Pijani zabójcy wiozą śmierć, bo im na to pozwalamy

Choć niewątpliwie takie tragedie jak ta w Kamieniu Pomorskim wstrząsają opinią publiczną, która ostro potępia sprawcę, to jednocześnie nie brak w naszym społeczeństwie ludzi, którzy akceptują jazdę na podwójnym gazie. Fot. Archiwum
Choć niewątpliwie takie tragedie jak ta w Kamieniu Pomorskim wstrząsają opinią publiczną, która ostro potępia sprawcę, to jednocześnie nie brak w naszym społeczeństwie ludzi, którzy akceptują jazdę na podwójnym gazie. Fot. Archiwum

Nasze społeczeństwo w dużej części akceptuje wsiadanie za kółko po jednym głębszym, dwóch piwkach albo będąc „wczorajszym”. To potem odbija się na sytuacji na drodze i bezpieczeństwie jej użytkowników.

Tragiczny wypadek, do którego doszło w Kamieniu Pomorskim, wstrząsnął opinią publiczną. Życie straciło sześć osób, a sprawca wypadku był pijany. O jeździe na podwójnym gazie zaczęli znów mówić politycy, media alarmują, policja częściej kontroluje. I co? I nic. Podobna wrzawa ma miejsce zawsze, gdy dojdzie do jakiejś tragedii, ale tak naprawdę nasze społeczeństwo w dużej części akceptuje wsiadanie za kółko po jednym, dwóch piwkach albo będąc „wczorajszym”.

Choć w naszym kraju jazda po pijanemu stanowi już dobrych parę lat przestępstwo i skutkuje obligatoryjnie utratą uprawnień do prowadzenia samochodu, miłośników jazdy na „podwójnym gazie” to nie odstrasza.

– Straciłem prawo jazdy za jazdę po pijanemu – przyznaje chcący zachować anonimowość przemyślanin, Radosław (45 l.). – Nie, nie spowodowałem nawet kolizji; po prostu policja złapała mnie podczas rutynowej kontroli. Nawet w tym dniu nie piłem, tylko dzień wcześniej byłem na imieninach szwagra – opowiada. – Alkomat pokazał 0,8 promila i straciłem „prawko”. Czy zdarza mi się jeździć bez niego? No, owszem – Radosław uśmiecha się pod nosem. – W jakieś dalsze trasy to nie, ale po mieście, owszem. Czy zdarza mi się po alkoholu? Czasem piwko, albo dwa wypiję, ale przecież to żaden alkohol – przekonuje 45-latek.

Kara nie odstrasza
Niestety, postawa podobna do tej, którą prezentuje Radosław, wcale nie jest rzadkością. Utarty prawa jazdy boją się na ogół zawodowi kierowcy i osoby, w których pracy wymagana jest niekaralność. Pozostali często drwią sobie z kary, jaką za jazdę „po pijaku” przewiduje nasze prawo. Bo przecież drugi raz „prawka” nie zabiorą, a i nikogo nie wsadzą do więzienia na dwa lata za to tylko, że jechał po dwóch piwkach. Po tragedii w Kamieniu Pomorskim zaczęto mówić coraz głośniej o wprowadzeniu bardziej restrykcyjnych kar dla pijanych kierowców. Mowa o konfiskacie samochodu, bardzo wysokich grzywnach, a nawet karze bezwzględnego pozbawienia wolności. Pojawił się też pomysł, by każdy kierowca obligatoryjnie posiadał przy sobie alkomat. Tego typu urządzenia różnych firm są dostępne na naszym rynku. Czy warto z nich skorzystać?

Warto mieć dobry alkomat
– Na pewno warto mieć alkomat z „wyższej półki”, nawet jeśli prawo tego nie nakazuje – przekonuje lekarz, Krzysztof Popławski. – Takie urządzenie pozwoli na wiarygodny pomiar alkoholu w organizmie – zapewnia. Skąd doktor o tym wie? Otóż sprawdził to na sobie! – Mój znajomy dostał porządny alkomat w prezencie – zdradza K. Popławski. – Ma pracę związaną z wieloma wyjazdami i spotkaniami, na których pija się alkohol, stąd taki pomysł na podarek dla niego – opowiada. – Nie ukrywam, że sprawdzaliśmy alkomat na sobie – dodaje. I cóż się okazało? Na przykład to, że wypicie nawet bardzo małej ilości alkoholu już powoduje pojawienie się w wydychanym powietrzu 0,2 promila alkoholu, co jest określane jako „stan po spożyciu”. Dodatkowo urządzenie pokazywało rożne stężenia alkoholu w powietrzu wydychanym przez osoby, które wypiły tyle samo. – To nic dziwnego – mówi doktor Popławski. – Szybkość rozkładania się alkoholu w organizmie człowieka jest indywidualną cechą osobniczą, a poza tym zależy także od szybkości picia i tego, co zjedliśmy – wyjaśnia.

