
HOKEJ. FINAL FOUR PUCHAR POLSKI. 1,2 sekundy zabrakło sanockim hokeistom do tego, aby o finałowym meczu o Puchar Polski decydowały rzuty karne.
Hokeiści Ciarko PBS Bank KH Sanok po raz drugi z rzędu musieli obejść się smakiem, przegrywając decydujący bój o Puchar Polski. Przed rokiem sanoczanie w wielkim finale przegrali z Jastrzębiem. Tym razem byli gorsi od Comarch Cracovii, która w półfinale dość niespodziewanie pokonała aktualnego lidera PHL, GKS Tychy.
To był już czwarty z rzędu finał Puchar Polski z udziałem sanockich hokeistów, a trzeci z kolei rozgrywany w Arenie Sanok. Trzy lata temu, występujący pod nazwą KH Sanok team, zdobył to trofeum w Oświęcimiu. Rok później, w finale Ciarko PBS Bank KH pokonało Unię Oświęcim przed własną publicznością i od tamtej pory sanoczanie nie potrafią znaleźć skutecznej recepty na odzyskanie tego trofeum.
Zabrakło 1,2 sekundy
Gdy kibice, którzy szczelnie wypełnili Arenę Sanok szykowali się do wisienki na torcie w postaci rzutów karny, decydujący cios na 1,2 sekundy przed końcem dogrywki zadali krakowianie. Wszystko zaczęło się po bezmyślnym faulu wysokim kijem Samsona Mahboda, który za to zagranie powędrował na ławkę kar. Do końca dogrywki zostało raptem 8 sekund, a wznowienie gry miało miejsce po lewej stronie bramki Ciarko. Wygrali je krakowianie, którzy po mistrzowsku rozegrali grę w przewadze i na nieco ponad sekundę przed końcem dogrywki, za sprawą Petra Dvorzaka zdobyli gola na wagę pierwszego w historii klubu Pucharu Polski. Sanoczanie mogą jednak sobie pluć w brodę, bowiem w przeciągu całego meczu byli stroną przeważającą, ale grali nieskutecznie.
Sanok atakował, gole dla Cracovii
Sanoczanie, którzy z pewnością włożyli mniej wysiłku w półfinałowy pojedynek, niedzielne starcie rozpoczęli znakomicie i już w 6 min objęli prowadzenie. Chwilę później Cracovia nie pierwszy raz w tym sezonie pokazała, że jest mistrzem szybkiej riposty. Tak było i tym razem. Goście nie dość, że błyskawicznie doprowadzili do remisu, to jeszcze wyszli na prowadzenie. Sanok wyrównał dopiero w II tercji, wcześniej grając nieskutecznie i nie wykorzystując m.in. gry w podwójnej przewadze.
– Dzięki Bogu, że tym razem wpadło. Musimy chwilę odpocząć i wyjść na III tercję z zamiarem wygrania tego meczu. Widzieliśmy, że mimo dogrywki, Cracovia postawi ciężkie warunki i tak jest. My atakujemy, ale gramy nie skutecznie, a do tego bardzo dobrze broni Radziszewski. Cracovia z kolei wyprowadza akcje i zdobywa gole – mówił po II tercji strzelec wyrównującej bramki dla sanoczan, Rafał Dutka.
Emocje do samego końca
Słowa Dutki potwierdził w 45 min. Nicolas Besch, który huknął z dystansu, ale na nieszczęście Ciarko, trafił w poprzeczkę. Chwilę później okazało się, że Dutka nie tylko w tej kwestii miał rację. Sanoczanie bowiem atakowali, a gola… zdobyła Cracovia. Tym razem sanoczanie wzięli jednak przykład z mistrzów Polski, i nieco ponad minutę później za sprawą „króla asyst”, Petra Sinagla wyrównali i o wszystkim, ja się później okazało, zadecydowała dogrywa.
CIARKO PBS Bank KH Sanok – COMARCH CRACOVIA 3-4
(1-2, 1-0, 1-1, dogr. 0-1)
1-0 Kostecki (6.), 1-1 Chmielewski (8.), 1-2 Kalus (9.), 2-2 Dutka (36.), 2-3 Piotorowski (47.), 3-3 Sinagl (48.), 3-4 Dvorzak (70.)
CIARKO: Murray – Richter, Milovanović; Zapała, Vozdecky, Sinagl – Dutka, Besch; Aquino, Mahbod, Kostecki – Rąpała, Kloz; Biały, Ćwikła, Strzyżowski – Pociecha, Dolny; Demkowicz, Wilusz, Mermer
CRACOVIA: Radziszewski – A. Kowalówka, Noworyta; Chmielewski, Słaboń, S. Kowalówka – Żvatora, Kłys; Piotrowski, Kostourek, Rzehak – Wajda, Dąbkowski; D. Laszkiewicz, Dvorzak, Kalus – Zieliński, Galant; Wiśniewski, Kozłowski, Cieślicki.
Kary: 6 i 14 min. Widzów 3,5 tys.
mj


