Demokracja przedstawicielska w europejskim wydaniu, gdzie deputowanym może zostać praktycznie każdy, nawet idiota, jest oczywiście ustrojem kompletnie pozbawionym jakiegokolwiek sensu.
Doskonałym tego przykładem jest polski Sejm, w którym ludzi kompetentnych i mających jakiekolwiek uprawnienia do stanowienia prawa można policzyć na palcach jednej ręki. Cała reszta to ideologiczna banda traktująca swój mandat nie jako służbę, ale jako przywilej. Ostatnio rząd uwłaszczył się na pieniądzach obywateli, które kilka lat temu kazał im przymusowo pakować w OFE. Sposób, w jaki zostało to przeprowadzone, świadczy o totalnej niekompetencji posłów, o ich absolutnej ignorancji i nieprzygotowaniu oraz braku jakiegokolwiek mandatu do stanowienia prawa. Ekspresowe tempo, w jakim ustawa emerytalna została przepchnięta przez Sejm, pokazało, że większość naszych tzw. przedstawicieli nawet jej projektu nie przeczytała, głosując tak, jak życzył sobie tego przewodniczący partii, przedkładając interes partyjny nad dobro społeczne. To jest właśnie klasyka demokracji przedstawicielskiej i ordynacji proporcjonalnej, w której poseł nie jest zależny od swoich wyborców, ale od miejsca na liście, które przydzieli mu szef.
Tak więc w naszym nieszczęsnym kraju prawo tworzą ludzie niekompetentni, często nierozumiejący nawet słów zapisanych w projektach ustaw. Czy może zatem dziwić liczba prawnych bubli produkowanych przez parlament? Nie, nie może. Ale z całą pewnością może dziwić to, że sędziowie Sądu Najwyższego mogą wydać orzeczenie niezgodne z prawem. To już musi trwożyć. No bo skoro w 2008 roku sędziowie wbrew przepisom uznali prywatne pieniądze złożone w OFE za publiczne, to równie dobrze w 2014 roku mogą uznać, że prywatne działki Polaków, skoro są położone na terenie Polski, stanowią dobro publiczne. I wtedy hulaj dusza, piekła nie ma. Brakuje kasy w budżecie? Odbierzemy Polakom działki – przecież to jest dobro publiczne! I tak można zrobić z każdą własnością. Niestety, to wszystko pokazuje, ze Polska podporządkowana jest nie obywatelom i państwu, ale interesom wąskich grup, które zagarnęły władzę i trzymają się jej kurczowo niczym huba pnia.
***
Zulu Gula w latach 90. zwykł mawiać, że „Polska to jest najdowcipniejsa kraj na swiecie. A jaki kraj, taki ząd”. A ja bym dodał jeszcze, że jaki kraj, taki sąd. I to w dodatku Najwyższy.
Krzysztof Propolski



6 Responses to "Jaki kraj, taki sąd"