Futbol nauczył mnie pokory

Trener Tomasz Tułacz Resovię wprowadził do II ligi, teraz walczy o awans na zaplecze ekstraklasy z Siarką Tarnobrzeg. Fot. Bogdan Myśliwiec
Trener Tomasz Tułacz Resovię wprowadził do II ligi, teraz walczy o awans na zaplecze ekstraklasy z Siarką Tarnobrzeg. Fot. Bogdan Myśliwiec

II LIGA. Trener Siarki Tarnobrzeg Tomasz Tułacz o tym, że warto twardo stąpać po ziemi i wyjątkowo wymagających rozgrywkach.

9 – tyle punktów w czterech meczach 2014 roku zdobyli podopieczni Tomasza Tułacza. Siarkowcy są liderem i jednym z kandydatów do awansu na zaplecze ekstraklasy.

– 8 czerwca. Wie pan, co oznacza ta data?
– To będzie zapewne sobota albo niedziela (śmiech). Gramy wtedy u siebie z Concordią Elbląg. To ostatni mecz sezonu, więc życzyłbym sobie, żeby to był dla nas radosny dzień.

– Concordia wygląda na idealnego przeciwnika. Wygracie i otworzycie szampana…
– Spokojnie. Chciałbym, żebyśmy w tym dniu mieli poczucie dobrze wykonanej pracy. Powtarzam: celem nadrzędnym Siarki jest awans do nowej II ligi, co nie oznacza, że uciekamy przed ambitniejszymi wyzwaniami.

– Ano właśnie. Jesteście liderem, a pan ciągle w wywiadach opowiada, że celem jest utrzymanie.
– Gra w piłkę nożną na poziomie ekstraklasy i zawód trenera nauczyły mnie pokory. To w sporcie rzecz bezcenna. Nie chcę być posądzany o to, że nie posiadamy mentalności zwycięzców. Wprost przeciwnie. Głód sukcesu w Siarce jest ogromny. Tylko że dom buduje się od fundamentów, a nie od dachu. Od zawsze głoszę, że lepiej jeść małą łyżką.

– Od początku sezonu ktoś wypada panu ze składu z powodu kartek albo kontuzji, ale z kłopotami kadrowymi wyjątkowo dobrze sobie radzicie. Przed meczem z Motorem Lublin załamywał pan ręce, a potem rozbiliście rywala. Czemu pan taki asekuracyjny?
– Nie mówię o kłopotach, żeby szukać usprawiedliwienia, tylko stwierdzam stan faktyczny. Nie jestem asekurantem, lecz realistą. Czy pan wie, że w tym sezonie II liga miała już siedmiu liderów? Kto pamięta, że na czele tabeli były Stal Rzeszów, Motor czy Olimpia Elbląg? Nieważne, jaka drużyna jest dziś liderem, ważne, która będzie na szczycie właśnie 8 czerwca.

– Przed rokiem Wisła Płock i Puszcza Niepołomice awansowały, mając na koncie 70 punktów. Teraz tyle nie będzie potrzebne, bo liga stała się dużo bardziej wyrównana.
– Zgadza się. Mało kto zwraca uwagę na fakt, iż od strefy spadkowej dzieli nas zaledwie 9 punktów. Poziom się poprawił, bo jeszcze nigdy w II lidze nie grało tylu piłkarzy z ekstraklasy. Że wspomnę tylko Michała Jonczyka i Macieja Tataja w Motorze, Jakuba Bartkowskiego w Wigrach Suwałki czy choćby Piotra Gawęckiego w Stali Mielec.

– Ta pana ukochana Stal Mielec strasznie wiosną cieniuje…
– To jest właśnie ta pokora, o której mówię. Można trąbić, że jest się mocnym, pompować balon, ale to prawie zawsze źle się kończy. Nie ma bowiem zespołu, który wygrywałby wszystko.

– W maju zagracie z Wigrami, Stalą Stalowa Wola i Pogonią Siedlce. To wtedy rozstrzygnie się kwestia awansu?
– Nie sądzę. Moim zdaniem, po najbliższych pięciu, sześciu kolejkach będziemy wiedzieć, jakie zespoły powalczą o najwyższe cele, a które będą się bronić przed spadkiem. Na razie nikt nie uciekł ani nie został w tyle tak bardzo, że stracił szansę na utrzymanie.

– Gole dla Siarki zdobywało aż 12 zawodników. O czym to świadczy?
– O tym, że mam w zespole uniwersalnych piłkarzy. Bardzo mnie cieszy, że nie jesteśmy uzależnieni wyłącznie od formy napastników. Trochę częściej do siatki powinni trafiać skrzydłowi. Można im jednak wybaczyć, bo mają sporo asyst.

– Najlepszy strzelec – Marcin Truszkowski – to zawodnik z bogatą przeszłością, nie tylko piłkarską. Został niesłusznie oskarżony o handel narkotykami i siedział w więzieniu, wpadł w szpony hazardu, zmagał się z kontuzjami. Zatrudnienie go to było duże ryzyko?
– Gdy obejmowałem zespół, Marcin już był w Siarce i miał ważny kontrakt. Początki naszej współpracy były trudne, ale gdy przystosował się do nowych zasad, zaczęliśmy się dogadywać. Przeszłość Marcina mało mnie interesuje, choć czasem myślę sobie, że jego życiowe doświadczenie może się przydać chłopakom, którzy dopiero wkraczają w świat futbolu.

– Na koniec coś z innej beczki. Ktoś wykręcił panu numer na prima aprilis?
– Jadę na trening (rozmawialiśmy 1. kwietnia – red.), a tam na pewno chłopaki coś wymyślą (śmiech). I dobrze, bo w Polsce za rzadko się śmiejemy.

Rozmawiał Tomasz Szeliga

Leave a Reply

Your email address will not be published.