
Raport Najwyższej Izby Kontroli jawi się jako bardzo dobry scenariusz kontynuacji kultowego filmu „Drogówka”. Tyle że to nie film, a prawdziwe życie.
Najnowszy raport NIK, pokazujący jak działa drogówka, dosłownie nie zostawia suchej nitki na policjantach i ich przełożonych, którzy na co dzień mają dbać o bezpieczeństwo ruchu drogowego. Kontrolerzy wytykają błędy począwszy od wyszkolenia policjantów, a skończywszy nawet na oznaczeniu przez policjantów współrzędnych ok. 1,6 tys. miejsc wypadków i kolizji, zlokalizowanych według funkcjonariuszy nawet… na Półwyspie Arabskim.
Czym się zajmują policjanci z drogówki? Z raportu wynika, że głównie zatrzymywaniem za: prędkość, niezapinanie pasów, brak fotelików dla dzieci i nieprawidłowe oświetlenie pojazdów. Natomiast najmniej ujawniają wykroczeń: wobec pieszych, przejeżdżania skrzyżowań na czerwonym świetle i nieustąpienia pierwszeństwa przejazdu.
Z tym przekraczaniem prędkości to kontrola ujawniła w kilku przypadkach, że sami funkcjonariusze, nie podejmując żadnej interwencji, jeździli po mieście z dużą prędkością, łamiąc tym samym przepisy. Na przykład policjanci patrolujący drogę krajową nr 74 przekroczyli prędkość o 100 km/h, a jakby tego było mało, wyprzedzali w niedozwolonym miejscu – przed szczytem wzniesienia, jednocześnie przekraczając podwójną ciągłą. Oczywiście nie prowadzili w tym czasie żadnych działań interwencyjnych. Byli i tacy, co na drodze krajowej nr 9 wyprzedzali na… zakręcie oraz przekraczali również dopuszczalna prędkość o 110 km/h. Wykroczenia te były nagrane przez wideorejestratory i zarchiwizowane. NIK twierdzi, że brak reakcji ze strony przełożonych świadczy o tym, że nie ma prawidłowego nadzoru nad policjantami.
Brakuje specjalistycznych szkoleń
Raport pokazuje, że w policji nie stawia się na specjalistyczne szkolenia. Spośród 7556 policjantów drogówki zaledwie 6,6 proc. przeszło kurs czynności na miejscu zdarzenia drogowego. Kurs wideorejstratorów ukończyło zaledwie 8,4 proc. funkcjonariuszy, kurs tachografów cyfrowych 14,7 proc., kurs kierowania motocyklem szosowym jedynie 7 proc. A bardzo ważny kurs doskonalenia techniki jazdy samochodem 15,3 proc. Dlaczego ten ostatni jest taki ważny? Bo to właśnie policjanci z drogówki bardzo często podejmują pościg za kierowcami, jadąc przy tym nawet około 200 km/h. Trzeba zaznaczyć, że te szkolenia nie są obowiązkowe, ale oddają jednocześnie poziom wyszkolenia policjantów na co dzień służących w drogówce. Co więcej, 43 proc. policjantów drogówki nie ukończyło wymaganego przeszkolenia specjalistycznego w zakresie ruchu drogowego. A to oznacza, że jak twierdzą sami kontrolerzy, taki stan rzeczy może mieć wpływ na rzetelność dokonywanych przez policjantów ustaleń dotyczących zdarzeń na drodze, oceny uczestników ruchu, decyzji o nałożeniu mandatu, zwłaszcza w skomplikowanych sytuacjach, a także na kierowanie ruchem na skrzyżowaniach.
To nie koniec, bo podczas kontroli w jednostkach terenowych policji stwierdzono przypadki nieprawidłowości i uchybień działań podejmowanych przez funkcjonariuszy z drogówki. Na przykład na drodze krajowej nr 73 ciężarówka z ładunkiem wjechała do rowu. Nic nadzwyczajnego. Tyle że część pojazdu wystawała na drogę utrudniając przejazd innym kierowcom. Dosłownie przez 3 dni na miejscu pojawiał się patrol ruchu drogowego, ale nie upomniał kierowcy, aby oznaczył miejsce zdarzenia, policjanci również nie podjęli skutecznych czynności, aby zabezpieczyć miejsce zdarzenia – a wystarczyło jedynie ustawić trójkąt bezpieczeństwa, a na noc żółte światła błyskowe.
