Jan Bury kontra CBA

Na kampanię posła Jana Burego i PSL pieniądze wpłacały osoby piastujące ważne stanowiska w naszym województwie, w tym w instytucjach kontrolnych! Fot. Wit Hadło
Na kampanię posła Jana Burego i PSL pieniądze wpłacały osoby piastujące ważne stanowiska w naszym województwie, w tym w instytucjach kontrolnych! Fot. Wit Hadło

„Król”, „oligarcha”, „PSL-owski magnat” – tak o podkarpackim pośle PSL piszą ogólnopolskie media.

Czarne chmury zbierają się nad podkarpackim posłem PSL Janem Burym (50 l.). Na początku tygodnia „Newsweek” ujawnił informacje, że na jego kampanię i partię pieniądze wpłacały osoby piastujące wysokie stanowiska w naszym województwie, w tym w instytucjach kontrolnych! Kontakty posła Burego prześwietla już Centralne Biuro Antykorupcyjne, a sam zainteresowany skarży się w tej sprawie do prokuratora generalnego. Czy to początek końca „kadrowego Podkarpacia” czy tylko medialna burza wokół jego osoby?

– Nikt nie zrobi kariery, jeśli koledzy z partii Jana zagną na niego parol – tak o liderze podkarpackiego PSL – pośle Janie Burym – wypowiada się w „Newsweeku” jeden z lokalnych działaczy tej partii. Z artykułu Michała Krzymowskiego i Wojciecha Cieśli pt. „Król Bury” dowiadujemy się, że na PSL płacą w Rzeszowie i okolicach wysoką rangą pracownicy Agencji Nieruchomości Rolnych, szefowie Agencji Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa, dyrektorzy oddziałów Agencji Rynku Rolnego, szefowie Wojewódzkiego Ośrodka Ruchu Drogowego, Ochotniczych Hufców Pracy, Agencji Rozwoju Regionalnego, członkowie managementu spółek, w których ma akcje poseł Bury.

Podatek od „stołka”?
Wpłacane kwoty wahają się od kilku do nawet kilkunastu tys. złotych. Kierownik powiatowej ARiMR wpłacił 5 tys. zł, szef biura pisania projektów unijnych – 15 tys. zł, syn szefa spółki z grupy energetycznej PGE – 5 tys. zł, jeden z szefów Wojewódzkiego Funduszu Ochrony Środowiska – 10 tys. zł na Burego i 9 tys. zł darowizny na PSL, szef KRUS – 10 tys. zł, ważna urzędniczka kuratorium – 2 tys. zł – wyliczają dziennikarze. – To ludzie związani z PSL. Nie zawsze działacze, czasem po prostu zawdzięczają Buremu lub partii posady – przyznaje w artykule “Newsweeka” anonimowy działacz PSL.

Wpłat dokonywali również pracownicy urzędu marszałkowskiego, w którym do maja 2013 roku rządził marszałek z ramienia PSL Mirosław K. (obecnie podejrzany m.in. o korupcję i gwałt). Dyrektor departamentu rozwoju obszarów – 5 tys. zł, wicedyrektor departamentu organizacyjnego – 5 tys. zł, dyrektor departamentu rozwoju regionalnego – 5 tys. zł, pracownik departamentu dróg – 2 tys. zł. Wpłacali też urzędnicy pracujący w instytucjach… kontrolnych. – Szef inspektoratu spożywczego (instytucja kontrolowała m.in. spółkę Makarony Polskie, w której Bury jest udziałowcem) wpłaca 5 tys. zł. Szef kontroli wewnętrznej urzędu miasta tylko w jednym roku daruje PSL aż 16 tys. zł – czytamy w “Newsweeku”. Na kampanię posła Jana Burego wpłacił też Paweł Adamski – wiceszef rzeszowskiej delegatury Najwyższej Izby Kontroli – 3 tys. zł. Centrala NIK wszczęła już postępowanie wyjaśniające.

Miłości nie było
– Na Podkarpaciu był nietykalny. Ale dziś ludzie związani z Janem Burym padają jak muchy pod ciosami prokuratorskich zarzutów. A wokół szefa klubu parlamentarnego PSL krąży CBA – piszą dziennikarze “Newsweeka”. A jako przykład stawiają byłego marszałka Podkarpacia Mirosława K. (54 l.), który w Prokuraturze Apelacyjnej w Lublinie usłyszał już 13 poważnych zarzutów, w tym korupcyjne i na tle seksualnym. Czy to w związku z jego sprawą CBA w Rzeszowie pyta o szefa klubu parlamentarnego PSL? – Zarzuty dla K. to dopiero początek. My chcemy sięgnąć wyżej – cytuje osobę zaangażowaną w śledztwo “Newsweek”.

O posła Burego i CBA “Super Nowości” zapytały samego byłego marszałka Mirosława K., ale ten nie chce o tym rozmawiać. – To sprawa CBA, a nie moja. Od kwietnia ubiegłego roku nie mam z posłem Burym już żadnych kontaktów – mówi były marszałek, a swoje wcześniejsze relacje z posłem określa jako “formalne”. – Miłości między nami nie było, bo ja jestem heteroseksualny – mówi ironicznie.

