
RZESZÓW, PODKARPACIE. Czas ucieka, a Ministerstwo Rolnictwa… obiecuje.
– Cały czas czekamy na rozwiązanie, które pozwoli nam kontynuować produkcję po 1 września – mówi Fryderyk Kapinos, prezes Polskiego Stowarzyszenia Producentów Wyrobów Wędzonych Tradycyjnie. To właśnie wtedy ma wejść w życie unijne rozporządzenie, które wyeliminuje z rynku małych i średnich wędliniarzy, stosujących znane od stuleci tradycyjne metody wędzenia, czyli dymem z drewna. Sytuacji mogłoby zapobiec Ministerstwo Rolnictwa, ale zdaje się nie przejmować tym problemem.
Z przeprowadzonych w marcu br. badań wynika, że 58 proc. badanych próbek wędlin wędzonych tradycyjnie nie spełnia nowych unijnych norm tzw. substancji smolistych. Czy to oznacza, że są one niezdrowe i przez kilkaset lat Polacy się nimi truli? – Oczywiście, że nie. Skoro innych produktów, np. małży, kakao, czekolady, mięsa grillowanego czy wędzonego szprota nowe normy nie dotyczą, to mówienie o zdrowiu klienta jest tu hipokryzją – tłumaczy Kapinos.
Polscy wędliniarze słusznie zatem domagają się zmiany przepisów bądź odstępstwa od nich, bo w przeciwnym wypadku dalszą produkcję ryzykować będą olbrzymimi karami finansowymi. Jednym z rozwiązań patowej sytuacji byłoby „podciągnięcie” wędzonek tradycyjnych pod wędliny grillowane, bo tych ostatnich nowe unijne rozporządzenie nie dotyczy. – Ostatnio Ministerstwo Rolnictwa nam to obiecało, ale nie mamy żadnych zapewnień na piśmie – mówi Kapinos. – Jeśli nic się nie zmieni, to obecne święta będą ostatnimi z tradycyjną wędzonką – dodaje.
Arkadiusz Rogowski



3 Responses to "Czy to ostatnie święta z tradycyjną wędzonką?"