosik żeby się pieniądze trzymały, wlewało się wody i w tym myło twarz. – Żeby nie było chorób, zarazy, żeby mieć gębusie piękne, a dziewczyny żeby nie miały żadnych krostów – mówi Anna Rzeszut, nestorka z Zespołu Obrzędowego „Lasowiaczki”.

Gdy zmówiono już wszystkie pacierze, połamano się opłatkiem, rozpoczynało się składanie życzeń. Pierwsze życzenia zawsze składał nestor rodu. Życzyło się zdrowia, żeby grady nie niszczyły, żeby urodzaje były, nie nawiedzały jakie choroby. Po tych ceremoniach rozpoczynano ucztę.

U Lasowiaków mogło być cały rok skromnie, ale w święta wszyscy musieli najeść się do syta, tak by ten niezwykły czas wspominać potem przez wiele miesięcy.
U Lasowiaków mogło być cały rok skromnie, ale w święta wszyscy musieli najeść się do syta, tak by ten niezwykły czas wspominać potem przez wiele miesięcy.

– A jadło się do syta. Kapustę z kaszo jaglano, kapustę z grzybami, źmioki z łolejem prowdziwym lnianym i z cebulo, chopcie, czyli gołąbki z kaszo jaglano i grzybami, łomaszczonymi łolejem – mówi Anna Rzeszut. – Kapusta musiała być kiszono, całe głowy. Była kaszo jaglano ze śliwkami, kaszo tatarcano z łolejem, jęcmienno z masłem, pirogi z kapusto i kompot ze suszonych jabłek. Ryb na lasowiackim stole nie było długo. Ryby jadały tylko pany. Po skończonej wigilii związywało się wszystkie łyżki, żeby się rodzina nie rozpadała.

Gdy wszyscy domownicy najedli się do syta, śpiewano kolędy, a gospodarz brał kolorowy opłatek i chleb, i szedł podzielić się nimi ze zwierzętami.

– Dokąd będziemy mogły, będziemy przypominały młodzieży o naszych tradycjach. Aby nasze dzieci, nasze wnuczki uczyły się naszej tradycji. Bo tradycja to jest nasze dobro narodowe. Dopóki będziemy kultywować tradycję, będziemy narodem. Jak zatracimy nasze tradycje, jak wejdą jakieś amerykańskie, to już nie będziemy mieć swojej tożsamości i warto byłoby to w końcu zrozumieć – mówi Anna Rzeszut.

Małgorzata Rokoszewska

Leave a Reply

Your email address will not be published.