Z kobietami nic nie wiadomo

Trener Karpat, Dominik Stanisławczyk, zazwyczaj nie uzewnętrznia emocji, ale po zwycięskich bojach w półfinale play-off z Developresem eksplodował radością. Fot. Paweł Bialic
Trener Karpat, Dominik Stanisławczyk, zazwyczaj nie uzewnętrznia emocji, ale po zwycięskich bojach w półfinale play-off z Developresem eksplodował radością. Fot. Paweł Bialic

SIATKÓWKA KOBIET. I LIGA. Trener Karpat Krosno Dominik Stanisławczyk o dramatycznych bojach z Developresem i apetycie na ekstraklasę.

Już w sobotę i niedzielę siatkarki Karpat Krosno zmierzą się na wyjeździe w finale ligi z KSZO Ostrowiec Świętokrzyski. Beniaminek z Podkarpacia jest rewelacją sezonu. W dramatycznych półfinałach pokonał 3-2 Developres i przejawia coraz większą chrapkę na awans do Orlen Ligi.

– Jakie to uczucie – utrzeć nosa faworytowi?
– To prawda, nie my byliśmy faworytem, ale część osób jednak dawała nam szansę na zwycięstwo. Zagraliśmy dobrze wszystkie mecze, choć w czwartym spotkaniu u siebie nie umieliśmy postawić kropki nad i. Pokonać tak wartościowy zespół jak Developres to jednak duża sprawa. Wszyscy w klubie jesteśmy mocno podbudowani. Już dawno nie było wokół tyle uśmiechu.

– Dwa razy wygraliście w Rzeszowie, podnosząc się po porażkach. Zdawał pan sobie sprawę, jak bardzo odporny psychicznie ma pan zespół?
– Wiedziałem, że dziewczyny są waleczne. W półfinałach z Developresem dały z siebie wszystko. To zaangażowanie było jednym z powodów, że to my wyszliśmy z tej rywalizacji zwycięsko. Konfrontacja była wyczerpująca psychicznie, stąd dużo prostych błędów z jednej i drugiej strony. Nerwy towarzyszyły nam wszystkim.

– Podczas tych spotkań mogliśmy się po raz enty przekonać, jak zmienną dyscypliną bywa kobieca siatkówka. Pan już do tych wahań przywyknął?
– Nie bardzo. Szala zwycięstwa przechylała się z jednej na drugą stronę i nigdy niczego nie można było być pewnym. W piątym secie piątego meczu prowadziliśmy wysoko, ale odetchnąłem dopiero po ostatniej piłce.

– Zapewne nauczony doświadczeniem z meczu w Krośnie, gdzie przegraliście seta, prowadząc 24-19…
– Zgadza się. Nam, mężczyznom, taką huśtawkę trudno pojąć (śmiech).

– Pan nie reagował tak emocjonalnie jak Marcin Wojtowicz, trener Developresu. Dusi pan w sobie emocje, czy może posiada skandynawską osobowość?
– Nie, ja też przeżywam każdy mecz. Długo wszystko odchorowuję. Dopiero kilka dni po zwycięstwie w Rzeszowie byłem w stanie wszystko na spokojnie przeanalizować. Dziś myślę już o finale z KSZO Ostrowiec Świętokrzyski.

– Dla Karpat, drużyny, która zaszła dalej niż planowała, finał z KSZO będzie nagrodą za dobrze wykonaną pracę?
– Ten sezon jest dla nas rewelacyjny, więc dlaczego nie miałby trwać nadal? Gdy zaszło się tak daleko, to cel jest tylko jeden: zwycięstwo i awans do Orlen Ligi!

– Wydaje się, że KSZO to drużyna z innej półki. Co zrobić, żeby skutecznie jej się przeciwstawić?
– Bardzo liczę na przełamanie ostrowieckiego kompleksu, bo statystyki nie są dla nas sprzyjające. Mierzyliśmy się z KSZO sześć razy, wygraliśmy zaledwie seta i to dość dawno temu, na turnieju. Zespół z Ostrowca ponoć bardzo się ucieszył na wieść, że to my będziemy jego przeciwnikiem w finale. Mam zatem nadzieję, że srodze się rozczarują.

– Karpaty jako klub byłby w stanie udźwignąć finansowo ciężar gry w ekstraklasie? Mówi się o tym, że same gwarancje finansowe to będzie koszt 2-3 mln zł, a gdzie budowa zespołu i reszta spraw?
– Nasz prezes powtarza: grajcie, potem zaczniemy się martwić. Ekstraklasa siatkarek to byłaby dla Krosna fantastyczna sprawa. Hala jest, kibice również, może znajdzie się też poważny sponsor?

– Podoba się panu reforma Orlen Ligi?
– Uważam, że o tak poważnych zmianach powinno się informować przed sezonem, a nie w trakcie rozgrywek. Zamknięcie ligi średnio mi się podoba. Bo wtedy taka pierwsza liga mocno straci na znaczeniu. Nie ja jednak podejmuję decyzję, więc trzeba się z tym pogodzić.

Rozmawiał Tomasz Szeliga

Leave a Reply

Your email address will not be published.