Inny przypadek: policjanci wjeżdżają na podziurawioną jak szwajcarski ser drogę, gdzie trzeba jeździć slalomem pomiędzy uszkodzoną nawierzchnią. Co robią? Nic. A powinni zgłosić ten fakt zarządcy drogi, aby ten załatał dziury i wprowadził stosowne oznaczenie. Co jeszcze? Np. policjanci, którzy patrolowali odcinek autostrady w Krakowie, nie wiedzieli lub ignorowali, jak mają się zachować podczas kontroli drogowej. Pozwalali m.in. na wyjście kierowcy z samochodu i ustawiali się tak na drodze, że mogli zostać potrąceni przez samochód.
Kontrolerzy zaglądnęli także do garaży i przyjrzeli się sprzętowi, jakim dysponuje drogówka. Okazuje się, i tu nie odkryli Ameryki, że brakuje sprzętu, choć paradoksalnie w niektórych jednostkach było go… za dużo.
Policjanci co jakiś czas chwalą się supernowoczesnym sprzętem, a przede wszystkim radiowozami. Tyle że 1/3 sprzętu, który już posiadają, to delikatnie mówiąc złom nadający się natychmiast do wymiany. Katastrofalne są także w niektórych policyjnych budynkach warunki przechowywania sprzętu, np. w stołecznej komendzie na motory, które warte są każdy 30 tys. zł, podczas opadu deszczu lub śniegu przecieka dach i leje się na nie woda oraz opada tynk z sufitu.
Wypadek w Polsce, według policjantów w Arabii Saudyjskiej
Według autorów raportu, policjanci błędnie rejestrowali dane na temat wypadków i kolizji w kartach zdarzenia drogowego i w Systemie Ewidencji Wypadków i Kolizji (SEWiK). Mimo obowiązku, policjanci w zdecydowanej większości przypadków nie rejestrowali współrzędnych geolokalizacyjnych (GPS) miejsca kolizji lub wypadku. Dotyczy to 96 proc. przebadanych przez NIK danych z SEWIK, czyli 366 tys. spraw. W SEWiK rejestrowano miejsca leżące w znacznym oddaleniu od dróg: na terenie pól uprawnych, rzek lub zbiorników wodnych. Współrzędne z 1599 zdarzeń drogowych, w tym 62 wypadków z rannymi lub zabitymi, oznaczone były poza granicami Polski, a nawet Europy. Kontrolerzy znaleźli np. oznaczenia wypadku w… Arabii Saudyjskiej czy Omanie.
Co więcej, kontrolerzy NIK wykazali, że w policyjnym systemie nt. zdarzeń drogowych brak jest skutecznych mechanizmów weryfikujących rejestrowane dane. Przykładowo SEWiK pozwalał na rejestrowanie nieprawidłowych numerów PESEL albo nieprawidłowych wartości poziomu alkoholu u kierowców. Publikowane przez Policję dane statystyczne na temat liczby zdarzeń drogowych i ich przyczyn były nierzetelne. Dotyczy to zwłaszcza liczby kolizji. W ocenie NIK brak informacji o ograniczeniach i błędach w systemie SEWiK może wpływać na rzetelność analiz dotyczących bezpieczeństwa na drogach, które opracowują podmioty inne niż policja, na podstawie jej danych.
Co innego pokazuje system, co innego mówią policjanci
Policjanci bardzo często przedstawiają opinii publicznej jako powód wypadków niedostosowanie prędkości do warunków jazdy. Dane te posiadają z SEWiK. Kłopot w tym, że w Karcie zdarzenia drogowego pierwszą w katalogu z przyczyn wypadków jest właśnie „niedostosowanie prędkości do warunków jazdy” (do SEWiK można wpisać tylko jedną przyczynę). Gdy jednak zapytać samych funkcjonariuszy, jak to zrobili kontrolerzy, o najczęstsze przyczyny wypadku, to policjanci z drogówki podają… nieuwagę, zmęczenie, zaśnięcie kierowcy, a także stan jezdni.
Żeby nie było, że drogówka do niczego się nie nadaje i należałoby ją zamknąć, zmienić przepisy, procedury, wymienić ludzi i lepiej ich przeszkolić tworząc nową jakość, NIK uznała, że nie wszystko jest takie złe. Większa liczba policjantów na drogach i liczne akcje prewencyjne przynoszą, według kontrolerów, pozytywne efekty. W 2013 roku nastąpił wyraźny spadek liczby wypadków oraz ofiar śmiertelnych. Tylko powstaje pytanie, czy aby na pewno to tylko efekt pracy drogówki?
Kontrole przeprowadzono od 1 stycznia 2012 roku do 30 czerwca 2013 roku w 32 jednostkach policji w tym w Komendzie Wojewódzkiej Policji w Rzeszowie.
Grzegorz Anton



9 Responses to "NIK wdeptał drogówkę w ziemię"