
MIELEC. Mielczanie skarżą się na zbyt wysokie ceny utylizacji padłych zwierząt.
Potwierdza to radny Jan Misiaszek (66 l.): – Sąsiadowi zdechł pies, zgłosił to weterynarii do utylizacji i zapłacił za to 350 zł. Uważam, że to za drogo – twierdzi Misiaszek.
Prezydent Janusz Chodorowski (70 l.) tłumaczy, że miasto nie ma nic do cen utylizacji padliny. – My prowadzimy tylko odbiór i transport tego typu rzeczy, natomiast cenę ustala ten podmiot, który realizuje tę usługę – wyjaśnia Chodorowski. – To cena rynkowa. Jeśli pojawi się firma, która zgodzi się na wykonywanie tego za mniejsze pieniądze, to wtedy mieszkańcy będą płacić mniej. Nie mamy możliwości wpływania na to, ile to kosztuje – dodaje.
pg


