Na Podkarpaciu nie czeka się w kolejce do onkologa

Placówki leczące kompleksowo do minimum skracają okres między rozpoznaniem a podjęciem leczenia, ograniczając czas oczekiwania do przygotowań np. do zabiegu napromieniania. Fot. Wit Hadło
Placówki leczące kompleksowo do minimum skracają okres między rozpoznaniem a podjęciem leczenia, ograniczając czas oczekiwania do przygotowań np. do zabiegu napromieniania. Fot. Wit Hadło

RZESZÓW, PODKARPACIE. W regionie procedury onkologiczne traktowane są jak ratujące życie. NFZ płaci wszystkie nadwykonania w 100 proc.

– Właściwie wszystkie procedury w leczeniu onkologicznym: chirurgiczne, napromienianie, leczenie systemowe są limitowane w Polsce. W związku z tym bywają sytuacje, że jesienią kończą się te procedury i musimy zdecydować czy kontynuować to leczenie, nie mając żadnej pewności, czy ktoś kiedykolwiek za nie zapłaci, czy powiedzieć choremu, że niestety musi zaczekać kilka miesięcy – mówił prof. Jacek Jassem, prezes Polskiego Towarzystwa Onkologicznego apelując w liście otwartym do rządu o zniesienie limitów w onkologii, „by chorzy onkologicznie nie musieli umierać w kolejce do leczenia”. Jak sytuacja wygląda na Podkarpaciu?

– Kolejek jako takich u nas nie ma. Jeżeli dziś ktoś zgłosi się do onkologa, to jeszcze dziś się do niego dostanie – zapewnia dr n. med. Jan Gawełko, z-ca dyrektora ds. onkologii w Wojewódzkim Szpitalu Specjalistycznym w Rzeszowie.

– Oczywiście leczenia onkologicznego nie można rozpocząć od tak, od ręki. Pacjent musi przejść kilka faz diagnostycznych, na wyniki biopsji też trzeba poczekać. Przed zabiegiem chemioterapii wykonać badania laboratoryjne, przed radioterapią trzeba najpierw zrobić tomografię, potem fizycy muszą opracować symulację naświetleń itd., w tym czasie nie można mówić, że chory czeka w kolejce, bo jest już w schemacie leczenia. Na przykład naświetlań nie zaczynamy też w środę, bo naświetlanie musi być prowadzone w cyklach, ale w czasie ciągłym, by jak najlepiej wykorzystać proces radioterapeutyczny i podać odpowiednią dawkę promieniowania. Przerywanie naświetlań może poczynić więcej szkody niż pożytku. Oczywiście o ciągłości leczenia i braku czekania mówimy w stosunku do pacjenta zgłaszającego się u nas lub do Brzozowa, placówek mogących leczyć kompleksowo. Jeżeli jednak chora z guzem piersi pójdzie do chirurga w jakiejś placówce nie mającej możliwości takiego leczenia, to my nie mamy wpływu na czas opływający od rozpoznania do podjęcia terapii.

Są limity czy ich nie ma
– Oczywiście kontrakt na onkologię ma swoją wartość, tak jak we wszystkich obszarach. Są więc limity i my je corocznie przekraczamy – mówi Krzysztof Prokop, z-ca dyrektora ds. ekonomicznych w WSS w Rzeszowie. – Jednak polityka podkarpackiego funduszu jest taka, że jeszcze w ciągu roku dostajemy aneks zwiększający nakłady na onkologię lub po jego zakończeniu NFZ z pewnym opóźnieniem płaci nam wszystkie nadwykonania. Zniesienie limitów tak jak przy noworodkach poprawiłoby naszą sytuację o tyle, że pieniądze wpływałoby bardziej na bieżąco, a to czasem duże kwoty.

– Onkologię traktujemy bardzo priorytetowo i co rok zwiększamy nakłady na nią. Za 2012 rok zapłaciliśmy 148 mln 840 tys. zł, za trzy kwartały 2013 roku 154 mln 312 tys. zł, jeden kwartał jest w rozliczeniu. Na 2014 rok mamy zaplanowane 157 mln 345 tys. zł. – mówi Marek Jakubowicz, rzecznik POW NFZ w Rzeszowie.

Anna Moraniec

One Response to "Na Podkarpaciu nie czeka się w kolejce do onkologa"

Leave a Reply

Your email address will not be published.