
40 lat temu odsłonięto pomnik Walk Rewolucyjnych. W uroczystości uczestniczył szkolony w Związku Sowieckim twardogłowy komunista.
Rzeszowianie są naznaczeni stojącym w centrum miasta olbrzymim pomnikiem Czynu Rewolucyjnego. Dla jednych jest on powodem do dumy, dla drugich do wstydu i drwin. Ci pierwsi ubolewają, że monument niszczeje, że pamiętają o nim tylko gołębie, ci drudzy, wręcz odwrotnie, cieszą się z tego faktu i nawołują do usunięcia pomnika z przestrzeni miejskiej.
Temat pomnika ponownie zaczął rozgrzewać umysły, gdy ojcowie bernardyni odzyskali zawłaszczony im w okresie PRL plac z niechcianym inwentarzem, czyli betonowym obeliskiem. Zakonnicy po odzyskaniu placu wybudowali ogród włoski z parkingiem. Plac zmienił się nie do poznania, z wyjątkiem pomnika, który jak stał, tak stoi w centrum miasta. Bernardyni najchętniej by się go pozbyli, ale nikt go nie chce zabrać.
Akcja SLD
Gdy w ubiegłym roku organizatorzy katolickiego „Festiwalu wiary” wywiesili na pomniku baner, zwolennicy pomnika złożyli do prokuratury zawiadomienie o naruszenie jego artystycznej integralności. I wtedy dowiedzieli się, że nie jest on prawnie chroniony. Rzeszowska sprawa zbiegła się z podobną w Warszawie. Tamtejszy sąd uznał, że stołeczny pomnik Braterstwa Broni wcale nie jest pomnikiem, bo „ochronie prawnej podlega obiekt wzniesiony dla upamiętnienia zdarzenia bądź uczczenia osoby, której ta cześć jest należna”. Od tamtego czasu obrońcy rzeszowskiego pomnika zaczęli czynić zabiegi o jego odkupienie z rąk bernardynów. W tym celu wystąpili do rady miasta z petycją podpisaną przez kilkaset osób. W petycji znalazło się też stwierdzenie o przywrócenie pomnikowi jego funkcji, co należy odczytywać jako próbę odnowienia jego symbolicznej roli, która realizowałaby się podczas różnych uroczystości. Nieformalnym promotorem tej akcji jest klub SLD, który w swoich działaniach stale zasłania się wolą społeczeństwa.
Gdy przygotowany przez SLD obywatelski projekt trafił do ratusza, grupa radnych PiS zwróciła się do IPN w Rzeszowie o przedstawienie informacji na temat ideologicznego podłoża pomnika. Na jednej z sesji taką informacje radnym przedstawił pracownik IPN. Po jego wystąpieniu część radnych PiS wniosła projekt o usunięciu pomnika z materiałów promocyjnych miasta. I od tamtego czasu w Rzeszowie wrze tak, że ptaki, które uwiły sobie gniazda w olbrzymim monumencie, nie mogą spać spokojnie.
„Myśl pomnika sprawia wiele kłopotu”
Historia pomnika o dwojgu nazwach – Walk Rewolucyjnych i Czynu Rewolucyjnego – jest ciekawsza niż nie jednemu by się to mogło wydawać. Jego genezę w oparciu o zachowane dokumenty, akta Komitetu Społecznego Budowy Pomnika i Komitetu Wojewódzkiego Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej, zbadał Bogusław Kleszczyński z IPN Oddział Rzeszów. Historyk mówi, że głównym inicjatorem budowy pomnika w 1967 roku był ówczesny I sekretarz Komitetu Wojewódzkiego PZPR w Rzeszowie, Władysław Kruczek, przed wojną działacz nielegalnej Komunistycznej Partii Polski.
– Kruczek podczas swoich rządów dużo energii i czasu poświęcał na uzasadnianie dziedzictwa komunistycznego ziemi rzeszowskiej. Organizował konferencje, wystawy, inicjował liczne publikacje. Narzędziem jego polityki była Zdzisława Trawińska. Kruczek intensywnie próbował uzasadnić, że komuniści zawsze tu byli i mieli na Rzeszowszczyźnie wielkie znacznie. Jednocześnie budował legendę własnej rodziny – wyjaśnia tło powstania pomnika Bogusław Kleszczyński. – Zwieńczeniem tej legendy miało być wybudowanie monumentu, który by pokazywał przyszłym pokoleniom, że Rzeszów ma komunistyczne tradycje. Problem polega na tym, że działalność Kruczka nie miała rzeczowych podstaw. Ruch komunistyczny na Rzeszowszczyźnie był bardzo słaby.
