
PODKARPACIE. – Zambijskiego nie znam, a na Murzyna nie wyglądam – mówi starosta kolbuszowski, Józef Kardyś.
Ogromnym zainteresowaniem cieszył się czwartkowy (19 bm.) program Polsatu „Interwencja”, w którym mowa była o kontrowersyjnej podróży podkarpackich urzędników do Zambii. Wrażenie na odbiorcach zrobił zwłaszcza sposób tłumaczenia się samorządowców pytanych przez dziennikarza Polsatu, Artura Borzęckiego.
Przypomnijmy, że wyjazd urzędników do Afryki zorganizowała Fundacja „Serce Bez Granic”. Był on związany z otwarciem wystawy poświęconej życiu ks. kardynała Adama Kozłowieckiego, pochodzącego z Huty Komorowskiej misjonarza Zambii.
Na 10-dniową podróż do Lusaki pojechali m.in.: Krystyna Wróblewska (50 l.), dyrektor Podkarpackiego Centrum Edukacji Nauczycieli w Rzeszowie; starosta kolbuszowski Józef Kardyś (59 l.); a także wójt gminy Majdan Królewski Jerzy Wilk (51 l.). Podróż każdego z nich kosztowała podatników ponad 7,5 tys. zł. Ich wypowiedzi zostały pokazane w czwartkowym (19 bm.) programie Polsatu „Interwencja”. Prezentujemy je poniżej.
Rozmowa dziennikarza Polsatu ze starostą Józefem Kardysiem:
– W jakim języku rozmawiał pan z prezydentem Zambii?
J.K.: – Migowym… Pan się mnie pyta tak dziwnie. Zambijskiego nie znam, a na Murzyna nie wyglądam!
– Co wiąże powiat kolbuszowski z południową Afryką?
J.K.: – Różnice klimatyczne…
– Nie odda pan tych pieniędzy?
J.K.: – Nie rozumiem tego pytania, za delegację zwraca się pieniądze prywatne?
A oto co reporterowi powiedział wójt Jerzy Wilk:
– Ile osób korzysta z pomocy społecznej w państwa gminie?
J.W.: – Szacuje się, że około półtora do dwóch tysięcy.
– 15 tys. zł kosztował podatników pana wyjazd do Zambii. Zastanawiał się wójt, ile osób można byłoby wesprzeć za 15 tys. zł?
J.W.: – Wolałbym nie odpowiadać.
Spore „wrażenie” na odbiorcach wywołały też słowa Krystyny Wróblewskiej:
– Naprawdę pani uważa, że urzędnik szczebla samorządowego powinien latać do Afryki?
K.W.: – Jeśli nie do Afryki, to gdzie indziej. Podróże kształcą.
– Ale może nie za pieniądze mieszkańców?
K.W.: – Każdy może mieć na to swoje wytłumaczenie (…) Zawiozłam smycze i słodycze…
– Myśli pani, że te smycze są tam potrzebne? Może warto było pieniądze, które pani wydała na bilet przekazać na ten sierociniec?
K.W.: – Pan wszystko przelicza, a pieniądze nie są najważniejsze.
– Zwłaszcza, jak są publiczne
K.W.: – Macie państwo prawo patrzeć, co robi się z publicznymi pieniędzmi. Ale myślę, że nic się nie stało.
Paweł Galek



6 Responses to "Podkarpaccy urzędnicy w… Zambii"