Czy śmierci tego dziecka można było uniknąć?

Pogrzeb Niny odbył się w ubiegły piątek. Dziewczynka spoczęła na cmenatrzu w Polańczyku. Fot. Martyna Sokołowska
Pogrzeb Niny odbył się w ubiegły piątek. Dziewczynka spoczęła na cmentarzu w Polańczyku. Fot. Martyna Sokołowska

Tragedia w leskim szpitalu. Nie żyje 8-letnia Nina. Dziewczynka zmarła po ponad godzinnej reanimacji.

Mimo wysiłków lekarzy nie udało się uratować 8-letniej Niny, która trafiła na oddział ratunkowy leskiego szpitala w minioną środę. Dziewczynka zmarła po ponad godzinnej reanimacji. Sekcja zwłok wykazała, że przyczyną śmierci dziecka była sepsa. Sprawą zajęła się leska prokuratura. Krewni nie mogą otrząsnąć się z szoku i pytają, czy tej śmierci można było uniknąć.

Mieszkańcy Polańczyka ciągle nie mogą uwierzyć w to co się stało. Jeszcze kilka dni przed śmiercią Nina bawiła się na urodzinach koleżanki. Dziewczynka czuła się dobrze, nic nie zapowiadało zbliżającej się tragedii. – Bawiła się z moją córką. Przyjaźniły się, chodziły do jednej klasy. Nasze rodziny mieszkają blok w blok, zresztą to mała miejscowość, tutaj wszyscy się znają, spotykają. Nie zauważyłem nic, co mogłoby wskazywać na to, że Nina źle się czuje, wszystko było w porządku – mówi nam przyjaciel rodziny.

Dzień później dziewczynka poczuła się gorzej. Wymiotowała, miała gorączkę i biegunkę. Rodzina podejrzewała grypę żołądkową. W poniedziałek Nina nie poszła do szkoły. Była bardzo słaba, została więc w domu, a jej mama zgłosiła się do przychodni w Polańczyku. Poinformowała lekarza, że dziecko wymiotuje i według jego słów poprosiła o lek na chorobę lokomocyjną. – Przepisałem matce receptę, o którą prosiła i w zasadzie na tym wizyta się skończyła – mówi nam Miłosz Dydkowski, lekarz, u którego leczyła się cała rodzina dziewczynki.

Sęk w tym, że dziecka nawet nie zbadał. Po naszym pytaniu, czy wypisywanie recept bez zbadania i zdiagnozowania pacjenta to normalna praktyka, nie chciał dalej rozmawiać.
– Jeśli matka poprosiła o difergan, to najprawdopodobniej chciała powstrzymać wymioty u dziecka. Ten lek ma takie działanie. To by jakoś tłumaczyło prośbę o tabletki na chorobę lokomocyjną – tłumaczy nam lekarz, który nie chce ujawniać nazwiska.

Krytyczna noc
W poniedziałek stan Niny z godziny na godzinę się pogarszał. Dziewczynka była bardzo słaba, mdlała. Około 4 rano było już tak źle, że matka zdecydowała się wezwać karetkę. – Dziecko trafiło do nas w skrajnie złym stanie. Lekarze od razu przystąpili do reanimacji – relacjonuje Krzysztof Kapałka, specjalista chorób wewnętrznych, zastępca dyrektora leskiego szpitala do spraw lecznictwa.

Przez ponad godzinę lekarze walczyli o życie dziewczynki. Reanimował ją cały zespół oddziału ratunkowego. Niestety, bezskutecznie. Nina zmarła około szóstej rano. Dzień później w prosektorium sanockiego szpitala odbyła się sekcja zwłok, na podstawie której patomorfolog określił przyczynę śmierci dziecka.

– Przyczyną zgonu była sepsa – informuje Adam Siembab, dyrektor sanockiego szpitala, patomorfolog, który przeprowadził sekcję zwłok. – Choroba została wywołana przez bakterię, która nie jest groźna dla otoczenia. Osobom, które w ostatnim czasie miały kontakt z dziewczynką nic nie grozi – uspokaja nasz rozmówca.

Sprawę zbada prokuratura
W ubiegły piątek Prokuratura Rejonowa w Lesku wszczęła śledztwo w sprawie śmierci dziewczynki. Śledczy sprawdzą, czy postępowanie lekarza, z którym matka 8-latki miała kontakt, było prawidłowe i czy w jakikolwiek sposób przyczyniło się do śmierci dziecka. – Musimy sprawdzić, czy lekarz nie dopuścił się niedopełnienia obowiązków lub narażenia na utratę zdrowia lub życia dziecka. Sprawdzimy, czy jego zachowanie było właściwe z punktu medycznego – mówi nam Maria Chrzanowska, prokurator rejonowy w Lesku.

Jeśli prokurator dopatrzy się nieprawidłowości, lekarz może usłyszeć zarzut narażenia na utratę zdrowia lub życia, za co grozi od 3 miesięcy do 5 lat pozbawienia wolności.
Jednocześnie prokurator zaznacza, że nie ma zastrzeżeń do działania lekarzy z leskiego szpitala. – Nie mamy żadnego podejrzenia popełnienia przestępstwa. Dziewczynka została przyjęta do szpitala już w bardzo ciężkim stanie, lekarze udzielili jej niezbędnej, natychmiastowej pomocy. Na razie nie ma żadnych podstaw, aby domniemywać, że szpital w Lesku zaniedbał obowiązki – wyjaśnia Maria Chrzanowska.

Nikogo nie winią
W pierwszej kolejności zostali przesłuchani krewni zmarłej dziewczynki, dziadkowie i matka.- W zachowaniu krewnych również nie dopatrzyłam się nieprawidłowości. Dziewczynka zmarła na sepsę, a ta choroba ma bardzo gwałtowny przebieg, szczególnie u dzieci. Matka mogła więc nie wiedzieć, że życie jej dziecka jest zagrożone – mówi Maria Chrzanowska.

Rodzina nie ma zastrzeżeń do pracy leskich lekarzy. – Nie chcemy nikogo oskarżać. Chcemy wiedzieć, dlaczego Nina umarła. Czy można było zrobić coś, aby tej śmierci zapobiec. Życia nic jej nie wróci, ale może uda się zrobić coś, aby uniknąć w przyszłości takich tragedii – mówią.

Martyna Sokołowska

Leave a Reply

Your email address will not be published.