W 1967 r. powstał Wojewódzki Komitet Budowy Pomnika Walk Rewolucyjnych w Rzeszowie, do którego nazwy niebawem dołączono słowo „Społeczny”. Przewodniczącym komitetu został sam towarzysz Kruczek. Nie zachowały się dokumenty komisji konkursowej, ale dzięki książce emerytowanego urbanisty Władysława Henniga, „Rzeszowski alfabet” wiadomo, że projekty przygotowało sześciu rzeszowskich artystów. Poza konkursem wygrał wskazany przez Kruczka młody krakowski rzeźbiarz Marian Konieczny, który w dorobku miał już warszawską Nike. Rzeźbiarz miał problem z uchwyceniem idei Kruczka. – Konieczny pisał, co zachowało się w dokumentach, że „myśl pomnika Walk Rewolucyjnych na Rzeszowszczyźnie sprawia wiele kłopotu w nadaniu kształtu, który byłby właściwym symbolem walk chłopskich, gdyż to szczególnie dotyczy tego regionu” – mówi Kleszczyński. Jak czytamy w protokole z 18 kwietnia 1968 r. z okazania projektów: „pierwszy projekt swym kształtem przedstawia ptaka, orła, coś w rodzaju anteny radarowej. W części wklęsłej na pomniku na rozwiniętym sztandarze przedstawiona jest postać rewolucyjna. Z zewnętrznej strony – wypukłej trzy rzeźby przedstawiające postacie: chłopa, robotnika i żołnierza (…). Drugi projekt przedstawia dwa zgięte liście związane sztandarem rewolucji. Od strony wew. na sztandarze umieszczone są trzy głowy chłopa, żołnierza i robotnika. Ze str. zew. na sztandarze bogini zwycięstwa, coś w rodzaju warszawskiej Nike. (…).” O wyborze tego projektu zdecydowało to, że pomnik był wyższy od wieży kościoła bernardynów.
Zachował się dokument z ideologicznym uzasadnieniem budowy pomnika przygotowanym przez Trawińską. Powoływała się ona m.in. na powstanie w Rzeszowie PSL, jednocześnie na ruch komunistyczny, Komunistyczną Partię Polski i Komunistyczną Partię Zachodniej Ukrainy. – W ocenie historyków obie te ostatnie struktury były sowiecką agenturą w Polsce i dążyły do likwidacji niepodległego państwa polskiego i włączenia go do Związku Radzieckiego – podkreśla Kleszczyński. – Organizowanie strajków chłopskich w okresie przedwojennym Trawińska ewidentnie przypisuje Komunistycznej Partii Zachodniej Ukrainy. Co częściowo się zgadza. Ciekawostką jest to, że odwołuje się też do powstania leskiego z 1932 roku, które miało w części etniczny charakter. W przygotowanym przez Trawińską katalogu walk rewolucyjnych znalazły się też walki Urzędu Bezpieczeństwa, MO, PPR, ORMO i Korpusu Bezpieczeństwa Wewnętrznego z podziemiem niepodległościowym, a zabrakło tradycji PPS i legionów polskich.
Ludzie nie chcieli dawać pieniędzy
Budowa pomnika rozpoczęła się w 1970 roku od przygotowania podmokłego gruntu pod budowę kolasa z betonu. Według zachowanych dokumentów, mieszkańcy Rzeszowszczyzny nie spieszyli się do wpłacania dobrowolnych składek na rzecz budowy. Kilka powiatów opóźniało wpłaty latami. Jak czytamy w protokołach Społecznego Komitetu Budowy, szczególnie poważne trudności napotkała zbiórka funduszy w 1971 r. – po masakrze robotników na Wybrzeżu w grudniu 1970 r. „Trzeba podkreślić, że pewne zahamowanie prac […] wynikało z nie najlepszej atmosfery jaka powstawała wokół budowy pomnika po wypadkach grudniowych. Dało się zauważyć nawet pewną rezerwę w wielu środowiskach” – czytamy w dokumentach. Do 1972 roku komitet nie miał zamkniętego budżetu. By ratować budżet, opodatkowano członków partii w Rzeszowie. Komitet sięgnął też po publiczne pieniądze. Budowa została sfinansowana w ok. 50 proc. z rezerwy Wojewódzkiej Rady Narodowej. W sumie na ten cel wydano oficjalnie ponad 10 milionów złotych, a nieoficjalnie 30 mln złotych. Problemy z finansowaniem pomnika zrodziły wiele legend. Mówiono, że rozkradano materiały budowlane. Co było bardzo prawdopodobne, że część pieniędzy miała pochodzić z budżetu przeznaczonego na budowę szpitala.
