
STALOWA WOLA. Tajemnicze kody kreskowe wystraszyły dużą część mieszkańców. Obawiają się inwigilacji, bo wiadomo, że szpieg, przeglądając śmieci dowie się wszystkiego o ich producencie.
Od początku tego miesiąca stalowowolanie na worki ze śmieciami naklejają tajemnicze kody kreskowe. Na razie tylko mieszkańcy domów jednorodzinnych i na workach z wybranymi odpadami, ale na tym na pewno się nie skończy. To początek batalii o identyfikację śmieci. Śmieć przestaje być anonimowy i do czasu fizycznej degradacji będzie identyfikowany z jego producentem, czyli mieszkańcem miasta.
Od jakiegoś czasu pracownicy Miejskiego Zakładu Komunalnego rozdają mieszkańcom samoprzylepne kody kreskowe. Paski z kodami trzeba przyklejać na worki z posegregowanymi odpadami. Proszą przy tym, by dla własnego komfortu pasków dobrze pilnować. Nie należą one do druków ścisłego zarachowania, ale…
Naklejenie paska to żaden wysiłek
– Ktoś tu chyba sobie jaja robi, bo na stronie Urzędu Miasta wyczytałem, że worek ze śmieciami, ale bez kodu nie zostanie odebrany – burzy się jeden z mieszkańców miasta. Nie on jeden, bo „kodowa rewolucja” nie jego jednego zaskoczyła. Witold Tutak, odpowiedzialny w stalowowolskim magistracie za kampanię odpadową wyjaśnia, że worki ze śmieciami będą odbierane również bez kodów, ale lepiej je przyklejać. – To nie jest jakaś skomplikowana operacja – mówi.
Podobno kody mają usprawnić gospodarkę śmieciami. Może coś w tym jest, ale miasto nie powinno robić tajemnicy z tego, że jest to operacja mająca wykluczyć nieelegancki proceder podrzucania śmieci. W innych krajach mieszkańcom rozdawane są worki różnego koloru i od razu odbiorca śmieci wie, kto ich chociażby nie segreguje. W Stalowej Woli worki na konkretne odpady będą jednakiego koloru, ale za to kodowane. Nie wiadomo, czy w magistracie powstanie baza danych o wytwórcach śmieci i ich osiągnięciach na tym polu. Szansa taka jest, a drogę otwierają tajemnicze paski z kodami.
jam


