
STALOWA WOLA. Gdy nabywca zabytku zaczął prawnie spierać się ze sprzedającym, swoje prawa do przedmiotu sprzedaży zaczęli zgłaszać inni. Wszyscy, z wyjątkiem tych, którzy z zabytkowej nieruchomości zostali wyrzuceni.
Jak na początku prawie nikt nie był zainteresowany kupnem dworu po Lubomirskich, to z czasem chętnych na książęce komnaty przybywa. Zwycięzca pierwszego przetargu pozwał sprzedającego do sądu. Prawo pierwokupu ruiny zgłosiło teraz miasto. Ostatnio domniemany potomek księcia Jerzego zaprotestował przeciwko przekazywaniu komukolwiek nieruchomości do czasu wprowadzenia ustawy reprywatyzacyjnej. Czas biegnie, a dwór w Charzewicach marnieje.
Gdyby urzędnicy stalowowolskiego Starostwa Powiatowego uważnie czytali to co piszą, już dawno sąsiedzi zapomnieliby o dworze w zabytkowym parku. Urzędnicy podali jednak złą cenę wywoławczą i gdy starosta zorientował się, że dwór pójdzie za 600 tys. zł, a nie jak chciał za 1,2 mln zł, przetarg unieważnił.
Kwiat palestry i wnuczęta księcia
W opinii kupującego, do transakcji jednak doszło i prywatny przedsiębiorca domaga się teraz wydania nieruchomości. Starosta chciał ją sprzedać na drugim przetargu, ale sąd zabronił handlowania przedmiotem sporu. Powiat tę decyzję zaskarżył i teraz prawnicy starostwa będą się potykać przed Temidą z mecenasami Zbigniewem Ćwiąkalskim i Romanem Giertychem, którzy (nie)szczęśliwego kupca dworu reprezentują. Do sporu włączyło się miasto Stalowa Wola, które ma chętkę na cały park. W zasadzie już wykupiło całość z wyjątkiem pechowego dworu, który stoi w centrum parku. Nie wiadomo jednak, czy miasto nie za późno zgłosiło należne mu prawo do pierwokupu.
Wszystkich przebija pewien dżentelmen ze Stalowej Woli, który podaje się za spadkobiercę Lubomirskich w prostej – ale nie prawej – linii. Reprezentujący go znany adwokat złożył protest przeciwko sprzedawaniu dworu komukolwiek, do czasu aż wejdzie w życie ustawa reprywatyzacyjna. Ów potomek jest jednym z kilku zstępnych po ostatnim gospodarzu dóbr charzewickiech, którzy swego pokrewieństwa z książęcym rodem dochodzą przed sądami. Na Maderze mieszka prawowita córka ks. Jerzego i nie zgłasza zastrzeżeń do sprzedaży. Jej syn Michał nawet próbował gospodarzyć na Charzewicach w poprzedniej dekadzie, ale skończyło się na próbach. Prawie całe posiadłości Lubomirskich, które leżą w granicach miasta, są już mieniem komunalnym. Został tylko jeden, ale jakże ważny dwór w samym środku zabytkowego parku.
Jerzy Mielniczuk


