
STALOWA WOLA. Kłótnie na bazarach zawsze są głośne i nigdy nic dobrego nie przynoszą. Telewizja wyjechała, a pozostał gniew i wszystko po staremu.
Na placu targowym w centrum miasta rozgorzała bitwa o 4-arowe klepisko. Przeciwko sobie stanęli kupcy. Spór z targowiska przeniósł się później do magistratu. W telewizyjnej transmisji na żywo uczestniczyć w nim mogła cała Polska. Rykoszetem trafił na stadion piłkarski, bo okazało się, że kibice z kupcami mają wspólnego wroga. Najciekawsze jest to, że pyskówki nic nie dały. Protestujący handlarze będą musieli przesunąć swoje stragany poza plac budowy.
Dwa kupieckie stowarzyszenia chcą wybudować dwie nieduże hale targowe. Mają powstać na targowisku przy ul. Okulickiego. Kupcy budować je będą za własne pieniądze. Zgodę na inwestycje dała Rada Miejska. Zgoda ta przewrotnie okazała się impulsem do buntu ze strony pozostałych kupców. Protestują, bo teraz handlują w najlepszym miejscu, a po rozpoczęciu budowy będą musieli szukać sobie miejsca na peryferiach placu targowego.
Klub dostanie po kieszeni
Bunt po części był pokłosiem słabej komunikacji między magistratem i klubem sportowym „Stal”. Magistrat wspiera sport, dając klubowi prawo do zbierania opłat targowych. Przygotowując miejsce pod nowe hale, magistrat wypowiedział umowy dzierżawy kilku właścicielom tymczasowych kiosków. Klub jako inkasent poszedł dalej i zawiadomił wszystkich handlujących, że do maja mają zwinąć swoje stragany z przyszłego placu budowy.
– Klub wyszedł przed orkiestrę i zostanie za to ukarany – powiedział prezydent Andrzej Szlęzak. – Kupcy mogą handlować na starych miejscach do czasu rozpoczęcia budowy. Idziemy im na rękę, choć większość protestujących to ludzie spoza Stalowej Woli, którzy przyjeżdżają tu tylko zarabiać.
Suchej nitki prezydent nie zostawił na radnych, którzy stanęli po stronie protestujących. Najpierw sami głosowali za budową hal, a gdy podniósł się bunt, trójka rajców powiedziała, że „nie wiedziała za czym głosowała”. Ich było najwięcej widać w telewizji. Jest kampania, a tu darmowy występ się trafił. Szlęzak w swoim stylu nazwał ich „matołectwem”, a że dwóch jest z PiS, to jeszcze dodał cierpkości o „kaczych móżdżkach”. Zaznaczył też, że żadnych rozmów o zmianie planów inwestycyjnych na targowisku nie będzie. Lada dzień zostanie zmieniony regulamin placu targowego i wtedy zniknie opłata rezerwacyjna. Wnoszą ją handlujący, którzy nie chcą tracić czasu na nocne pilnowanie miejsca do targowania. Nielegalność tej opłaty już kilka razy wcześniej była podnoszona, ale magistrat dla dobra sprawy oko na nią przymykał.
Precz z łapami Szlęzaka!
Zapowiedź kary ubodła władze klubu sportowego. Na konferencji prasowej dla wybranych mediów, zarząd klubu winę za bałagan na targowisku przerzucił na magistrat. – Próbuje się nas karać za to, że postępujemy zgodnie z prawem – mówił prezes Leszek Kaczmarski. Krótko po konferencji na plac targowy zjechała telewizja. Przed kamerami stanęli ci, co o sporze coś wiedzieli, a w ich cieniu kibice piłkarzy „Stali”. Ci drudzy przyszli z transparentem: „Szlęzak kłamczuchu. Łapy precz od naszego klubu!”. I tak wojna z placu targowego przeniosła się na stadion piłkarski.
Jerzy Mielniczuk



4 Responses to "„Kacze móżdżki” i „Kłamczuch”"