Tadeusz Ferenc nagrywa amatorów dopalaczy, a nagrania wysyła do szkół

W tym sklepie przy ul. Mickiewicza nie są sprzedawane upominki, ale substancje odurzające. Fot. Paweł Bialic
W tym sklepie przy ul. Mickiewicza nie są sprzedawane upominki, ale substancje odurzające. Fot. Paweł Bialic

RZESZÓW. Czy włodarze działają zgodnie z prawem?

W małych sklepach przy ul. Langiewicza i ul. Mickiewicza kwitnie handel dopalaczami. Młodzi ludzie masowo uderzają po, ich zdaniem, bezpieczne używki. Sanepid bije na alarm, a prezydent montuje kamery nad sklepami. Płytki z nagraniami wysyła do szkół, żeby dyrektorzy sprawdzili, czy to ich uczniowie zaopatrują się w niebezpieczne substancje. Co na to prawnik? Czy takie działanie jest zgodne z prawem?

Ostatnio dużo mówi się na temat dwóch sklepów z dopalaczami, które wtopiły się w rzeszowską zabudowę. Długo nikt nawet nie wiedział o ich istnieniu. Sprawa wyszła na jaw, gdy do miejscowych szpitali zaczęli trafiać młodzi ludzie z podejrzeniem zatrucia substancjami zastępczymi. Sklepy w dalszym ciągu funkcjonują, choć każdy wie, że sprzedawana są tam dopalacze. – Mamy związane ręce – mówią policjanci.

„Mizerne efekty”
Powiatowa Stacja Saniarno-Epidemiologiczna w Rzeszowie, która przeprowadziła badania produktów sprzedawanych w sklepach przy ul. Mickiewicza i ul. Langiewicza, przyznaje, że sytuacja nie wygląda najlepiej, zwłaszcza w tym pierwszym. Zastrzega jednak, że z tego typu problemem zmaga się cała Polska, nie tylko Rzeszów. Wyjściem mają być wzmożone kontrole, które zostaną przeprowadzone we współpracy z Wojewódzką Inspekcją. – Brakuje kompleksowego działania. Mówienie, że problem dotyczy wszystkich, nie tylko Rzeszowa, to usprawiedliwienie mizernych efektów – mówi Robert Kultys z PiS.

Miasto znalazło swój, jak przystało na miasto „innowacji” sposób na walkę z dopalaczami. Specjalnie na polecenie prezydenta zamontowano kamery nad sklepami. – To nie są próby inwigilacji. Tak się robi nie tylko u nas, ale i w całej Polsce – zapewnia prezydent Tadeusz Ferenc. Płytki z nagraniami osób wchodzących do sklepów wysyłane są do dyrektorów wszystkich szkół na terenie miasta. Zdaniem włodarzy, powinni oni mieć „ogląd na swoich uczniów”.

Nic nie widać
– Nagrania trafiły do nas, ale właściwie niewiele z nich można odczytać, ponieważ są „od góry” i twarzy nie widać, a do sklepu wchodzą zwykle z kapturem na głowie – mówi Ryszard Soboń, dyrektor Zespołu Szkół Ogólnokształcących nr 4 w Rzeszowie. – Nie wiem czy takie działania będą skuteczne. Z mojej strony zorganizowałem już profilaktyczne spotkanie z rodzicami, żeby przestrzec ich przed dopalaczami, żeby zwrócili uwagę np. na opakowanie, które ich dzieci przyniosą do domu i to, że jeśli pisze na nich, że nie nadają się do spożycia dla ludzi, albo że to upominki kolekcjonerskie, to mogą to być te niebezpieczne substancje – dodaje.

Dyrektor przyznaje, że walka z dopalaczami jest niezwykle trudna, bo na rynku pojawiają się coraz nowsze produkty. Sugeruje, że klienci z nagrań to raczej osoby w wieku licealnym bądź studenci. – Dyrektorom trudno byłoby rozpoznać swoich uczniów, ponieważ trudno jest zapamiętać twarze wszystkich uczniów – dodaje. Gdyby jednak uczeń został zidentyfikowany, natychmiast zostaliby poinformowani o tym jego rodzice.

KOMENTARZ
Adwokat Krzysztof Kopciuch, prowadzący Kancelarię Adwokacką w Rzeszowie i Lubaczowie:
– Wizerunek osoby jest jej danymi osobowymi, stąd przysługuje nam jego ochrona dzięki zapisom ustawy o ochronie danych osobowych oraz ustawy o prawie autorskim. Osoba wyrażająca zgodę na rozpowszechnianie (publikację) jej wizerunku musi posiadać wszystkie dane związane z czasem, miejscem i formą mających nastąpić publikacji, także wiedzę o wizerunkach towarzyszących i treściach komentarzy, bądź opisów. Odstępstwem od zasady ochrony wizerunku są enumeratywnie wyliczone przypadki, kiedy trudno nam będzie ochronić swój wizerunek przed upublicznieniem, a mianowicie, gdy wizerunek przedstawia nas w czasie wykonywania pełnionej funkcji publicznej, nasza osoba stanowi szczegół większej całości (np. publiczna impreza) lub jesteśmy osobą powszechnie znaną. Jeśli nasz wizerunek jednak ukaże się, łamiąc zapisy ustawowe, możemy domagać się zakazu rozpowszechniania go, usunięcia ze stron internetowych, emisji telewizyjnej itp. Możemy domagać się przeprosin, a także zadośćuczynienia, którego wysokość określi właściwy sąd.

Ewelina Nawrot

12 Responses to "Tadeusz Ferenc nagrywa amatorów dopalaczy, a nagrania wysyła do szkół"

Leave a Reply

Your email address will not be published.