
Opłacani przez Kreml ludzie umieszczają komentarze w Internecie.
Sprawa tego, co się dzieje w Rosji i na Ukrainie, jest tak ważna, że za jakiś czas być może będziemy dzielić historię na okres sprzed ataku na Krym i po ataku na Krym. I pewnie dlatego Internet zalała powódź prorosyjskich komentarzy. Kilka dni temu newsweek.pl poinformował, że 80 procent z nich wysłano z nieprawdziwych kont. Jeden z ekspertów uważa, że taka rosyjska cyberpropaganda to dopiero początek.
Według newsweeka.pl, sytuacja zawsze wygląda w ten sam sposób. Gdy pojawi się artykuł dotyczący sytuacji na Ukrainie, na początku pojawiają się wyważone komentarze dotyczące zaangażowania stron w konflikcie. Ale po jakimś czasie liczba komentarzy dramatycznie wzrasta, stają się one bardzo prorosyjskie, antyukraińskie i antypolskie, często wulgarne. Merytoryczna dyskusja całkowicie ginie, internetowi trolle przejmują temat, normalne komentarze są spychane w niebyt. Sprawdziliśmy – tak się dzieje nie tylko na stronie newsweeka, ale wszędzie.
Wydawać by się mogło, że autorami komentarzy są sfrustrowani czy też niezadowoleni Polacy, ale ilość, zajadłość i niezwykła synchronizacja wpisów sprawiły, że portal newsweek poprosił informatyków o przeprowadzenie śledztwa. I co? Otóż po ustaleniu adresów IP i ich geolokalizacji, okazało się, że ponad 80 procent z ponad pięćdziesięciu skontrolowanych prorosyjskich wpisów nie pochodzi z Polski, a z najróżniejszych miejsc na świecie.
Oto kilka przykładów (pisownia autentyczna):
IP z San Francisco: Czy Pan Premier Tusk może wyjaśnić dlaczego wchodzimy Ukrainie w dupę bez wazeliny??? Od kiedy to nasi przyjaciele?
IP z Zurychu: Czy amerykanie to ludobójcy dla których jedynym celem jest zdobycie dóbr materialnych ? Obecnie wszystko by na wskazywało. I ci tyrani śmieją dyktować warunki Rosji ?
IP z Aten: Jakby nie lubić Ruskich, to trzeba przyznać, że akcja na Krymie jest rzeczywiście formą akcji stabilizacyjnej. I nie ma nad czym płakać ani się oburzać, a pobrzękiwanie szabelką jest wbrew polskiej racji stanu.
IP z Norymbergi: won do piekła ku…o wściekła! jeden mały znak i odetchnie Ojczyzna od zakłamania, obietnic, i będzie jeszcze taka jak marzenie naszych Przodków, chcesz „phremierze” Majdanu?
Te przypuszczenia potwierdził ekspert ds. cyberterroryzmu Collegium Civitas Andrzej Mroczek: – Wielość miejsc, z których wysyłane są adresy IP, nie znaczy, że są one wysyłane z tych krajów. To standardowy wybieg hakerów i cyberprzestępców, którzy nie chcą być zlokalizowani.
Metody rosyjskich hakerów i copywriterów
Liczba najbezczelniej propagandowych komentarzy umieszczanych we wszystkich znaczących serwisach i portalach przy użyciu ewidentnie takich kont wydaje się jednoznaczna. Żaden z komentarzy nie pochodził jednak z Rosji, choć to ten kraj wydaje się pierwszym podejrzanym. – Rosja ma jedną z trzech największych armii hakerskich na świecie. Na terenie Federacji Rosyjskiej działa kilka ośrodków, m.in. w Kazaniu i Czelabińsku. Stamtąd prowadzona jest obecnie, najprawdopodobniej nie tylko w Polsce, akcja propagandowa – mówi Mroczek.
