
TAURON BASKET LIGA. Stabill Jezioro przerwało serię siedmiu ligowych porażek i po bardzo dobrym meczu pokonało faworyzowany Anwil.
– Zawsze powtarzam zawodnikom przed meczem, że mamy szanse na zwycięstwo wówczas, gdy wkładamy w grę maksimum zaangażowania albo i więcej. Oni mówią 100, a ja 120 procent. Dziś było widać to zaangażowanie, a do tego była jeszcze dobra gra – mówił w sobotę po zwycięstwie nad Anwilem szkoleniowiec Stabill Jeziora, Dariusz Szczubiał.
Zespół z Włocławka w Tarnobrzegu zagrał bez klasycznego rozgrywającego, bowiem z Serbem Dusanem Katniciem rozwiązano umowę, a Amerykanin Paul Graham ma kontuzję (szwy na ręce po rozcięciu skóry między palcami). Za rozegranie zatem odpowiedzialni w sobotę byli Deividas Dulkys i Piotr Pamuła. Obaj grali na tej pozycji w czasach juniorskich, ale ich zaangażowanie w rolę kreatora gry zespołu nieco odbiło się na formie strzeleckiej.
– Nie uważam, że nasze problemy na rozegraniu są przyczyną porażki. Jedynym prawdziwym powodem naszej przegranej jest tylko i wyłącznie słaba postawa w defensywie. W ataku zagraliśmy dobrze. Moim zdaniem, 80 punktów to wystarczająca ilość, by wygrać na wyjeździe – mówi lider Anwilu, Litwin Deividas Dulkys, który komplementował grę „Jeziorowców”. – Miejsce w tabeli nie odzwierciedla tak naprawdę ich siły i potencjału. Jeśli będą grali tak jak z nami, to na pewno ich notowania wzrosną i mają spore szanse na play-off – dodaje Dulkys.
Tarnobrzeżanie od samego początku dyktowali warunki gry. Po pięciu minutach wygrywali 19:10 i sukcesywnie powiększali dystans. – Idąc z nimi na wymianę ognia jest bardzo ciężko wygrać – opisuje Piotr Pamuła, wychowanek Stali Stalowa Wola, grający w Anwilu. – Od początku rywale poczuli wiatr w żagle i ciężko było ich zatrzymać. Pozwoliliśmy im łatwo trafiać, a dla takiego zespołu jak Tarnobrzeg, to woda na młyn. Nasza defensywa była poniżej oczekiwań. Jakoś szczęśliwie doszliśmy ich w końcówce na parę punktów, ale to nie wtedy przegraliśmy ten mecz, a wcześniej, kiedy to pozwoliliśmy gospodarzom zbudować przewagę – stwierdza Pamuła.
Tarnobrzeżanie przez pierwsze dwadzieścia minut utrzymywali bezpieczny 11-12 pkt. dystans. Po przerwie goście dzięki rzutom z dystansu zaczęli niwelować straty. W 27. min po trójce Pamuły strata Anwilu do gospodarzy wynosiła już tylko dwa „oczka” (58:60). „Jeziorowcy” szybko jednak uporządkowali grę i znów ich przewaga zaczęła rosnąć. Na 4 minuty przed końcem po trafieniu Allena ekipa trenera Szczubiała prowadziła różnicą 17 pkt (81:64) i naglę stanęła. Goście szybko odrabiali straty. Na 33 sekundy przed końcem przewaga gospodarzy stopniała do 3 pkt (83:80).
– Parę strat, nerwowych zagrań i daliśmy im szansę pomyśleć o wygranej. Rywale zaczęli grać agresywnie i trochę nie mogliśmy tego rozbić. Z tego rodziły się problemy w ataku, ale opanowaliśmy sytuację – mówi Chaisson Allen, którego zespół w ostatnich 30 sekundach punktował z linii rzutów wolnych, natomiast koszykarze Anwilu ani razu nie trafili do kosza gospodarzy, którzy odnieśli czwarte zwycięstwo w sezonie. – Podstawowym założeniem w sobotnim meczu było wywieranie presji na gracza z piłką, bo wiedzieliśmy, że rywale mieli problem z rozgrywającymi. Moim zdaniem, udało się to wykorzystać i dobra realizacja tego założenia przyniosła nam sukces – mówi Allen, a Andrew Fitzgerald dodaje. – Oba zespoły grały bardzo twardo. W naszym zespole jest dużo siły i mocy. Nasza drużyna staje się coraz bardziej jednością i stąd taki mecz w naszym wykonaniu i najważniejsze, że zwycięski – kończy skrzydłowy „Jeziorowców”.
STABILL JEZIORO Tarnobrzeg 90
ANWIL Włocławek 80
(23:17, 23:19, 22:22, 22:22)
STABILL: Fitzgerald 20 (2×3, 8 zb), Allen 14 (1×3), Goffney 9 (1×3), Łukasiak 6, Patoka 2 oraz Nowakowski 21 (1×3), Krajniewski 7 (1×3), Doaks 6, Hamilton 5 (1×3).
ANWIL: Dulkys 18 (4×3), Mijatović 15 (3×3, 7 zb), Pamuła 14 (4×3), Hajrić 14, Sokołowski 8 (1×3) oraz Kostrzewski 10 (11 zb), Witliński 1.
Sędziowali: M. Kowalski, R. Zieliński i M. Chrakowiecki. Widzów: 800.
rm


