Co dalej z Rzeszowskimi Zakładami Graficznymi?

Pracownicy Rzeszowskich Zakładów Graficznych, którzy nie mają prawa wstępu na teren zakładu, nie chcą odchodzić z terenu firmy. Najpierw część z nich dostała zwolnienia dyscyplinarne, a teraz nowy prezes proponuje im rozstanie za porozumieniem stron. Fot. Wit Hadło
Pracownicy Rzeszowskich Zakładów Graficznych, którzy nie mają prawa wstępu na teren zakładu, nie chcą odchodzić z terenu firmy. Najpierw część z nich dostała zwolnienia dyscyplinarne, a teraz nowy prezes proponuje im rozstanie za porozumieniem stron. Fot. Wit Hadło

RZESZÓW. Pracownicy przyszli do pracy, ale ich nie wpuszczono. Teraz mają być zwolnieni.

Od dwóch tygodni trwa zamieszanie wokół Rzeszowskich Zakładów Graficznych. Pracownicy, którzy w piątek, 14 marca, przyszli do pracy, zastali zamknięte drzwi. Od tego czasu dyżurują w dzień i w nocy pod zakładem, natomiast zarząd rozsyła im zwolnienia dyscyplinarne. Tymczasem w rzeszowskim Sądzie Okręgowym leży już akt oskarżenia przeciwko czterem osobom, w tym znanemu rzeszowskiemu biznesmenowi Ryszardowi P. Zarzuca się im działanie na szkodę spółki Rzeszowskie Zakłady Graficzne S.A

– Sytuacja firmy pogarszała się już od dłuższego czasu. Brakowało pieniędzy. 4 marca zgłosiliśmy do Urzędu Pracy zamiar zwolnień grupowych, 6 dni później, czyli 10 marca, zarząd RZG S.A. i RZG Spółka z o.o złożył w rzeszowskim Sądzie Rejonowym wnioski o upadłość obu spółek z powodu utraty płynności finansowej, o czym następnego dnia zawiadomiliśmy radę nadzorczą – mówi Iwona Lubecka, była prezes Rzeszowskich Zakładów Graficznych. W środę, 12 marca, zostaliśmy odwołani z zarządu zarówno jednej, jak i drugiej spółki.

Zmieniony zarząd
Na drugi dzień wyłoniony został nowy prezes Rzeszowskich Zakładów Graficznych, Kamil Kacaliński. – Przedstawił się, przejął wszystkie klucze i oznajmił mi, że mam puścić drugą zmianę do domu. Powiedziałam, że chcę dostać to od niego na piśmie, a… otrzymałam od niego odręcznie napisaną karteczkę. W kolejnym dniu zgodnie z jego zapowiedzią praca miała odbywać się już normalnie, czyli dwuzmianowo.

W piątek, 14 marca, pracownicy stawili pod zakładem, lecz pocałowali klamkę. – Cały dzień firma była zamknięta, nikt się u nas nawet nie pojawił. Na drzwiach wisiała jedynie karteczka, że w związku z dużymi zaległościami płatniczymi w stosunku do właściciela obiektu, czyli Polam S.C., utracone zostało prawo do korzystania z lokalu – mówią pracownicy.

Zdezorientowani ludzie cały piątek koczowali pod zakładem. – Nie odeszliśmy od bram, bo obawialiśmy się, że zostanie to potraktowane jako porzucenie stanowisk pracy, co skutkuje przecież zwolnieniem dyscyplinarnym – mówią.

W poniedziałek ludzie znów pojawili się pod zakładem. Sytuacja bez zmian. Zakład zamknięty na cztery spusty. Pomimo tego ludzie znów nie odeszli od bram. – Około godziny 11 przyjechał do nas nowy prezes – mówi Iwona Lubecka. – Oznajmił, że dalej nie będzie produkcji i kazał nam zabrać swoje osobiste rzeczy z zakładu, gdyż do 24 marca nie świadczymy pracy. Wszyscy rozeszli się do swoich szafek, po czym okazało się, że na hali jest również fotoreporter jednej z lokalnych gazet. Na jednym ze zdjęć, które ukazało się jako ilustracja artykułu o sytuacji zakładu, widać, jak nasz główny elektryk zabiera komputer. I tu rozpętała się burza, bo następnego dnia znów przyjechał prezes, zawołał kadrową i kazał pisać wszystkim, prócz pięciu osobom w administracji (kadrowym i księgowym), osobom na umowie-zlecenie, urlopie i zwolnieniu lekarskim dyscyplinarki za wynoszenie rzeczy należących do spółki. Sęk w tym, że komputer był prywatną własnością tego pana, gdyż z powodu braku finansów nie doczekał się służbowego sprzętu. Tak więc zwolnienia dyscyplinarne wystawione zostały 55 osobom. Jako że nie zostały fizycznie doręczone, a tydzień wolny od pracy upływał w poniedziałek (24 marca), załoga znów pojawiła się pod drzwiami zakładów. I znów identyczna sytuacja – zamknięte drzwi, brak jakiejkolwiek informacji i krążąc wokół zakładu ochrona.

