Tygodnik The Economist uznał Urugwaj krajem 2013 roku. W sierpniu w Urugwaju uznano małżeństwa osób tej samej płci z prawem do adopcji dzieci, co, według Economista, zwiększyło ogólny poziom szczęścia bez żadnych nakładów finansowych. Poza tym kraj ten zalegalizował marihuanę.
Wśród „odważnych” decyzji urugwajskich polityków pojawia się również legalizacja aborcji na życzenie do 12. tygodnia ciąży. Ponadto prezydent Urugwaju, Jose Mujica, jest skromny, niezwykle otwarty, jeździ garbusem i mieszka w niewielkim domku. Urugwaj został krajem roku, bo jest to państwo odważne, liberalne i lubi dobrą zabawę – konkluduje tygodnik.
Jestem pewien, że nasze elity, które są pod wpływem liberalnej ideologii, wnet wyznaczą nam kolejny szczytny cel: dorównania urugwajskiemu poziomowi szczęścia. Kiedyś mówili o budowaniu drugiej Japonii, jakoś nie wyszło, ale na pewno uda się wybudować nad Wisłą drugi Urugwaj. Wystarczy tylko, by premier przesiadł się z samolotu na garbusa w cotygodniowych podróżach stolica – Trójmiasto. Wystarczy też, by nasz premier okazywał społeczeństwu jeszcze więcej miłości.
By osiągnąć laicki raj, nasi uszczęśliwiacze mas wypędzą religię do kruchty, a bezrobotną młodzież zapędzą do dobrej zabawy, oczywiście pod wpływem „maryśki”. W każdej szkole pojawi się instruktor ds. gender, który będzie pełnił taką rolę, jak kiedyś I sekretarz podstawowej organizacji partyjnej. Instruktor będzie kontrolował, czy szkoły radzą sobie na trudnym odcinku wprowadzania naukowego światopoglądu, czyli seksualnego uświadamiania mas szkolnych. Jeśli masy będą oporne, to się je wymieni na szczęśliwych Urugwajczyków. A z takimi już sobie poradzą nasze oświecone elity.
Piotr Samolewicz



3 Responses to "Urugwajski poziom szczęścia"