Prace nad pomnikiem przedłużyły się nie tylko z powodu braku pieniędzy, ale także w związku z zaangażowaniem Koniecznego przy budowie pomnika Lenina w Nowej Hucie oraz z powodu typowej dla PRL niegospodarności i kłopotów ze zdobyciem materiałów budowlanych. Pierwotnie pomnik miał być gotowy w 1972 roku, czyli na 30-lecie powstania Polskiej Partii Robotniczej, ostatecznie odsłonięto go 1 maja 1974 roku, czyli dokładnie 40 lat temu. Treść napisów na tablicach kamiennych na obelisku ułożył pisarz Zbigniew Domino, były prokurator wojskowy z okresu stalinowskiego. Dwa napisy głoszą: „Czyn wasz bohaterski – sława nieśmiertelna – pamięć nasza bezgraniczna”; „W hołdzie bohaterom walk rewolucyjnych o Polskę Ludową społeczeństwo ziemi rzeszowskiej w XXX-lecie PRL.”
Partyjny beton wygłasza mowę
O uroczystości odsłonięcia poinformowały na pierwszej stronie partyjne „Nowiny Rzeszowskie”. Według prasowej relacji, „uroczystość zgromadziła 25 tysięcy osób”. Na trybunie honorowej obok siebie stanęli m.in. I sekretarz KW PZPR w Rzeszowie Jerzy Gawrysiak i konsul radziecki z Krakowa Mikołas Jackiaviczius. Jako pierwszy przemówienie wygłosił „zasłużony weteran ruchu robotniczego, uczestnik walk w Hiszpanii Tomasz Wiśniewski”. „Pomnik ten jest symbolem wiecznej chwały towarzyszom naszej walki (…) tym z (…) partyzanckiej drużyny, posterunku milicji i służby bezpieczeństwa, stawiającego czoła terrorowi reakcyjnego podziemia, tym wszystkim, którzy oddali swoje życie za Polskę, wolność, za socjalizm”. Człowiek, który wygłosił to przemówienie, urodził się w Siedliskach k. Rzeszowa. Przed wojną był działaczem zdelegalizowanej Komunistycznej Partii Polski, brał udział w wojnie domowej w Hiszpanii w 1938 roku, w latach 1939-44 nie walczył w Polsce z okupantem niemieckim, tylko przebywał w Związku Sowieckim, gdzie był m.in. słuchaczem siedmiomiesięcznego kursu Kominternu. W latach 1945-46 zajmował najwyższe stanowiska w rzeszowskiej bezpiece.
Po 1 maja 1974 plac przed pomnikiem stał się centralnym miejscem partyjno-państwowych uroczystości. Pod pomnikiem defilowały poczty sztandarowe, dzieci i młodzież składały kwiaty, pląsali tancerze w ludowych strojach, pod pomnikiem odbyła się też masówka potępiająca robotników po zajściach w Ursusie i Radomiu w 1976 roku.
Na 1000-lecie państwa polskiego
Inne okoliczności powstania pomnika przedstawia były wiceprezydent Rzeszowa i prezes Stowarzyszenia Opieki nad Starym Cmentarzem w Rzeszowie, Wiesław Walat. Według niego i Wiktorii Helwin, pomysłodawcą budowy pomnika był Włodzimierz Kozło, były uczestnik walk o polskie Kresy, kurier karpacki, akowiec, wreszcie społecznik, któremu zawdzięczamy uratowanie starego cmentarza w Rzeszowie, a prywatnie ojciec pani Helwin. Kozło, członek PZPR, miał w 1966 roku wystąpić z ideą budowy pomnika upamiętniającego 1000-lecie państwa polskiego. Nie zachował się jednak dokument z tamtego roku, który mówiłby o projekcie Kozło oraz jak miałby ten milenijny pomnik wyglądać. Zachował się natomiast reprint broszury Włodzimierza Kozło z 1977 roku, czyli wydanej już po powstaniu monumentu, w której autor wyjaśniał genezę pomnika: „Z inspiracji Roku milenijnego państwa polskiego obchodzonego uroczyście w Rzeszowie, jak w całym kraju, wynikła wśród naszego społeczeństwa myśl wizualnego wyrażenia czci dla zrywów wolnościowych, w jakie obfitowała od dziesiątków lat ziemia rzeszowska”. Kozło napisał, że w 1967 roku zawiązał się komitet budowy pomnika, który następnie przekształcił się w Wojewódzki Społeczny Komitet Budowy Pomnika Walk Rewolucyjnych, którego honorowym przewodniczącym został ówczesny I sekretarz KW PZPR w Rzeszowie, tow. Władysław Kruczek. Reprint broszury wydało w br. Stowarzyszenie Opieki nad Starym Cmentarzem w Rzeszowie.
