Wzywający pomocy opóźniają interwencje pogotowia

Podczas akcji ratunkowej każda sekunda jest na wagę złota. Fot. Autor
Podczas akcji ratunkowej każda sekunda jest na wagę złota. Fot. Autor

MIELEC. W akcji ratowniczej każda sekunda jest na wagę złota. Tymczasem…

Nie pomagają akcje edukacyjne i wieloletnie tłumaczenia. Wzywający pomoc w dalszym ciągu kłócą się z dyspozytorami, opóźniając akcję ratującą zdrowie i życie pacjenta. Nierzadko zdarza się również, że karetkę wzywa się do… kataru. Problemem są także rzekomo łagodne psy, które broniąc dostępu do chorego, atakują ratowników.

Pytania zadawane przez dyspozytorów nie są ich sposobem na nudę. – One mają służyć choremu. Chodzi o to, by w najkrótszym czasie i jak najdokładniej określić rodzaj problemu, z jakim zmaga się pacjent – tłumaczy Aneta Dyka-Urbańska (36 l.), rzecznik Pogotowia Ratunkowego w Mielcu. – Na miejsce nie mogą przecież pojechać wszystkie karetki. Poza tym dobry wywiad pozwala także zabrać dodatkowy nietypowy sprzęt – dodaje rzeczniczka.

„A może podać pani numer buta?”
Wojciech Burkot (44 l.), zastępca dyrektora pogotowia ds. medycznych zwraca uwagę, że pytania dyspozytorów mają dookreślić szczegóły związanych z danym objawem.
– Przykładowo silny, nietypowy ból głowy – mówi Burkot. – Jeśli jest to migrena, nie mamy do czynienia z zagrożeniem życia, ale jeśli podejrzewamy udar, wszystko się zmienia. Ważne jest zatem czy pacjent jest w logicznym kontakcie, czy i jak mówi, itp. A gdy dyspozytorka zadaje te pytania, kiedy zespół już zresztą wyrusza, wzywający jej na to: „A może podać pani numer buta?”. Zaburza to proces przygotowań do wyjazdu, jest to zbędna dyskusja, która tylko wydłuża czas oczekiwania chorego na pomoc – irytuje się.

„Łagodne” psy atakują ratowników
Paweł Pazdan (45 l.), dyrektor pogotowia, podkreśla jeszcze jedną rzecz: – Jeśli ekipa karetki pędzi na sygnale do… kataru, to mamy tu do czynienia z nieuzasadnionym wezwaniem – twierdzi. – I nie chodzi tu o przesadę, ale fakty, bo zdarza się tak, że zgłoszenie mówiło o duszności, która jest zagrożeniem życia, a na miejscu okazuje się, że ktoś ma… katar i kaszel, trudniej mu oddychać i twierdzi, że się przez to „dusi” – wskazuje Pazdan.

Zdarza się też, że to nie koniec utrudnień w akcji ratunkowej. Kolejne stanowią psy przebywające w mieszkaniach czy na terenie posesji, o których właściciele mają opinię jako o łagodnych. Jednak gdy pacjent jest reanimowany lub zabierany na noszach przez zespół, nagle zwierzę zaczyna to interpretować jako coś negatywnego i rzuca się na ratowników.

Paweł Galek

One Response to "Wzywający pomocy opóźniają interwencje pogotowia"

Leave a Reply

Your email address will not be published.