
STALOWA WOLA. Miejski przewoźnik chciał przepędzić transportową konkurencję z centrum miasta. Radni nie poparli jego zamiarów, ale też nie zapytali, dlaczego tylko „zła” konkurencja płaci za korzystanie z przystanków.
Radni miejscy nie przyjęli uchwały ograniczającej prywatnym przewoźnikom dostęp do miejskich przystanków. Jej projekt przygotował Zakład Miejskiej Komunikacji Samochodowej. Gdyby uchwała przeszła, pasażerowie busów wysiadaliby na obrzeżach miasta i przesiadaliby się do taksówek lub autobusów ZMKS. Jeżeli w tym kierunku idzie troska samorządowców o dobro mieszkańców, to daj Boże zdrowia.
Robiący bokami ZMKS próbuje wygryźć konkurencję. Nie ma innego sposobu, bo busowa konkurencja jest sprytniejsza i mniej kosztowna. Miejski przewoźnik musi utrzymywać niektóre linie, konkurencja nie musi. To jednak nie daje prawa ZMKS-owi do pomijania interesu mieszkańców Stalowej Woli, a projekt uchwały uderzał w ich interes.
Walka z konkurencją, ale nie podjazdowa
ZMKS chciał, by ze 116 miejskich przystanków dla konkurencji zamknąć 40. W innych miastach było to praktykowane, ale nie na taką skalę. Część z tych miast, jak chociażby wojewódzki Rzeszów, walczy teraz w sądach o utrzymanie w mocy podjętych uchwał i szanse trzeba tu dzielić pół na pół. Zwrócić należy jednak uwagę, że w żadnym mieście nie ogranicza się dostępu konkurencji do przystanków, jak to próbowano zrobić w Stalowej Woli. Wszak chodzi o więcej niż jedną trzecią wszystkich przystanków. W Rzeszowie radni ograniczyli dostęp do przystanków w samym centrum miasta i to tylko dlatego, że autobusy miejskie zatrzymują się na nich jeden po drugim. W Stalowej Woli miejski przewoźnik próbował wyrugować prywatnych z przystanków przy ul. Okulickiego, czyli najbliżej dworca autobusowego. Autobusy miejskie zatrzymują się przy nich najwyżej raz na godzinę. Czy to nie jest zwykła złośliwość?
– Z przesiadek przy ul. Okulickiego korzysta mnóstwo mieszkańców Stalowej Woli i nie wolno nam ich zsyłać na obrzeża miasta – mówił radny Jan Sibiga. – Podejrzewam zresztą, że gdybyśmy podjęli uchwałę, to od razu przewoźnicy zaskarżyliby ją i raczej miasto nie miałoby szans w sądzie.
W grę wchodzi jeszcze kwestia opłat za korzystanie z przystanków. Do ich wnoszenia zobowiązani są wszyscy, z ZMKS włącznie. Nieoficjalnie dowiedzieliśmy się, że rocznie do kasy miasta prywatni przewoźnicy wpłacają ok. 20 tys. zł. ZMKS powinien wpłacać kilka razy więcej, ale tego nie robi, bo nie ma pieniędzy. W rewanżu co roku dostaje od radnych kilka milionów zł na to, żeby nie upadł. Konia z rzędem temu, kto zrozumie taką gospodarkę.
jam


