O reprezentacji nawet nie śniłem

IMG_0026.JPG
Bogdan Zając, rocznik 1972, jest sportowcem 100-lecia JKS Jarosław. Grał także w Kamaksie Kańczuga, Zagłębiu Lubin, Widzewie Łódź, Hutniku Kraków, ekstraklasie Austrii, Cypru i Chin. Największe sukcesy osiągnął jednak z Wisłą Kraków, zdobywając dwukrotnie mistrzostwo i Puchar Polski. W europejskich pucharach powstrzymywał Patricka Kluiverta i Rivaldo z Barcelony, strzelił gola słynnemu Gianluigiemu Buffonowi, wtedy bramkarzowi Parmy. W reprezentacji narodowej rozegrał jeden mecz – ze Słowacją w 1998 roku. Jesienią 2013 roku został asystentem selekcjonera Adama Nawałki, któremu pomagał wcześniej w Górniku Zabrze. Fot. Paweł Bialic

PIŁKA NOŻNA. Bogdan Zając, II trener reprezentacji Polski, o przygodzie życia, której doświadcza, byciu żołnierzem selekcjonera i synach podążających śladami ojca.

Jarosławianin Bogdan Zając był gościem XII Gali Piłkarskiej Podkarpacka Nike. Kilka dni przed towarzyskim meczem reprezentacji Polska – Szkocja (środa, Stadion Narodowy w Warszawie) opowiedział nam o fascynującej pracy z kadrą i nie tylko.

– Czy kiedykolwiek myślał pan, że zostanie drugą najważniejszą osobą w polskiej piłce – asystentem selekcjonera kadry narodowej?
– Szczerze? Nie. Miałem marzenia, jak każdy piłkarz, a potem trener, ale nie sięgały one tak wysoko. Gdy spotkaliśmy się kilka lat temu, pracowałem z młodzieżą, nawet nie w ekstraklasie (w 2008 roku Bogdan Zając był trenerem juniorów Skawinki – red.). A dziś jestem, gdzie jestem. Niebywałe (śmiech).

– Grunt to trafić w życiu na odpowiednich ludzi…
– …A ja trafiłem na Adama Nawałkę. Wcześniej wielu z nim współpracowało, ale to ja zostałem jego wybrańcem i poczytuję to sobie za zaszczyt. Trener Nawałka dysponuje ogromną wiedzą, jestem szczęściarzem, że mogę się od niego uczyć. Wydaje mi się również, że dobrze spłacam kredyt zaufania jakim mnie obdarzył.

– Żołnierz Nawałki 0 tak o panu mówią. Właściwie dlaczego tak dobrze się rozumiecie?
– Złośliwi komentują: trafił swój na swego. Jednak prawdą jest, że mamy podobne cechy charakteru. To przede wszystkim konsekwencja w działaniu i upór w dążeniu do celu. Trener Nawałka będąc piłkarzem zmagał się z wieloma kontuzjami, ja przebijałem się do poważnej piłki z małego Jarosławia. Talentu za dużo nie miałem, byłem natomiast systematyczny i pracowity. I dzięki temu na krajowym podwórku osiągnąłem niemal wszystko.

– W reprezentacji za co pan odpowiada?
– Za kontakty z zawodnikami, ich trenerami, menedżerami. Tej zimy byłem w Turcji, gdzie do sezonu przygotowywało się wiele polskich i europejskich drużyn. Przebywałem też w Holandii, gdzie nawiązałem bardzo dużo kontaktów. Oczywiście dochodzi do tego analiza meczów. Pracy jest pod dostatkiem.

– Telefon się grzeje?
– Jak to mówimy, jesteśmy do dyspozycji 25 godzin na dobę. Piłkarze muszą mieć świadomość, że mogą zadzwonić do mnie i do trenera Nawałki o każdej porze i poruszyć każdy temat.

– Jesteśmy świeżo po losowaniu grup eliminacyjnych do mistrzostw Europy 2016. Chyba nie mamy prawa narzekać?
– Dziś niemal każda reprezentacja posiada piłkarzy występujących w porządnych klubach. Panuje przekonanie, że Niemcy są poza zasięgiem, ale ja się cieszę, że z nimi zagramy. Wojnę wygraliśmy, choć ponoć nie mieliśmy szans, to dlaczego nie mielibyśmy ich pokonać na boisku? To są zawsze mecze pełne podtekstów, intensywne, ciekawe.

– Zabawę zaczynamy w Portugalii, skąd mamy obowiązek przywieźć 3 punkty. Naszym rywalem będzie egzotyczny Gibraltar.
– Ludzie się śmieją z tej drużyny, ale przypominam, że Słowacy, rozpromienieni zwycięstwem nad Polską, tylko zremisowali z Gibraltarem 0-0. Mało tego, piłkarze z Półwyspu Iberyjskiego stworzyli sobie cztery okazje do zdobycia gola. Słowacy grali co prawda bez największych gwiazd, ale to i tak pokazuje, że Gibraltaru nie wolno lekceważyć. Tak czy owak, inny scenariusz, niż nasze zwycięstwo nie wchodzi w grę.

– UEFA otwiera się na maluczkich, na turnieju we Francji wystąpi aż 24 zespoły. Podoba się panu ta reforma?
– O faktach nie ma co dyskutować. Trzeba zrobić wszystko, by pojechać na mistrzostwa. Po ostatnich losowaniach też byliśmy entuzjastycznie nastawieni, tylko że na końcu cieszyli się nasi przeciwnicy.

– Reprezentacja jest w przebudowie, od lat jej piętą achillesową pozostaje jednak obrona. Pan grał na stoperze, Adam Nawałka to z kolei facet zakochany we włoskiej dyscyplinie taktycznej. Jest więc nadzieja, że rozwiążemy problem.
– Piłka nożna na najwyższym poziomie to gra obronna całego zespołu. Musimy zorganizować drużynę w taki sposób, by każdy zawodnik – gdy nie mamy piłki – czuł się odpowiedzialny za defensywę. Czeka nas wiele pracy.

– Jak się miewają pana synowie? Wciąż uganiają się za piłką?
– Pewnie! Próbują podążać moją ścieżką, grają w Wiśle Kraków. Mateusz ma 17 lat, jest wyższy ode mnie, więc trafił na środek obrony. U 13-letniego Michała widać natomiast zadatki na skrzydłowego albo napastnika. Czy korzystają z moich rad? Różnie z tym bywało, ale teraz coraz bardziej słuchają ojca (śmiech).

– JKS Jarosław, pana pierwszy klub, walczy o awans do II ligi. Słyszałem, że jest pan na bieżąco z wiadomościami dotyczącymi czarno-niebieskich?
– Doskonale wiem, co tam się dzieje. I trzymam kciuki za przyjaciela Pawła Załogę (trenera JKS-u – red.), z którym zaczynałem przygodę z piłką. Razem jeździliśmy na kadrę województwa.

Rozmawiał Tomasz Szeliga

Leave a Reply

Your email address will not be published.