Prezes zgłosił kradzież
Jak dowiedzieliśmy się nieoficjalnie, w minionym tygodniu w Zakładach Graficznych pojawili się funkcjonariusze policji i zbierali odciski palców. Skontaktowaliśmy się więc z Komendą Miejską Policji w Rzeszowie. – We wtorek wpłynęło zawiadomienie o możliwości popełnienia przestępstwa kradzieży na terenie Zakładów Graficznych, które zgłosił prezes zakładów – potwierdza komisarz Adam Szeląg, oficer prasowy komendanta miejskiego. – Trwają czynności w tej sprawie – dodaje.

W czwartek prezes Kamil Kacaliński zaproponował pracownikom Rzeszowskich Zakładów Graficznych rozstanie za porozumieniem stron.

Mieli działać na szkodę spółki
Jak doszło do upadku Rzeszowskich Zakładów Graficznych? 20 grudnia 2013 r. Prokuratura Okręgowa w Rzeszowie skierowała do Sądu Okręgowego w Rzeszowie akt oskarżenia przeciwko czterem osobom, którym zarzucono działanie na szkodę spółki Rzeszowskie Zakłady Graficzne S.A. Sprawa dotyczy działań, jakie miały być podejmowane przez nich w latach 2004 – 2007 i które to działania w efekcie doprowadziły do wyrządzenia wskazanej spółce szkody majątkowej w kwocie ponad 14 milionów złotych.

Oskarżeni, jak ustaliliśmy, to: Marcin B. – ówczesny prezes zarządu, a obecny przewodniczący Rady Nadzorczej, Sebastian P. i Bogdan K., dwóch ówczesnych członków rady nadzorczej spółki Rzeszowskie Zakłady Graficzne S.A., a także znany rzeszowski przedsiębiorca Ryszard P.

– Jak ustalono w toku śledztwa, w wyniku podjętych przez oskarżonych działań polegających m.in. na tworzeniu powiązanych ze sobą spółek i dokonywaniu w ich obrębie stosownych przesunięć majątkowych doszło ostatecznie do przejęcia przez oskarżonego rzeszowskiego przedsiębiorcę całości spółki Grafika Sp. z o.o., która w wyniku podjętych uprzednio działań stała się jedynym właścicielem nieruchomości położonej w Rzeszowie przy ul. Lisa-Kuli 19. Uprzednio nieruchomość ta była własnością spółki Rzeszowskie Zakłady Graficzne S.A. – informuje Andrzej Mucha, rzecznik prasowy Prokuratury Okręgowej. – W wyniku działań podjętych przez oskarżonych spółce RZG S.A. wyrządzono szkodę  w wielkich rozmiarach w kwocie ponad 14 milionów złotych. Kwota powstałej szkody to różnica wartości nieruchomości przejętej przez przedsiębiorcę i ekwiwalentu, jaki za nią uzyskały RZG S.A., który, jak wynika z zebranych dowodów, wyniósł 4 tys. złotych.

Przesłuchani w charakterze podejrzanych nie przyznali się do popełnienia zarzucanych im przestępstw. Jeden z oskarżonych odmówił składania wyjaśnień. Pozostałe osoby złożyły wyjaśnienia, przy czym jeden z oskarżonych złożył wyjaśnienia, które w znacznej mierze pokrywają się z ustaleniami śledztwa. W stosunku do trzech oskarżonych prokurator zastosował środki zapobiegawcze w postaci poręczenia majątkowego w kwocie 80 tysięcy zł. Dodatkowo tytułem zabezpieczenia grożącej tym oskarżonym kary grzywny oraz roszczeń o naprawienie szkody dokonano zajęcia środków pieniężnych w kwocie 100 tysięcy zł od każdego oskarżonego. W stosunku do jednego z oskarżonych prokurator zastosował jedynie środek zapobiegawczy w postaci dozoru policji. Za zarzucane przestępstwa oskarżonym grozi kara pozbawienia wolności do lat 10.

Do tematu wrócimy.

Katarzyna Szczyrek

10 Responses to "Co dalej z Rzeszowskimi Zakładami Graficznymi?"

Leave a Reply

Your email address will not be published.