
NICE PLŻ. Junior PGE Marmy, Łukasz Sówka, o występach na trójkę z plusem, ostrej jeździe Andrieja Kudriaszowa, problemach z twardymi torami i obecności w jego życiu polskiego papieża.
Junior PGE Marmy Rzeszów, Łukasz Sówka, nie do końca jest zadowolony ze swojej dotychczasowej postawy na torach Nice PLŻ. – To dopiero dwa mecze, ale mam nad czym pracować. Największy problem mam z dopasowaniem się do twardych torów – mówi Łukasz Sówka.
– Remis w Lublinie rozpatrujesz w kategoriach sukcesu czy porażki?
– Pozostał bardzo duży niedosyt. Jeden punkt na wyjeździe jest wprawdzie cenny, ale była duża szansa na dwa „oczka”. Wszystko układało się po naszej myśli. Gdyby nie pech i defekt Kenni Larsena, kiedy to straciliśmy punkty, nasza wygrana byłaby faktem.
– W starciu z „Koziołkami” zdobyłeś wprawdzie 6 punktów, ale zdołałeś pokonać jedynie lubelskich juniorów.
– Wynik nie jest zły, ale zawsze mógłby być lepszy. Żałuję zwłaszcza biegu z Andriejem Kudriaszowem. Nie dało się go jednak wyprzedzić, gdyż jeździł on po całym torze, od krawężnika do bandy i z powrotem, dodatkowo jeszcze ciągle się oglądał w lewo i prawo. Tak się nie powinno jeździć!
– Po dwóch meczach PGE Marma ma na swoim koncie 3 punkty. Jaką notę wystawiłbyś sobie za dotychczasowe Twoje dwa ligowe występy?
– Powiedzmy, że pojechałem na trójkę z plusem. Największe problemy mam z dopasowaniem się do twardych torów, a taki był właśnie w Lublinie. Podobnie było w pierwszym meczu z Orłem Łódź w Rzeszowie. Dwa pierwsze biegi wygrałem. Później była dłuższa przerwa spowodowana wyjazdem karetki. Tor przesechł, zrobił się twardy i zaczęły się moje kłopoty. Sprzęt spisuje się nieźle, ale muszę popracować właśnie nad przystosowaniem go do twardych nawierzchni.
– Czasu na to będzie teraz sporo, bowiem najbliższy mecz ligowy PGE Marma pojedzie dopiero 4 maja…
– I właśnie nad tym będziemy pracować na treningach. W tym tygodniu mam zaplanowane dwa treningi w Ostrowie. W przyszłym tygodniu czeka mnie wyjazd do Danii, a potem już treningi w Rzeszowie, bezpośrednio przed meczem z Rybnikiem.
– W tamtym sezonie startowałeś w Enea Ekstralidze, teraz jeździsz w Nice PLŻ. Jak porównasz poziom tych dwóch lig?
– Szczerze? Myślałem, że w Nice PLŻ będzie łatwiej o punkty, a tak nie jest. Poziom jest dość wysoki, a przede wszystkim bardzo wyrównany. Praktycznie każdego stać na wygranie z każdym i aby solidnie zapunktować, trzeba się nieźle napracować.
– Zaskoczyły Cię wyniki dwóch pierwszych kolejek? Wydaje się, że największą niespodzianką in minus jest postawa GKM-u Grudziądz.
– Dotychczasowe wyniki pokazały, że liga będzie bardzo wyrównana i każda drużyna na swoim torze jest bardzo mocna. Dlatego też tym cenniejszy jest nasz punkt zdobyty w Lublinie. GKM rzeczywiście zaczął słabiej sezon, ale jest jeszcze sporo meczów i dużo punktów do zdobycia, więc na razie nie skreślałbym żadnej drużyny.
– Odbiegając nieco od zmagań czysto sportowych: w najbliższą niedzielę w Rzymie odbędzie się kanonizacja papieża Jana Pawła II. Wydaje się, że to bardzo bliska Tobie osoba…
– Rzeczywiście tak jest. Na mojej kierownicy widnieje napis „JAN PAWEŁ II”. Również na klatce piersiowej, na wysokości serca mam tatuaż z takim napisem.
– Skąd fascynacja Janem Pawłem II?
– Wszystko zaczęło się jakieś 14 lat temu. O ile dobrze pamiętam, to był 2000 rok. Jako mały chłopiec razem z rodzicami był na audiencji u papieża, podczas której ojciec święty nas pobłogosławił. Można powiedzieć, że miałem wówczas papieża na wyciągnięcie ręki. To było dla mnie bardzo ważne wydarzenie. Cały czas czuję, że papież jest ze mną i czuwa nad tym wszystkim, co robię.
– Wybierasz się zatem w najbliższą niedzielę do Rzymu?
– Nie, ale na pewno znajdę czas, aby śledzić wydarzenia z Watykanu w telewizji.
Rozmawiał Marcin Jeżowski