Prawo do błędów
Doniesienia “Newsweeka” to nie pierwsze problemy posła Burego. W 2011 roku na jaw wyszła informacja, że, będąc wiceministrem skarbu, ludowiec złamał ustawę antykorupcyjną, nabywając 50 proc. udziałów w spółce So-Res, chociaż prawo pozwala wiceministrom mieć maksymalnie 10 proc. Sam Bury przyznał się do winy, nazywając złamanie prawa “niezamierzonym błędem”. – Czy prawnik z blisko dwudziestoletnim doświadczeniem w polityce mógł zapomnieć o jednym z najważniejszych ograniczeń ustawy antykorupcyjnej? – pytał retorycznie w tygodniku “Uważam Rze” red. Jan Piński, który określił Burego mianem “oligarchy” i “PSL-owskiego magnata”. Konsekwencje całej sprawy nie były dla posła specjalnie bolesne – dostał naganę i sam zaproponował przekazanie swojego wynagrodzenia na cele charytatywne. Stanowiska wiceministra stracił jednak dopiero w 2012 roku po aferze wokół Elewarru.

„Chlanie za publiczne pieniądze”
Głośno o pośle Janie Burym było też w drugiej połowie 2011 roku, kiedy poseł PiS Marek Suski zarzucił posłowi PSL Janowi Buremu “chlanie za publiczne pieniądze”. Chodziło o kolację w Hotelu w Kazimierzu nad Wisłą w nocy z 22 na 23 marca 2011 roku, która kosztowała Elektrownię Kozienice – spółkę Skarbu Państwa, czyli de facto podatników – prawie 16 tys. zł. Bury podał Suskiego do sądu o pomówienie, ale we wrześniu 2011 roku Sąd Okręgowy w Rzeszowie oddalił jego pozew. – Oddaj za kolację w Kazimierzu! – krzyczał później do ludowca z mównicy sejmowej Suski, na co Bury wręczył mu… 20 zł.

Głosowanie prawie tajne
Konsekwencji Jan Bury nie poniósł również za swoje zachowanie podczas sesji sejmiku 27 maja 2013 roku, kiedy radni wybierali nowego marszałka. Poseł PSL podszedł wówczas w chwili tajnego głosowania do radnego PSL Lucjana Kuźniara i po prostu zaczął z nim rozmowę. Swój głos Kuźniar oddał jednak, podobnie jak radny Platformy Obywatelskiej Jan Burek, na kandydata Prawa i Sprawiedliwości Władysława Ortyla, co wraz z głosami 12 radnych PiS i 3 Prawicy RP oznaczało utratę władzy w województwie przez koalicję PO-PSL-SLD, której poseł Bury był jednym z architektów.

Doniesienie w sprawie zachowania posła Burego złożył do prokuratury marszałek Sejmu Marek Kuchciński (PiS). Postępowanie zostało umorzone 18 lutego br. – W pierwszym wątku, dotyczącym zapoznania się wbrew woli radnego z treścią karty do głosowania, ustaliliśmy, że kiedy poseł Bury podszedł do radnego Kuźniara, to miało to miejsce  jeszcze przed dokonaniem przez radnego wyboru – tłumaczy decyzję Łukasz Harpula, zastępca Prokuratora Rejonowego dla Miasta Rzeszowa. – Trzeba tu dodać, że radni mogli głosować zarówno w miejscach, w których siedzieli, ale była też przygotowana na osobności kabina, w której mogli głosować. Brak było tutaj znamion przestępstwa. W drugim wątku, dotyczącym bezprawnego wywierania wpływu na uprawnionego do głosowania radnego, kluczowym dowodem były zeznania Lucjana Kuźniara. Nie ustaliliśmy, aby radny ten pozostawał z posłem w stosunku zależności i brak było podstaw do przypisania komuś realizacji znamion tego przestępstwa – dodaje prokurator.

Wojna?
Jak zakończy się obecne starcie CBA i posła PSL? CBA tradycyjnie już nie komentuje całej sprawy, zaś Bury uważa, że ma ona charakter polityczny w związku ze zbliżającymi się wyborami do Parlamentu Europejskiego, w których on sam jednak nie startuje. Wysłał nawet w tej sprawie list do prokuratora generalnego, twierdząc, że funkcjonariusze CBA dążą do “wykreowania za wszelką cenę obciążających go dowodów” i domaga się wyciągnięcia wobec nich konsekwencji. – CBA działa zgodnie z prawem i nie komentujemy listów, które pisze pan poseł – odpowiada rzecznik CBA, Jacek Dobrzyński.

Pretensje poseł PSL ma również do autorów przytoczonych publikacji na swój temat, których nazywa “realizatorami kampanii zniszczyć Burego”. W odpowiedzi “Newsweek” przytacza listę jego “kilku znajomych, którymi od pewnego czasu interesują się rozmaite urzędy”. Są na niej m.in. były marszałek Podkarpacia Mirosław K., podkarpacki biznesman z zarzutem wręczenia łapówki Stanisław T., a także były prezes i były wiceprezes elektrowni w Kozienicach. Faktem jest jednak, iż przeciwko samemu Buremu nie toczy się obecnie żadne postępowanie.

Telefonów od dziennikarzy “Super Nowości” Jan Bury po raz kolejny nie odbierał.

Arkadiusz Rogowski

23 Responses to "Jan Bury kontra CBA"

Leave a Reply

Your email address will not be published.