Urzędnicy Ferenca dostali podwyżki

Urzędnicy są zadowoleni, choć zachwytem nie pałają. Bo, jak twierdzą, podwyżki będą symboliczne. Fot. Wit Hadło
Urzędnicy są zadowoleni, choć zachwytem nie pałają, bo, jak twierdzą, podwyżki będą symboliczne. Fot. Wit Hadło

RZESZÓW. W sumie 8 mln zł z kasy miasta trafi do kieszeni urzędników.

199 zł brutto – to średnia podwyżka, jaką prezydent Tadeusz Ferenc zafundował swoim urzędnikom. Od 1 kwietnia więcej zarabiać będzie około 3 tys. pracowników budżetówki podlegających prezydentowi. Łatwo można obliczyć, że miesięczny koszt utrzymania armii urzędników wzrośnie o ok. 597 tys. zł. Dla porównania, tylko na świąteczne oświetlenie miasta w okresie Bożego Narodzenia prezydent wydał 100 tys. zł więcej. Skąd bierze te pieniądze?

Średnia pensja urzędników wynosi około 2 tys. 800 zł „na rękę”. Po podwyżce wzrośnie dokładnie o 199 zł brutto. Wzrost wynagrodzenia będzie odwrotnie proporcjonalny do dotychczasowych zarobków: im wyższe, tym mniejsza podwyżka. I tak, pracownicy niższego szczebla, którzy zarabiają mniej niż 2 tys. zł, od przyszłego miesiąca na swoich kontach zobaczą po 250 zł brutto więcej. Dyrektorzy czy naczelnicy wydziałów, których pensje przekraczają 5 tys. zł brutto zarobią 110 zł brutto więcej.

Podwyżkę dostaną nie tylko bliscy współpracownicy prezydenta, ale także z jednostek pomocniczych Urzędu Miasta Rzeszowa (np. Miejski Zarząd Dróg) oraz pracownicy administracyjni szkół. W sumie około 3 tys. osób.

Summa summarum wyjdzie, że tylko w tym roku, w okresie od kwietnia do grudnia, miasto na podwyżki wyda około 8 mln zł. Pieniądze mają pochodzić z rezerwy finansowej oraz z oszczędności poprzetargowych.

Kto za to zapłaci?
Urzędnicy są zadowoleni, choć zachwytem nie pałają, bo, jak twierdzą, podwyżki będą symboliczne. Mieszkańcy Rzeszowa do tematu podchodzą sceptycznie.

– Tylko urzędy może być stać na podnoszenie pensji hurtowo, a nie za konkretne wyniki, jak to jest w normalnych przedsiębiorstwach. Każda następna władza w mieście będzie miała problemy z oponowaniem tej rozpuszczonej masy urzędników, bo nie ma możliwości obniżenia wynagrodzenia bez przyczyn dyscyplinarnych. Co będzie, kiedy skończą się unijne pieniądze, które obecnie stanowią chyba około 50 proc. budżetu? Zacznijcie się przyzwyczajać do dwukrotnego podwyższenia podatków – mówi pan Zbigniew, emeryt mieszkający na os. Nowe Miasto.

– Tak samo było za Gierka: baloniki, propaganda sukcesu, sztandarowe budowy socjalizmu i… skończyło się kartkami na wszystko. A zaprawdę długi Gierka to jakieś śmieszne sumy w porównaniu do tego, do czego doprowadziły obecne ekipy rządowe i samorządów – komentuje jeden z internautów.

***
Nagły, bo po trzech latach przestoju, wzrost zarobków urzędników nasuwa tylko jedną myśl: kampania wyborcza. Trudno nie odnieść wrażenia, że włodarz chciał się przypodobać urzędniczej armii, która w domyśle powinna „odwdzięczyć” się przy okazji wyborów samorządowych. Ale czy tak powinno zdobywać się wyborców?

Ewelina Nawrot

11 Responses to "Urzędnicy Ferenca dostali podwyżki"

Leave a Reply

Your email address will not be published.