Twardziele z miękkim sercem dla zwierząt

Dominik i Bartek od zeszłego poniedziałku bez wytchnienia odbudowują zniszczoną konstrukcję. Fot. Fundacja Viva!
Dominik i Bartek od zeszłego poniedziałku bez wytchnienia odbudowują zniszczoną konstrukcję. Fot. Fundacja Viva!

Dominik i Bartłomiej Habdas, bliźniacy z Mielca, pokonali 420 km, by za darmo odbudować zniszczoną przez orkan stajnię dla koni pod Toruniem.

W piątek, 6 grudnia, orkan Ksawery zniszczył stajnię Fundacji Viva! znajdującą się pod Toruniem. Wiatr zerwał dach i rozrzucił go po okolicznych polach, pozostawiając 29 mieszkających w niej uratowanych przed śmiercią koni bez dachu nad głową. Na pomoc ruszyli im dwaj bracia bliźniacy z Mielca, którzy od poniedziałku zupełnie za darmo naprawiają zniszczoną konstrukcję. – To przesympatyczni, wspaniali ludzie z pozytywną energią i ogromnym sercem, a do tego bardzo skromni – mówi o nich Ilona Dąbrowska z fundacji Viva! – Jesteśmy im bardzo wdzięczni za pomoc.

Z czwartku na piątek (5 na 6 grudnia) nad Polską przetoczyła się potężna wichura. Łamała drzewa i słupy, wyrywała dachy, burzyła domy. Niszczycielska siła nie ominęła też Pigży, miejscowości pod Toruniem (woj. kujawsko-pomorskie), w której stoją dwie stajnie działającej na rzecz zwierząt fundacji Viva!

– W piątek po południu dosłownie w jednej chwili straciliśmy dom dla naszych podopiecznych – relacjonuje Ilona Dąbrowska. – Ogromny podmuch wiatru zerwał dach jednej ze stajni, a tony blachy i desek rozrzucił po polu. Przerażone konie stały w ledwo stojących jeszcze ścianach tego, co wcześniej było stajnią. Zbliżała się noc, a 29 koni, oślica, 2 kozy i 3 psy pozostały bez dachu nad głową, pod gołym niebem. Przeczekaliśmy jakoś do rana, ale dopiero gdy zaczęło świtać, naszym oczom ukazał się ogrom zniszczeń. To był porażający widok… Zaczęliśmy na prędce organizować naszym zwierzętom jakieś tymczasowe schronienie.

Pomóżcie odbudować dom dla naszych koni
Fundacja już na drugi dzień zaapelowała o pomoc do wszystkich ludzi dobrego serca. – Musimy jak najszybciej rozpocząć odbudowę dachu, dlatego zwracamy się do Państwa z prośbą o pomoc. Sytuacja jest dramatyczna. Wstępnie oszacowany koszt naprawy to ponad 30 tys. zł. Każde wsparcie się liczy. Wierzymy, że wspólnymi siłami uda nam się odbudować schronienie dla naszych koni! – brzmiał dramatyczny apel, który obiegł lokalne i ogólnopolskie media i trafił na portale społecznościowe. To właśnie na jednym z nich dostrzegli go dwaj bracia bliźniacy z Mielca, którzy rzucając wszystko, zaofiarowali swą pomoc.

– Dominik i Bartłomiej napisali do nas na Facebooku, że proponują nam pomoc zupełnie bezinteresownie jako wolontariusze – mówi pani Ilona. – W pierwszej chwili nie mogłam w ogóle w to uwierzyć. Chłopaki aż z Podkarpacia mieliby przyjechać aż tutaj pod Toruń, żeby nam pomóc? Przyszło mi na myśl, że to może jakiś głupi żart, ale zadzwoniłam do nich. Okazało się, że oferowana pomoc jest jak najbardziej realna. Mówili, że z telewizji dowiedzieli się o naszym dramacie, że mogą przyjechać do pracy, bo kochają zwierzęta i chcą tak po ludzku bezinteresownie pomóc – dodaje poruszona.

Bracia ruszyli na pomoc
W niedzielę, 15 grudnia, po południu Dominik i Bartłomiej Habdas spakowali się, wsiedli w samochód i ruszyli w 7-godzinną drogę do toruńskiego schroniska. – Prawdę mówiąc, do końca trudno było mi w to uwierzyć, że chłopaki rzeczywiście do nas przyjadą. Dopiero kiedy zadzwonili do mnie, że minęli już Lodź i są w połowie drogi, dotarło do mnie, co się dzieje – śmieje się pani Ilona. – Dominik i Bartłomiej przyjechali do nas grubo po północy, a już o 8 rano na drugi dzień pracowali na dachu! To naprawdę wspaniali ludzie, powiedzieli, że o wszystko zadbają, że nie mamy się o co martwić i wzięli się do pracy.

Dominik i Bartłomiej są mielczanami. W lutym skończą 32 lata. Dominik prowadzi firmę specjalizującą się w pracach na wysokościach, w tym również naprawach dachów i pracach wykończeniowych. Bartek mu pomaga. Pytani o to, co zmotywowało ich do bezinteresownej pomocy zwierzętom w oddalonej o 420 kilometrów od domu miejscowości, odpowiadają skromnie „jesteśmy po prostu dobrymi ludźmi i staramy się zawsze pomagać, jak tylko możemy”.

– Kontakt do dziewczyn z fundacji dostaliśmy od starych znajomych, resztę umówiliśmy już na Facebooku. Spakowaliśmy się i pojechaliśmy. Rodzina zareagowała bardzo pozytywnie na nasz pomysł i chyba nawet zbytnio się nie zdziwili – śmieje się Bartek. – Dobrze nas znają i wiedzą, że jak jesteśmy w stanie pomóc, to pomożemy. W poniedziałek rozpoczęliśmy już pracę. Liczymy, że wyrobimy się ze wszystkim do tej niedzieli. Ogólnie dużo się tu teraz dzieje, rozebraliśmy część starego dachu, trzeba było materiał zamówić, we wtorek przyjechała blacha, trzeba było przykryć dach. Trochę rzeczy do zrobienia mamy, żeby ten dach konikom skończyć. Ale wszystko idzie dobrze. Mamy tu nawet piękny widok z dachu na kopuły toruńskiego obserwatorium – dodaje z uśmiechem. – To, co zrobiliśmy, to nie żaden wyczyn. Uważamy, że to normalne, że ludziom trzeba pomagać – kończą.

Mieleckie anioły
Na stronie Facebooka, na której fundacja zamieściła informację o pomocnej dłoni wyciągniętej do zwierząt przez braci z Mielca, internauci nie szczędzą im pochwał: „Pocieszające, że są ludzie, dla których pieniądze to nie wszystko. Chwała im za to!”, „Szacunek dla Panów i życzę im, by dobre wróciło. Jesteście przykładem naprawdę cudownych ludzi”, to tylko niektóre z nich. Jeden wpis jest szczególny „Anioły jednak istnieją”. Tak, anioły istnieją, a dwójka z nich ma właśnie na imię Dominik i Bartek…

Katarzyna Szczyrek

3 Responses to "Twardziele z miękkim sercem dla zwierząt"

Leave a Reply

Your email address will not be published.