
PIŁKA RĘCZNA. Małgorzata Byzdra, dawna gwiazda JKS-u Jarosław, o zakończonych w niedzielę mistrzostwach świata i grze swojej córki Kingi.
– Lekki zawód jest, bo medal był na wyciągnięcie ręki, ale dla mnie nasze dziewczyny i tak są mistrzyniami świata! – podkreśla Małgorzata Byzdra, polska gwiazda szczypiorniaka lat 90. (mistrzostwo z Monteksem Lublin, brązowe medale z JKS Jarosław i Zagłębiem Lubin), mama Kingi, czołowej zawodniczki ekipy Kima Rasmussena.
Polskie piłkarki ręczne zajęły w serbskim turnieju czwarte miejsce. W meczu o brąz „Orlice” uległy Danii, ale wcześniej pokonały wyżej notowane Rumunki i Francuzki. To najlepszy występ biało-czerwonych w mistrzostwach świata.
– W pierwszej połowie meczu z Danią wszystko układało się po naszej myśli. Już szykowałam się do otwierania szampana, ale po przerwie wszystko się zmieniło. Być może ta reprezentacja nie jest jeszcze gotowa na takie wyzwania – zastanawia się pani Małgorzata. – Jeśli jednak weźmiemy pod uwagę, z jakiej pozycji dziewczyny startowały do turnieju, to wyjdzie nam, jak wiele osiągnęły. Czapki z głów przed nimi i całym sztabem szkoleniowym! – dodaje.
Kopciuszek rozkwitł
– Co zapamiętam z ostatnich dni tych mistrzostw? Niesamowitą atmosferę panującą w belgradzkiej hali i kapitalny finał. Brazylijki pokazały klasę. Wygrały wszystkie dziewięć spotkań w turnieju. Nie miały żadnego kryzysu, a przeciwko Serbkom grały tak, że ręce same składały się do oklasków. Podobnie jak Polki, sprawiły sensację. Biało-czerwone pojechały do Serbii jako kopciuszek, ale w Nowym Sadzie i Belgradzie pięknie nam rozkwitły. Z tej mąki będzie chleb. Powiedzieliśmy A, powiemy i B – jestem przekonana, że nasza kadra właśnie rozpoczęła drogę na szczyt – mówi zawodniczka wybrana do siódemki wszechczasów Jarosławskiego Klubu Sportowego.
Cegiełka odrobinę za mała
Reprezentantki Polski i ludzie będący blisko kadry podkreślają wspaniałą atmosferę i kapitalne relacje łączące zawodniczki z trenerami Kimem Rasmussenem i Antonim Pareckim.
– To prawda. Kinga dużo mi o tym opowiadała. Atmosfera to szalenie ważna sprawa. Jak wszystko gra, to góry można przenosić – przekonuje nasza rozmówczyni.
Małgorzata Byzdra na dokonania córki nie spogląda przez różowe okulary. Matczyna miłość to jedno, rzetelna ocena sytuacji – drugie. – Kinga na tych mistrzostwach zagrała, jak zagrała. Szczerze mówiąc, myślałam, że dorzuci większą cegiełkę do końcowego sukcesu. Trener stawiał na nią w obronie, w ataku pojawiała się zbyt rzadko – ocenia występ 24-letniej pociechy.
Na święta przelotem
Kinga na święta przyjeżdża do domu. – Wigilię tradycyjnie spędzimy u moich rodziców w Kraśniku, 26 grudnia Kinga już wylatuje do Czarnogóry. Klubowe obowiązki wzywają (występuje w Buducnosti Podgorica – red.). Szkoda, że tak mało czasu spędzimy z sobą, ale takie jest życie zawodowego sportowca. Doskonale to rozumiem – uśmiecha się mama naszej reprezentantki.
– Co porabiam? Odpoczywam! – żartuje pani Małgorzata. – A tak poważnie. Mąż pracuje za granicą, ja zajmuje się domem i 12-letnią córką. Gra w Janowcu z chłopakami w drużynie piłki nożnej i suszy mi głowę, że chce spróbować piłki ręcznej w Puławach. Najgorzej, że tam też nie ma żeńskiej sekcji. Pozostaje nam czekać na Kingę. Obiecała, że po zakończeniu kariery wróci w rodzinne strony i założy klub, który będzie szkolił dziewczęta.
Tomasz Szeliga


