
MIELEC. Na to, że oświetlenie uliczne wyłączane jest za wcześnie, kiedy jeszcze nie jest jasno, a natężenie ruchu jest największe, mielczanie skarżą się od lat.
– Czy naprawdę musi dojść do jakiegoś nieszczęścia, żeby w końcu się to zmieniło? – pytają się nasi Czytelnicy. Podobne pytanie zadaje wiceszef Rady Miasta, Aleksander Kopeć (64 l.): – Chciałbym wiedzieć, kto ustala termin wyłączenia oświetlenia ulicznego? – zapytał wprost na ostatniej sesji rady.
– Akurat dwa dni temu przed przedszkolem na Dziubkowie byłem świadkiem wręcz dantejskich scen – dowodził Kopeć. – Kiedy rodzice przywozili dzieci, nagle zgasło światło. Była godz. 6.35, a więc było jeszcze ciemno. Wyglądało to naprawdę bardzo źle, dzieci się wywracały itd. Dlaczego oświetlenie nie dostosowano do rzeczywistych warunków? – pytał.
– Operatorem oświetlenia ulicznego jest Zakład Energetyczny – mówił wiceprezydent Mieczysław Wdowiarz (60 l.). – Światło jest włączane w różny sposób. Duża cześć miasta objęta jest automatycznym sterowaniem z jednego punktu. Są też takie fragmenty Mielca, gdzie są zegary, które się nastawia co jakiś czas. Zwrócimy uwagę naszemu partnerowi, aby to włączanie i wyłączanie światła było dostosowane do pory roku i pory dnia – zapewnił.
pg


