
Tomasz K., radny Przeworska, pokazał, jak okrutnym i bezmyślnym jest człowiekiem. Zamiast dobić rannego dzika, filmował męczarnie zwierzęcia, a potem swoje „dzieło” propagował w sieci. Czy zajmą się nim organy ścigania?
– W głowie się nie mieści, co ten człowiek zrobił i jeszcze umieścił to w Internecie – alarmował nasz Czytelnik. – Ranny dzik ze sparaliżowanymi po postrzale tylnymi nogami jest szarpany przez psy, gdy rozpaczliwie usiłuje odejść – relacjonował. – A „myśliwy” zamiast dobić zwierzę, radośnie filmuje wszystko i chwali pieski – opowiada mężczyzna. – To jest skandal i okrucieństwo! Zainteresujcie się tym! – prosi.
Drastyczne sceny pokazujące męczarnie rannego dzika do niedawna były ogólnodostępne w Internecie. Zamieścił je na swoim profilu na portalu społecznościowym Tomasz K. z Przeworska, który film „wrzucił” także na Youtube, podpisując się pod nim jako autor.
Mężczyzna, który jest myśliwym od 12 lat i należy do dwóch kół łowieckich w regionie, chwalił się w sieci „pięknym” podchodzeniem postrzałka (rannego dzika – przyp. autora) całkowicie bezrefleksyjnie. Coś musiało jednak doń dotrzeć po komentarzach internautów, którzy, delikatnie mówiąc, nie zostawili na nim suchej nitki. Wówczas Tomasz K., który przy okazji jest jeszcze radnym Rady Miasta Przeworska, usunął film z sieci. Zdążono go jednak skopiować, a jedna z kopii trafiła na skrzynkę mailową naszego dziennikarza.
– Trzeba mieć zwyrodniałe jakieś sumienie, żeby tak postąpić ze zwierzęciem – nasz Czytelnik, który powiadomił nas o sprawie był naprawdę zbulwersowany. – Rozumiem ideę myślistwa, ale na Boga, to, co ten człowiek zrobił jest sprzeczne z etyką myśliwską i ze zwyczajnym ludzkim podejściem do zwierząt – opowiadał zdenerwowany. – I jeszcze „wrzucił” to do sieci, chwalił się tym – dodał.
Film dla ludzi o „mocnych nerwach” i stępionym sumieniu
Byliśmy zmuszeni obejrzeć „dzieło” Tomasza K., choć trzeba przyznać, że nie było to łatwe. Na filmie widać, jak ranny dzik, który ma sparaliżowane tylne nogi, jest osaczony przez trzy psy myśliwskie rasy posokowiec bawarski. Początkowo psy jedynie obiegają rannego postrzałka, który z przerażeniem rozgląda się za jakąś drogą ucieczki, na którą i tak nie ma już szans. Potem przez nikogo nieodwoływane posokowce gryzą i szarpią rannego dzika. W tle słychać głosy dwóch mężczyzn, którzy są zachwyceni sytuacją i chwalą pieski. Męczarnie dzikiego zwierzęcia trwają ponad dwie minuty, potem myśliwy decyduje się na dobicie zwierzęcia. Informuje o tym swego kolegę, mówiąc „No teraz już można”. Podchodzi bardzo blisko dzika i strzela mu w łeb. Zwierzę drgające w agonii jest coraz bardziej dziko szarpane przez psy.
Na początku filmu nie ma żadnego ostrzeżenia, że zawiera on treści drastyczne, które nie powinny być oglądane przez dzieci. – Boże, przecież moje dziecko mogło to obejrzeć – mówi przerażona przemyślanka, która także widziała film, nim zniknął z sieci. – Jestem wstrząśnięta zarówno treścią tego filmu, jak i tym, że nie było żadnej wzmianki o tym, że zawiera on takie sceny – dodaje.
Tomasz K. ma nas za niezbyt rozgarniętych
Tomasz K. twierdzi, że nie pamięta, czy umieścił w opisie filmu jakąś informację o tym, że jest on drastyczny. Ów „zanik pamięci” myśliwego to jeszcze nic w porównaniu z tym, co, kolokwialnie mówiąc, wygaduje dalej. Zapytany wprost, dlaczego nie zastrzelił rannego dzika zaraz, gdy tylko psy go znalazły, odpowiada. – Bo poszedłem za nim bez broni i musiałem czekać na kolegę – mówi Tomasz K. Niekoniecznie trzeba znać się na myślistwie, żeby wiedzieć, że nikt rozsądny nie pójdzie za rannym dzikiem bez broni, bo ranne zwierzę może go przecież zaatakować. Tomasz K. jednak zapewne uważa nas za, delikatnie mówiąc, nierozsądnych, a także chyba za niewidomych i głuchych, bo już na początku filmu wyraźnie słychać, że ten, kto go kręci rozmawia z drugim mężczyzną. – Żaden myśliwy nie idzie za postrzałkiem bez broni – zauważa Adam Chmielowski, prezes Okręgowej Rady Łowieckiej Polskiego Związku Łowieckiego w Przemyślu. – To tłumaczenie jest naprawdę niepoważne – dodaje.
Myśliwy, który zabawiał się filmowaniem, gdy dzika dręczyły przez nikogo nieodwoływane psy, ponadto twierdzi, że tego rodzaju praktyki, jakich się dopuścił wobec rannego zwierzęcia, są standardowym elementem szkolenia posokowców. – Ależ skąd? To nieprawda – prezes Adam Chmielowski tylko utwierdza nas w przekonaniu, że Tomasz K. usiłuje nas ordynarnie okłamać. – Te psy mają odnaleźć rannego dzika, więc szkoli się je w rozpoznawaniu zapachu tego zwierzęcia i tropieniu go, a nie do jakiejś „walki” z nim. To, co mówi Tomasz K., to bzdura – dodaje.
Prezes Chmielowski: – Zawiadomimy prokuraturę
Bzdurą na pewno jednak nie jest rozporządzenie ministra środowiska, do którego odsyła Ustawa o ochronie zwierząt. Mówi ono, że ranne zwierzę myśliwy ma obowiązek jak najszybciej odnaleźć i jak najszybciej dobić, oszczędzając mu niepotrzebnych cierpień. Już laik na pierwszy rzut oka widzi, że Tomasz K. absolutnie nie zastosował się do litery prawa, nie mówiąc już o etyce myśliwskiej.
– O tej sprawie zawiadomimy prokuraturę – zapowiada prezes A. Chmielowski, który nie ukrywa wcale swego zbulwersowania zachowaniem Tomasza K. – Trudno coś takiego wytłumaczyć czymkolwiek, szczególnie gdy idzie o doświadczonego myśliwego – podkreśla. – Jest to działanie sprzeczne z ideą myślistwa oraz naszą etyką – zauważa. – Nie chcemy, by komukolwiek myślistwo kojarzyło się z okrucieństwem wobec zwierząt – stwierdza prezes Chmielowski.
Nie wiemy, jak i czy zareaguje prokuratura, ale w środowisku myśliwskim wrze. – To „czarna owca” – mówią o Tomaszu K. inny myśliwi. – Wstyd nam za niego! Przez takich jak on ludziom łowiectwo źle się kojarzy, a przecież robimy wiele dobrego dla przyrody i mamy piękne tradycje – dodają.
Monika Kamińska



22 Responses to "Zwyrodnialec – „myśliwy” pokazał krwawą jatkę"