Tylko Boh znajet czy będzie wojna

Fot. prywatne zbiory Czytelnika
Fot. prywatne zbiory Czytelnika

– Putin to jest dyktator, za nic ma prawa międzynarodowe. Po nim można spodziewać się wszystkiego, ale na pewno nie tego, że nam odpuści – mówią przerażeni wizją wojny Ukraińcy.

Choć z Krymu, gdzie teraz rozgrywają się dramatyczne wydarzenia i być może, jak twierdzą niektórzy, ważą losy pokoju do naszej granicy i Lwowa jest bardzo daleko, nie czujemy się całkiem bezpieczni. A to zapewne dlatego, że panuje przekonanie, iż po Władymirze Putinie wszystkiego można się spodziewać. Wszystkiego, ale nie tego, że “odpuści”. Czują to także Ukraińcy z zachodniej części kraju. – Lwów jest nienaturalnie opustoszały i cichy – zdradza nam Piotr z Przeworska, który we Lwowie bywa od dawna i często.

– We Lwowie zwykle czuję się, jak u siebie, bo bywam tu bardzo często i mam wielu znajomych zarówno wśród mieszkających tu Polaków, jak i Ukraińców – opowiada przeworszczanin. – Ale podczas ostatniego wyjazdu, kilka dni temu, czułem się dziwnie i obco – przyznaje. -Dlaczego? Bo ten obecny Lwów, to nie jest prawdziwy Lwów! Cicho, mało ludzi na ulicach – relacjonuje Piotr. – Tak, jakby miasto trwało w oczekiwaniu na to, co dalej na Krymie – dodaje. Według relacji naszego Czytelnika, w mieście drastycznie spadły ceny w hotelach i pensjonatach. – Ludzie nie jeżdżą turystycznie nawet na zachodnią Ukrainę, więc gości jest jak na lekarstwo – opowiada Piotr.  – Zwykle doba hotelowa w centrum Lwowa kosztowała mnie 700 hrywien, teraz zapłaciłem 250 – precyzuje.

Na barykadach nikogo nie ma, ale są
Na drogach wyjazdowych ze Lwowa pozostały porewolucyjne barykady. Nikt ich nie “obsadza”, ale nikt także ich nie uprzątnął. Podobnie jak tych, które są na drogach wiodących do przejść granicznych z Polską. – Trzeba taką barykadę objechać po prostu – mówi Piotr.

Nasz Czytelnik zwrócił tez uwagę na pewien szczegół. Otóż miał okazję być w jednym z lwowskich lokali z dwiema Rosjankami i rozmawiać z nimi w ich ojczystym języku. – Wcześniej dało się odczuć, że mówienie po rosyjsku we Lwowie było źle postrzegane przez Ukraińców – zauważa 41-latek. – Teraz mówiąc po rosyjsku spotykaliśmy się z życzliwością – podkreśla. – Nieprawdą jest zatem to, co mówi Putin, że Ukraińcy z zachodu są wrodzy wobec Rosjan – dodaje.

Ukrainki: – Putin jest nieobliczalny
Po Ukrainkach, które spotykamy na przemyskim bazarze widać strach przed tym, co dzieje się na odległym Krymie. – Czym to się skończy? – pytamy. – Boh znajet (tłum. Bóg wie) – odpowiadają po ukraińsku z autentyczną bojaźnią na twarzach. – Putin to jest dyktator, za nic ma prawa międzynarodowe – mówią kobiety. Czy się boją? – No pewnie! Wystarczy zobaczyć, co Rosjanie robią na Krymie! Kto wie, czy nie przyjdą także do nas – wyrażają obawę Ukrainki.