„Wczorajszy” to także pijany
Lekarz apeluje też do rozsądku tych, którzy wsiadają „za kółko”, będąc w stanie określanym jako wczorajszy. – To, że pospaliśmy parę godzin po zakrapianej imprezie i czujemy się ogólnie dobrze, nie oznacza bynajmniej, że jesteśmy trzeźwi – przestrzega K. Popławski. – Alkohol utrzymuje się w organizmie, nie dając wcale takich efektów, jak na początku picia, zatem nie czujemy się pijani, ba, nawet podchmieleni. Ale to bardzo złudne! Czasem jest tak, że pacjent zarzeka się, że pił przedwczoraj, a w organizmie ma 1,7 promila alkoholu. To możliwe – zapewnia lekarz. – Trzeba pamiętać, że alkohol obecny w organizmie upośledza postrzeganie i reakcje, niezależnie od tego, czy człowiek czuje się pijany, czy nie – podkreśla.

Każdy z nas może paść ofiarą pijanego kierowcy
Warto zatem zaopatrzyć się w alkomat i wybierając się na zakrapianą imprezę dać zarobić taksówkarzowi albo poprosić kogoś na pewno trzeźwego o podwiezienie, niż sięgać po kluczyki. W 2011 roku w wypadkach z udziałem pijanych kierowców zginęło na Podkarpaciu 15 osób, w 2012 – 26, a w zeszłym roku 10. Ktoś może uważać, że nie są to zatrważające liczby. Ale uważać tak będzie dopóty, dopóki nie uświadomi sobie, że wśród tych zabitych mógł być ktoś z jego bliskich, albo on sam. Teraz tragedię przeżywają bliscy ofiar wypadku w Kamieniu Pomorskim. Nam udało się odnaleźć człowieka, który jest spowinowacony z zabitym małżeństwem, którego 10-letnia córeczka przeżyła.

– Zabita kobieta to córka brata mojej bratowej – zdradza nam mieszkaniec Podkarpacia. – W sylwestra telefonicznie składałem bratu i bratowej życzenia i życzyłem wszystkiego dobrego w nowym roku – wspomina. – Niestety, ten rok nie zaczął się dobrze: zginęli bratanica mojej bratowej i jej mąż, osierocili dziecko – wzdycha. – Zginęli przez człowieka, który jechał po pijanemu. To straszne – mówi mężczyzna.

Nie oszukujmy rozumu i sumienia!
Choć niewątpliwie takie tragedie jak ta w Kamieniu Pomorskim wstrząsają opinią publiczną, która ostro potępia sprawcę, to jednocześnie nie brak w naszym społeczeństwie ludzi, którzy akceptują jazdę na podwójnym gazie.

– Jasne, że nie w stanie upojenia, ale trudno dorosłego mężczyznę, który wypił dwa piwa, uznać za pijanego – przekonuje nas Kamil (36 l.) z Podkarpacia. – Człowiek nawet nie czuje, że coś wypił – zapewnia. – Jak zatem może być potencjalnym „mordercą za kółkiem”? – pyta. Kamila i podobnie doń myślących odsyłamy do słów doktora Popławskiego i przypominamy: nie musimy czuć się pod wpływem alkoholu, żeby po nim być! Symulacje jednoznacznie pokazują, że także niewielka ilość alkoholu w organizmie powoduje u kierowcy zmniejszenie koncentracji, wydłużenie czasu reakcji, problem z oceną odległości, a także obniża krytycyzm wobec swoich umiejętności za kierownicą, za to zwiększa skłonność do brawurowej jazdy.

Nie dajmy się zatem zwieść i nie zagłuszajmy naszego sumienia – alkohol to alkohol – jest, jak powiadają, dla ludzi. Ale nie dla zmotoryzowanych ludzi! Albo piwko czy wódeczka, albo kierownica. Bo potem na refleksję może już być za późno i sprawcy wypadku przyjdzie żyć ze świadomością, że zabił komuś jego dziecko, rodzica, ukochanego i pozbawił go może sensu życia. O ile sam pijany kierowca wypadek przeżyje…

Monika Kamińska

6 Responses to "Pijani zabójcy wiozą śmierć, bo im na to pozwalamy"

Leave a Reply

Your email address will not be published.