Podobne podejrzenia co do akcji propagandowej opublikował na Facebooku pisarz, znawca Internetu i autor głośnego tekstu „My, dzieci sieci” Piotr Czerski: „Jestem absolutnie pewny, że polski Internet poddawany jest niespotykanej i właściwie jawnej akcji dezinformacyjnej, sterowanej przez Rosję. Nie mam oczywiście żadnych badań, ale liczba najbezczelniej propagandowych komentarzy umieszczanych we wszystkich znaczących serwisach i portalach przy użyciu ewidentnie fejkowych [czyli oszukańczych – dop. red.] kont wydaje mi się jednoznaczna”.
O metodach rosyjskich hakerów pisał również we wrześniu 2013 roku St. Petersburg Times, rosyjski serwis internetowy. Opisał on historię Natalii Lwowej, młodej dziennikarki, która poszła na rozmowę kwalifikacyjną w jednej z firm zajmujących się pisaniem negatywnych komentarzy pod artykułami w rosyjskim Internecie.
Według niej, biuro, składające się z dwóch pokoi wypełnionych komputerami, znajdowało się w dużym jednorodzinnym domu w podpetersburskiej miejscowości. Zatrudnieni w biurze pisali zarówno komentarze na blogach, mediach społecznościowych i artykułach. Gdy spytała się jak organizowana jest praca, jej koordynator powiedział „Odnosimy się do bieżących wydarzeń. Na przykład wczoraj wspieraliśmy pochwalnie burmistrza Moskwy, a dzisiaj „sramy” na Nawalnego” (najsławniejszego rosyjskiego blogera i opozycjonistę).
Lwowa stwierdziła, że każdy komentator pisze dziennie nie mniej niż 100 komentarzy i zarabia tyle co zwykły rosyjski copywriter: odpowiednik około 2400 złotych za miesiąc.
Jak przyznaje Mroczek, teraz mamy podobną sytuację, tyle że skierowaną na zewnątrz. – Wszystko wskazuje na to, że obecna propaganda to dopiero preludium większych ataków hakerskich na Polskę. Następne mogą być strony rządowe, tak jak w czasie konfliktu z Gruzją w 2008 roku. Jeśli sytuacja będzie eskalować, niewykluczony jest atak podobny do Estonii w 2007 roku, gdy rosyjscy hakerzy zablokowali strony parlamentu, rządu, banków i największych mediów.
W Polsce też są copywriterzy
Podobnie jest w kampaniach politycznych, także w Polsce. Tu też działają opłacani komentatorzy, tak też było nawet podczas ostatnich wyborów prezydenckich (samorządowych) w Rzeszowie. Kiedy na forach pojawiały się krytyczne komentarze o prezydencie Tadeuszu Ferencu i jego polityce, zaraz były masowo dopisywane kontrkomentarze wychwalające go pod niebiosa. Odbywało się to głównie w godzinach nocnych między 1 a 6 godziną. Pisała zresztą o tym prasa.
Najgorsze w tym wszystkim jest to, że w większości nie pochodzą one od zaangażowanych obywateli. W 95 proc. są to wpisy inspirowane. Możemy tylko domyślać się przez kogo. Należy przypuszczać, że przy kolejnych wyborach znowu będą pojawiać się takie wpisy. Dojdzie więc do tego, że będzie to robił dyżurny pracownik urzędu za pieniądze miasta.
W Polsce od kilku lat nie jest tajemnicą, że istnieją firmy, które zatrudniają ludzi, by w artykułach oraz na różnych forach pisali dobrze o wyrobach danych firm, a źle o innych. Oczywiście odbywa się to za pomocą miękkiej propagandy, tekstów, które nie zawsze można od razu rozpoznać jako teksty PR-owskie. W efekcie otrzymujemy informacje, że dany wyrób jest dobry, a inny zły, chociaż tak naprawdę może być odwrotnie. Tak propaganda nie jest jednak prawnie zabroniona. Ale może powinna być zakazana?
Typowe kierunki urabiania opinii publicznej
Wśród prorosyjskich internautów jest np. rozpowszechniana teza, że ci na Majdanie, którzy strzelali do funkcjonariuszy milicji i Berkutu, robili to na polecenie ówczesnej opozycji. Teraz zaś, kiedy opozycja uzyskała już władzę, śledztwo w tej sprawie jest rzekomo zabronione czy też wstrzymane.