Tak naprawdę w czasach III RP nigdy nie byliśmy tak blisko realnego konfliktu zbrojnego. Tę bliskość czujemy szczególnie my, mieszkańcy przygranicznego regionu. – Boję się, co może zrobić Putin – przyznaje Agnieszka z Medyki. – To jest człowiek nieobliczalny, chory na władzę – uważa. – Jeśli będziemy go drażnić nierozważnymi wypowiedziami naszych polityków, to może wziąć na nas za to odwet – obawia się 36-latka. – Już wspominał, że według niego ci, którzy walczyli na kijowskim Majdanie, byli szkoleni w Polsce i na Litwie – przypomina.

Przemyślanin: – Nie mieszajmy się
– My wcale nie powinniśmy się do tego mieszać – uważa 28-letni Krzysiek z Przemyśla. – Niech sobie Ukraińcy sami radzą z sobą i Rosjanami – uważa przemyślanin. – Ja nie czuję potrzeby nadstawiania karku za potomków tych, co wymordowali prawie całą rodzinę moich pradziadków – deklaruje. – Wielu ludzi stąd ma podobne zdanie – podkreśla.

Starszy o 10 lat Przemek aż kręci głową na słowa Krzyśka. – Jak można mieć takie podejście, ludzie? – pyta. – Nikt nie neguje mordów Ukraińców na Polakach, ale na Boga, kiedy to było? Dawno! Nie można wiecznie żyć przeszłością i urazą – zauważa 38-latek. – Trzeba patrzeć w przyszłość, a lepsza przyszłość dla nas to wolna i proeuropejska Ukraina, a nie rosyjska republika, czy satelita Rosji tuż za nasza granicą – stwierdza.

Na granicy spokój, ale też czujność
Właśnie, a propos naszej granicy z Ukrainą. Na razie na przejściach granicznych panuje spokój, nie ma szturmu obywateli naszego sąsiada, którego niektórzy obawiali się w związku z sytuacją na Ukrainie.

– Ruch na przejściach granicznych jest nieco mniejszy niż w adekwatnym czasie w zeszłym roku – mówi mjr Elżbieta Pikor, rzecznik prasowy Bieszczadzkiego Oddziału SG. – Systematycznie rośnie i zbliża się do podobnego, jak ten sprzed kryzysu na Ukrainie – dodaje. Nie zanotowano także żadnych niepokojących zdarzeń na naszej zielonej granicy. Według informacji przekazanej przez mjr E. Pikor, na razie straż graniczna nie widzi potrzeby wzmocnienia obsady w naszych Placówkach SG usytuowanych na granicy z Ukrainą. Faktem jednak jest, że funkcjonariusze z Wydziału Zabezpieczenia Działań BiOSG są w bezpośredniej dyspozycji komendanta oddziału.

Bezpośrednio na granicy mamy w tej chwili na Podkarpaciu około 1800 strażników granicznych. Są doskonale przeszkoleni, ale w zakresie ochrony granicy przed nielegalną imigracją i przemytem, a nie na wypadek zamieszek zbrojnych. Straż Graniczna uspokaja informując, że o takich zdarzeniach nie ma mowy. – Spotkania graniczne z przedstawicielami Państwowej Służby Granicznej Ukrainy odbywają się tak, jak zwykle – podkreśla mjr E. Pikor. – Nie ma także na razie żadnych zmian personalnych w kierownictwie tej formacji – dodaje.

Paniki nie ma, ale jest niepokój
Mimo tego, że jesteśmy członkiem UE i NATO, nic nie dzieje się na naszej granicy i jesteśmy uspokajani, nie ma co ukrywać – bliskość państwa niestabilnego, być może zagrożonego wojną z Rosją, która mówiąc kolokwialnie niespecjalnie nas „lubi” z wzajemnością, budzi w nas niepokój. Szczególnie, gdy popatrzymy na „dziwny” w tych dniach Lwów, który albo reprezentuje spokój przed burzą, albo tzw. zmęczenie materiału.

Monika Kamińska

8 Responses to "Tylko Boh znajet czy będzie wojna"

Leave a Reply

Your email address will not be published.