Prędkość wcale nie zabija

Grzegorz-Anton1Kiedy na polskiej drodze powstaje dziura, są nierówności, to zamiast coś poprawić, stawia się znak z ograniczeniem prędkości. Co więcej, znaki z ograniczeniem prędkości stawia się często w niezrozumiały dla przeciętnego kierowcy sposób, bo nieraz w naszym kraju widziałem znak z ograniczeniem np. do 50 km/h w miejscu, gdzie nie było żadnych domów, budynków, a odcinek drogi był równy i prosty jak dobry stół.

Codziennie słyszymy o wypadkach i tłumaczenia policjantów, że to nadmierna prędkość była powodem zderzenia. Zresztą niedawno mogliśmy zobaczyć spoty reklamowe pokazujące hasło: „Prędkość zabija”. Czy rzeczywiście zabija?

Jak można wyczytać w duńskim Jyllands – Posten, Vejdirektoratet, czyli odpowiednik naszej Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad, przeprowadza pewien ciekawy eksperyment od 2011 roku. Według danych Duńczyków, aż 2/3 ofiar wypadków drogowych w tym skandynawskim kraju ginie na drogach z ograniczeniem prędkości do 80 km/h. W Polsce pewnie zmniejszono by na takich drogach dopuszczalną prędkość do 50 km/h, a najlepiej do 20 km/h i postawiono setki fotoradarów oraz wysłano mnóstwo radiowozów z wideorejstratorami.

Duńczycy postanowili zrobić coś zupełnie odwrotnego, a mianowicie zwiększyli na różnych drogach dopuszczalną prędkość do 90 km/h. Tym samym zmniejszyli różnicę w prędkości pomiędzy tymi, co jeżdżą zgodnie z przepisami, a tymi, którzy je łamią. To z kolei doprowadziło do mniejszej liczby manewrów wyprzedzenia, które według Duńczyków prowadziły do wypadków. Sceptyczni do tego eksperymentu byli przede wszystkim policjanci z duńskiej drogówki. Po dwóch latach sami jednak przyznali, że nie mieli racji, bo pomimo zwiększenia prędkości, liczba wypadków nie tylko nie zwiększyła się, ale wręcz zmniejszyła się. Eksperyment trwa, jego ostateczne wyniki znane będą w 2015 roku. Wówczas Vejdirektoratet ma przeprowadzić zmianę na różnych odcinkach drogowych i podnieść na stałe dopuszczalną prędkość.

W Stanach Zjednoczonych podobnie jak w Danii w kilku stanach władze podniosły limity prędkości, bo uznały, że prędkość nie zwiększa liczby wypadków. Tam również test wypadł pomyślnie. Niestety, zamiast brać wzorce z Zachodu, rządzący i urzędnicy wolą inwestować w kolejne policyjne samochody z wideorejestratorami, fotoradary i bramownice mierzące prędkość. Obawiam się, że politycy wkrótce wpadną na genialny pomysł i nad polskimi drogami zawisną nawet drony, które z powietrza będą mierzyć przekroczenie prędkości i od razu ściągać mandaty poprzez kartę schowaną w portfelu kierowcy. Bo przecież tak najłatwiej, a pieniążki z mandatów polecą do budżetu jeszcze szerszym strumieniem niż dotychczas.

Grzegorz Anton

Leave a Reply

Your email address will not be published.