Wisłoka moja miłość

Bogusław Pater (na zdjęciu) od 35 lat związany jest z Wisłoką Dębica, od 21 sezonów piastuje funkcję kierownika drużyny. Przeżył w tym klubie wiele pięknych chwil, jak wtedy, gdy biało-zieloni na swoje 100. urodziny zaprosili największe gwiazdy polskiego futbolu. Fot. Wit Hadło
Bogusław Pater (na zdjęciu) od 35 lat związany jest z Wisłoką Dębica, od 21 sezonów piastuje funkcję kierownika drużyny. Przeżył w tym klubie wiele pięknych chwil, jak wtedy, gdy biało-zieloni na swoje 100. urodziny zaprosili największe gwiazdy polskiego futbolu. Fot. Wit Hadło

PIŁKA NOŻNA. W Nowej Hucie grał z Andrzejem Iwanem, w wolnych chwilach sięga po książki historyczne – oto portret Bogusława Patera, jednego z symboli Wisłoki Dębica.

– Kiedyś piłkarza wychowywało podwórko, dziś szatnie opanowali komputerowcy. Świat się zmienia, ale nie wyobrażam sobie, że miałbym zrezygnować ze swojej największej pasji – mówi Bogusław Pater z Wisłoki Dębica, najstarszy stażem kierownik drużyny na Podkarpaciu.

2014 to rok 106. urodzin Wisłoki, jednego z najznamienitszych klubów regionu. To także 21. sezon pracy w roli kierownika drużyny piłkarskiej Bogusława Patera, symbolu biało-zielonych.

Ulubieniec dziennikarzy
Nasz bohater w kwietniu skończy 59 lat, z Wisłoką związany jest od 1979 roku – najpierw kopał piłkę (głównie w zespole rezerw), w 1993 roku przejął obowiązki kierownika. Był przy tym, gdy zawodnicy walczyli na zapleczu ekstraklasy i gdy zespół stoczył się niemal na samo dno, do „okręgówki”. Na wszystko ma „dokumenty” – skrzętnie prowadzi zapiski z każdego meczu. – To są składy i najciekawsze sytuacje. Mam tych zeszytów całą górę – uśmiecha się Pater, który dzięki zamiłowaniu do tworzenia notatek od lat uchodzi za ulubieńca dziennikarzy. – Zawsze do usług – puszcza oko.

W drużynie z Andrzejem Iwanem
– Urodziłem się w Krakowie. Ojciec pracował w hucie im. Lenina, więc przenieśliśmy się do Nowej Huty. Wychowałem się na dzielnicy z Andrzejem Iwanem i Józkiem Koniecznym. Do nocy tłukliśmy w piłkę, graliśmy o pieniądze osiedle na osiedle. Piękne czasy – wzdycha.

Był napastnikiem Wandy, po wbiciu trzech goli Skawince zainteresował się nim Hutnik, ale do transferu nie doszło. – Grałem za to w Mamrach, bo w Giżycku odrabiałem wojsko. Drugi rok służby spędziłem w Bochni, potem przeprowadziłem się do Dębicy. Już nie grałem w napadzie, tylko na środku pomocy. Sporo widziałem na boisku – mówi pół żartem, pół serio.

Tatar przed Polonią
– Jak bardzo przez te 20 lat zmieniła się piłka nożna? Oj, bardzo. Kiedyś chłopcy grali pod blokami, dziś są szkółki, a szatnie opanowali komputerowcy. To żaden zarzut, lecz jakoś ciężko mi uwierzyć, że szybko doczekamy się drugiego Leszka Pisza – tłumaczy. – Dawniej inaczej się trenowało, nawet trzy razy dziennie, a jak ktoś nie umiał grać, to nadrabiał ambicją. To było inne pokolenie, twardsze. Choć oczywiście nie wszystko wyglądało idealnie. Na początku lat 90. nikt nie słyszał o diecie. Brało się to, co było w restauracyjnym menu. Piłkarze zajadali się więc schabowym z ziemniakami. Dobrze pamiętam wyjazd na Polonię Warszawa w drugiej lidze. Na śniadanie wzięliśmy tatara i szybko tego pożałowaliśmy. Drużyna znalazła się w potrzebie, a w budynku Polonii brakowało… toalet. Przegraliśmy 0-3 – śmieje się.

Były i mniej wesołe historie. – Strasznie przeżyłem spadek do czwartej ligi. Graliśmy u siebie z Polonią Przemyśl, wystarczał nam remis, a skończyło się 1-4. Nie będę drążył tematu, choć swoje wiem – podkreśla Bogusław Pater. – Zdarzył się też mecz z Wawelem w Krakowie. Straciliśmy gola w 97 minucie i nie awansowaliśmy do drugiej ligi.

Dzieje Polski i druga wojna
– Najlepszy mecz Wisłoki jaki pamiętam? Na pewno wygrana 4-3 z Chemikiem Bydgoszcz w 1993 roku. Mieliśmy w składzie Krzyśka Benedyka, który strzelał jak na zawołanie. W Pucharze Polski toczyliśmy zacięte boje z Ruchem Chorzów. W ekipie „Niebieskich” roiło się od znanych postaci, że wspomnę tylko Mariusza Śrutwę, Jacka Bednarza i Radosława Gilewicza.

Bogusław Pater to szczęśliwy mąż, ojciec i dziadek. Piłka nożna to jego największa pasja, ale wachlarz zainteresowań nie ogranicza się do sportu. – Lubię czytać książki podróżnicze i historyczne. Zajmują mnie głównie dzieje Polski oraz druga wojna światowa. To zrozumiałe, dziadek walczył bowiem o wyzwolenie Lwowa.

Kierownik drużyny często narażony jest na stres, jednak Pater nie narzeka. – Jestem już chyba uzależniony od takiej dawki adrenaliny. I nie zamierzam opuszczać Wisłoki! – deklaruje.

Tomasz Szeliga

Leave a Reply

Your email address will not be published.