Tymczasem najbardziej prawdopodobne jest to, że robili to wynajęci snajperzy na polecenie Janukowycza lub kogoś z jego otoczenia. Całkiem prawdopodobne jest też, że robili to Rosjanie, aby w taki sposób eskalować tragiczne wydarzenia na Majdanie. Jednak na pewno najmniej prawdopodobne jest to, że robiły to nowe władze. Bo jaki miałyby interes w strzelaniu do milicjantów?
Jednym z najczęściej wykorzystywanych motywów przez prorosyjskich internautów jest urabianie polskiej opinii publicznej w celu wywołania antyukraińskich nastrojów. W tej narracji kluczową rolę odgrywa ludobójstwo dokonane na Polakach przez ukraińskich nacjonalistów na Wołyniu w czasie II wojny światowej. Putin jawi się więc w tych opowieściach jako mąż opatrznościowy, który tak naprawdę może obronić Polaków przed banderowcami, którzy po wydarzeniach z Majdanu doszli rzekomo do władzy na Ukrainie.
Taki sposób przedstawiania sytuacji ma oczywiście na celu poróżnienie Polaków i Ukraińców przy jednoczesnym przedstawieniu Rosji i jej prezydenta w najbardziej pozytywnym świetle, ukrytym za pozornie neutralnymi sformułowaniami.
Nie ufaj komentarzom!
Niestety, gdyby rosyjskim komentatorom pozwolić na całkowitą wolność w Internecie, byliby w stanie wtłoczyć do głów Polaków każdą propagandę. Wyobraźmy sobie dramatyczną sytuację, że komuś w Moskwie przyszłoby do głowy zdyskredytować np. Jana Pawła II. W tym celu internauci mogliby rozpowszechniać masowo jakieś złe informacje o papieżu Polaku. Ot, choćby rozpowszechnić pogłoskę, że był pedofilem, co jest obecnie powszechną, ale i skuteczną metodą dyskredytowania kleru katolickiego.
Zaczęliby więc masowo i regularnie rozpowszechniać takie komentarze – najlepiej powołując się na czyjeś rzekome osobiste doświadczenia, że był świadkiem, że jako chłopiec 40 lat temu był molestowany itp. Po dwóch latach rozpowszechniania takiej propagandy być może jakieś 5 proc. Polaków uwierzyłoby w takie informacje, mimo że byłaby to kompletna bzdura. Przy zmasowanej propagandzie, nawet takiej, gdzie widać, że sprawa jest wyssana z palca, zawsze znajdzie się jakaś część opinii publicznej, która uwierzy w kłamliwe doniesienia. A to właśnie chodzi tym, którzy inspirują tego typu informacje.
Sposób, jaki jest wykorzystywany w takim przypadku, polega na tym, że posługujący się wymyślonym imieniem, a naprawdę anonimowy wpisujący powołuje się na rzekome własne doświadczenia: używając sformułowań: „wiem, bo sam widziałem”, „byłem tam osobiście” itd. Chociaż nie przytacza żadnych realnych dowodów na swoje tezy, buduje w ten sposób wiarygodność opowieści. Jest to skuteczna metoda, opisana zresztą przez psychologów.
Tak czy inaczej na pewno nie należy ufać komentarzom w Internecie. Wygląda na to, że większość z nich jest opłacana. A nawet jeśli jest komentarz, który pozornie odpowiada Twoim, drogi Czytelniku, poglądom, to może okazać się, że już druga część komentarza ma na celu przekierowanie Twoich poglądów w inną stronę niż Ci się wydaje.
Najlepiej oddaje to wpis jednej z internautek: ~zuuza: Gdyby Polska miała tak silną jak Rosja V kolumnę to bylibyśmy potęgą. Jestem pod wrażeniem aktywności rosyjskich podwładnych na wszystkich forach internetowych. Gdyby nie jeszcze żywe wspomnienia zbrodni radzieckich to bylibyście bardzo przekonujący.
Krzysztof Propolski



28 Responses to "Uważajcie na prorosyjskie komentarze w sieci!"