
ŻUŻEL. NICE PLŻ. MARIAN WARDZAŁA, trener najbliższego rywala PGE Marmy, o pierwszym meczu w Daugavpils, niespodziankach inauguracyjnej kolejki i poniedziałkowych „Derbach Wschodu”.
W Poniedziałek Wielkanocny żużlowców PGE Marmy Rzeszów czekają „Derby Wschodu”, czyli wyjazdowy pojedynek z KMŻ Lublin. – Takie mecze zawsze są interesujące. Tor raczej nie będzie dla nikogo zaskoczeniem, bowiem zawodnicy obu drużyn mieli w przeszłości już okazję się na nic startować – przekonuje MARIAN WARDZAŁA, trener lubelskich „Koziołków”
– Inaugurujący rywalizację w Nice PLŻ mecz KMŻ Lublin w Daugavpils zakończył się remisem…
– Przed wyjazdem do Daugavpils remis brałbym w ciemno. Po meczu czuliśmy ogromny niedosyt, bo była szansa nawet na zwycięstwo. Mieliśmy problemy z przystosowaniem się do specyficznego toru, jaki jest w Daugavplis, a dodatkowo zawody w początkowej fazie „pędziły jak szalone”. W momencie, gdy jedni zjeżdżali z toru, kolejni zawodnicy już ustawiali się na kolorowych prostokątach w parku maszyn.
– Gdyby nie skromny dorobek Dawida Lampart (4 pkt) i juniorów, wygrana mogłaby być faktem…
– Dawid słabo pojechał w pierwszych swoich dwóch startach, ale potem wygrał bieg. Z kolei juniorów w tym meczu praktycznie nie mieliśmy, bo zdobyli tylko punkt.
– Remis w Dauygavplis, biorą pod uwagę przedsezonowe perturbacje należy chyba uznać jako sukces…
– Bardzo cieszymy się z tego punktu, zważywszy że przed spotkaniem z Daugavplis odbyliśmy tylko trzy treningi.
– A mało brakowało i KMŻ Lublin w ogóle nie przystąpiłby do zmagań w Nice PLŻ…
– Nie ma już do czego wracać i chwalić się tym, że straciliśmy tytularnego sponsora. Całe szczęście, że w Lublinie jest grupa ludzi, którym naprawdę zależy na żużlu. Chwała im za to.
– Żyje pan już poniedziałkowymi „Derbami Wschodu” z PGE Marmą Rzeszów?
– Cały czas jestem w Lublinie i czekamy na poprawę pogody, aby przeprowadzić trening. Po powrocie z Daugavpils prawie nam się to udało. „Kangury” chciały pojeździć, Watt był już praktycznie przebrany, a tu jak nie lunęło i… trzeba było odwołać zajęcia.
– Poniedziałkowy mecz jest zatem zagrożony?
– Prognozy zapowiadają poprawę pogody na weekend, więc mam nadzieję, że się sprawdzą. Wprawdzie na poniedziałek spodziewane są opady deszczu, ale jeśli nie będą one intensywne, to mecz powinien się odbyć. Mam nadzieję, że uda nam się przed nim potrenować i tor zarówno na trening, jak i na mecz uda nam się dobrze przygotować.
– I nie zepsuje go komisarz…
– W Daugavpils komisarz był od samego rana. Tor był równy jak stół, ale śliski i twardy, więc nie mogło być mowy o wyprzedzaniu. Praktycznie na wyjściu z pierwszego łuku znana była końcowa kolejność, a chyba nie o to w żużlu chodzi. Może zaczniemy zatem jeździć np. tylko jedno okrążenie, bo po co zużywać sprzęt, narażać się na koszty, skoro i tak wszystko jest jasne po kilkudziesięciu pierwszych metrach każdego biegu.
– Sugeruje pan zatem, że funkcja komisarza toru jest niepotrzebna?
– Nie. Komisarz powinien dbać o to, aby tor był równy i bezpieczny na całej długości i szerokości, ale nie koniecznie musi być twardy. Tor przyczepny również może być bezpieczny, a z pewnością będzie na nim więcej ścigania.
– W poniedziałkowy meczu w obu drużynach są zawodnicy, którzy w swoim żużlowym CV mogą sobie wpisać występy w barwach drużyny z Rzeszowa i Lublina…
– Takie mecze zawsze są interesujące. Tor raczej nie będzie dla nikogo zaskoczeniem. Paweł Miesiąc jeździł w Lublinie przez ostatnie lata, Maciek Kuciapa tamten sezon również spędził w Lublinie. Z kolei nasi zawodnicy także nie są nowi, znają nasz tor, więc w tym przypadku o jakimś zaskoczeniu nie może być mowy.
– Był pan zaskoczony wynikami pierwszej kolejki tego sezonu?
– Muszę nieskromnie przyznać, że przewidziałem zwycięstwo Tarnowa w Zielonej Górze, ale już wielkim zaskoczeniem była dla mnie porażka Torunia w Gdańsku. W naszej lidze nie spodziewałem się, że jeden z faworytów, jakim jest GKM przegra na własnym torze ze Startem Gniezno. To tylko pokazuje, jaki ten sezon będzie ciekawy.
– A co pan powie o waszym najbliższy rywalu, czyli PGE Marmie Rzeszów?
– Zawsze uchylam się od wszelkiego rodzaju typowań przed sezonem. Jako kibic stawiałem jednak na pierwszym miejscu GKM Grudziądz, a na drugim PGE Marmę Rzeszów. Pozostałe drużyny powinny walczyć o dwa miejsca w fazie play-off.
Rozmawiał Marcin Jeżowski


