Wszyscy piszą i dyskutują o najnowszym filmie Wojciecha Smarzowskiego „Pod mocnym aniołem”, a bardziej o problemie alkoholizmu w Polsce, jaki ten film porusza. Nie da się ukryć, że Polacy piją więcej niż np. w latach 90. ub. wieku, kiedy odnotowano odwrót Polaków od alkoholu, co było tłumaczone optymistycznym nastawieniem do zmian w kraju. Teraz, z powodu kryzysu, tej nadziei jest mniej.
Wszyscy piszą o filmie Smarzowskiego, ja napiszę o amerykańskim dramacie psychologicznym „Sierpień w hrabstwie Sage”. Zgodnie z tytułem, film jest rozpalony od słońca nad Oklahomą i od ludzkich konfliktów. Chora na białaczkę i uzależniona od piguł starsza kobieta po zniknięciu męża wzywa do domu swoje córki, które „poszły w świat”. Kobiety przyjeżdżają z daleka. W dzieciach odzywają się zadawnione urazy, z podróżnych bagaży wyjmują także swoje nowe problemy. Kobiet jest aż sześć, wśród nich milcząca indiańska służąca, opiekuńczy duch domu. Matka należy do pokolenia wojny zahartowanego w walce o byt. Jest bardzo surowa dla swych córek, nie znosi politycznopoprawnościowego gadania, rozstawia wszystkich, także mężczyzn, po kątach.
Jak się kończy film, nie sposób zdradzić. Na pewno inaczej niż podobna do niego „Miłość” austriackiego reżysera Michaela Hanekego (oba poruszają tematykę umierania). W europejskim filmie starzejące się małżeństwo pozostaje do końca osamotnione, drzwi ich luksusowego mieszkania są głucho zamknięte. W amerykańskim filmie tli się nadzieja na odbudowanie przynajmniej więzi matki z najstarszą córką. „Sierpień w hrabstwie Sage” może być przyczynkiem do dyskusji, co jest lepsze: tradycyjny, patriarchalny model rodziny czy też nowoczesny. Na pewno w tym pierwszym jest więcej życia…
Piotr Samolewicz



One Response to "Gorący sierpień w Oklahomie"