Prokuratura: – To nie była obrona konieczna tylko zabójstwo

Marian M. (64 l.) twierdzi, że nie chciał zabić 24-letniego Mateusza Sz. - Ja się tylko broniłem - twierdzi. Fot. Wioletta Zuzak
Marian M. (64 l.) twierdzi, że nie chciał zabić 24-letniego Mateusza Sz. – Ja się tylko broniłem – twierdzi. Fot. Wioletta Zuzak

KROSNO. Marian M. zostanie przebadany przez psychologa.

Przed Sądem Okręgowym w Krośnie toczy się proces Mariana M. (64 l.), oskarżonego o śmiertelne ugodzenie nożem swego znajomego, 24-letniego Mateusza Sz. Podczas wtorkowej, 31 grudnia, rozprawy sąd przesłuchał Sławomira S. (30 l.). – Niezbędna jest dodatkowa opinia, którą ma sporządzić biegły psycholog Bogusław Stachowicz – oznajmił sędzia Artur Lipiński.

Jak informowaliśmy, przesłuchiwanie 30-latka na wcześniejszej rozprawie (20.12.) zostało przerwane. Sędzia zorientował się bowiem, że stan świadka pozostawia wiele do życzenia. Mężczyzna został przez policjantów przebadany alkomatem i okazało się, że był pijany. Sędzia zarządził 500 zł jako karę porządkową.

Świadek: – Pan Marian nie powiedział, że mnie zabije
Na ostatnią w 2013 roku rozprawę świadek został doprowadzony przez funkcjonariuszy policji. Sławomir S. we wtorek w sądzie po raz kolejny powtórzył, że nie życzy sobie pogróżek, które otrzymał w Internecie, że jest następny „na Haczowie”. – Nie wiem, kto te pogróżki napisał – mówił 30-latek. – Ja nie mam nic do pana Mariana. Nie spożywałem alkoholu z oskarżonym, natomiast z Mateuszem Sz. piłem – dodał.

– Widziałem Mateusza 2 tygodnie przed jego śmiercią. Nie mam informacji na temat tego, jak zginął – zeznał świadek. Oznajmił, że z oskarżonym się nie widuje. – Pan Marian nie powiedział, że mnie zabije – zaznaczył przy tym Sławomir S.

„Nie chciałem zabić Mateusza. Chciałem tylko, aby dał mi spokój”
Do tragicznego zdarzenia doszło 28 października 2012 r. Marian M. tego feralnego dnia na stadionie sportowym pił alkohol wraz z kibicami z Leska. M. po godz. 16 wrócił do domu, zjadł kolację, pogasił wszystkie światła, zamknął drzwi na haczyk (przeczuwał, że może go odwiedzić Sz., którego towarzystwa już nie chciał) i położył się do łóżka.

Ok. godz. 17 Marian usłyszał głośne pukanie do drzwi oraz głos Mateusza, który domagał się, aby M. wpuścił go do domu. Sz. włożył klucz do zamka, jednak nie udało mu się otworzyć drzwi. – Zaczął więc w nie kopać, krzyczał: „ Jak wejdę do środka to cię szlag trafi”. Mówił, że ma wino – zeznał oskarżony. M. się nie odzywał. Nagle usłyszał brzęk tłuczonej szyby, zobaczył jak Sz. wkłada rękę do środka, próbuje odsłonić firankę i otworzyć okno.

Cios w serce okazał się śmiertelny
Oskarżony oznajmił, że zadał Mateuszowi cios nożem kuchennym, bo bał się, że 24-latek wejdzie do środka i go zabije. – Ja się tylko broniłem – twierdzi Marian M. Zakrwawiony nóż położył na parapecie i pobiegł do sąsiadki, aby zatelefonowała na policję. Kilkanaście metrów od domu leżał na ziemi zakrwawiony Mateusz. Nie żył. – Nie chciałem go zabić. Chciałem tylko, aby dał mi spokój – dodał M. Biegli uznali, że w czasie popełnienia zarzucanego czynu oskarżony był zdolny do pokierowania swoim postępowaniem, czyli był poczytalny.

Następna rozprawa odbędzie się w środę, 5 lutego.

Wioletta Zuzak

Leave a Reply

Your email address will not be published.