– Kozło jednoznacznie podaje, że zawiązał się społeczny komitet budowy pomnika, oddolny. Potem komitet poszedł do tow. Kruczka, bo gdzie miał iść w tamtych czasach? Kruczek się zgodził, ale nie na pomnik milenijny, tylko walk rewolucyjnych. Kruczek nie mógł odmówić, bo centralne władze namawiały społeczeństwo do oddolnych inicjatyw z okazji 1000-lecia państwa polskiego – mówi W. Heliwn. Kozło był bardzo przywiązany do idei pomnika, o czym świadczy to, że prowadził nieformalny dziennik jego budowy, dokumentował go na wielu zdjęciach.
Wiesław Walat i Wiktoria Helwin inaczej odczytują wymowę betonowego monumentu. Walat sięga po broszurę Wojewódzkiego Obywatelskiego Komitetu Ochrony Pomników Walki i Męczeństwa wydaną w maju 1974 roku z okazji odsłonięcia pomnika. Twierdzi, że broszura jest koronnym dowodem na to, że prawdziwą ideą pomnika miało być upamiętnienie 1000-lecia państwa polskiego i walk toczonych na terenie dzisiejszego Podkarpacia, jak chciał tego pierwotnie W. Kozło, od czasów piastowskich do krwawych zmagań z UPA. – Lecz w chwilach, gdy Ojczyzna znajdowała się w niebezpieczeństwie, ten traktowany po macoszemu i podnoszący rękę na pana chłop wykazywał głębokie przywiązanie do swego kraju – czyta broszurę Walat. – Jego symbolika nie jest komunistyczna, jest neutralna. Przedstawia on sól ziemi rzeszowskiej: chłop żywi, robotnik wytwarza, żołnierz broni. Elity intelektualne pojawiły się dopiero później. Teraz lewica znowu chce zawłaszczyć ten pomnik. Nie możemy pozwolić na zmianę jego ideologii – mówi były wiceprezydent Rzeszowa, kojarzony z prawicowymi środowiskami.
Małżeństwo jest za „odkłamaniem czarnej legendy pomnika” i namawia, by na tamte czasy nie patrzeć zero-jedynkowo. Przytaczają relację kierownika budowy pomnika Stanisława Lecha. – Pan Lech powiedział, że na dwa tygodnie przed odsłonięciem pomnika granitowe tablice pod pomnikiem były czyste, bo towarzysze z komitetu nie wiedzieli, co ma na nich być napisane. Domino przyszedł z pomocą i napisał o XXX-leciu PRL, bo akurat się zbiegły daty. Pozostały jeszcze dwie niezapisane tablice, które, jak mówili między sobą wówczas robotnicy, czekają na prawdziwą historię tego pomnika.
Nie „zmiękczajmy” pomnika
Trudno się zgodzić z poglądem, że pomnik Walk Rewolucyjnych wyraża treści sprzeczne ze swoją nazwą. Wskazują na to przytoczone przez pracownika IPN dokumenty. Pomocna w odczytaniu pomnika może też być wiedza z zakresu komunistycznej ikonografii. Grupa figur żołnierz-robotnik-chłop mówi o sojuszu robotniczo-chłopskim, który był w centrum oficjalnej ideologii PZPR. Na straży tego sojuszu stał żołnierz polski. Przedstawianie takich „braterskich”, muskularnych grup było stałym elementem twórczości komunistycznych i faszystowskich artystów, którzy w swoich dziełach wychwalali „nowego człowieka”. Dzierżone sztandary też są typowym komunistycznym motywem (co prawda nie ma na nich sierpa i młota, ale rzeźbiarz nie zaznaczył też, by były one biało-czerwone). Ruch uchwycony w figurze kobiety, uosabiającej „coś w rodzaju warszawskiej Nike”, jak i w grupie figur z drugiej strony pomnika, podkreśla, że komuniści budowali „doskonałe” społeczeństwo przyszłości. Całość ma śmiałą, gigantyczną formę typową dla chociażby pomników z byłej komunistycznej Jugosławii.
Dyskusja o pomniku nie jest tematem zastępczym. Niedawno w postkomunistycznym dzienniku „Trybuna” na jego temat ukazał się artykuł, którego autor robi wszystko, by odczarować pomnik z jego komunistycznych znaczeń, by „zmiękczyć” jego ideologię. Zresztą takiego zmiękczania dokonują też władze miasta rządzonego przez postkomunistycznego prezydenta Tadeusza Ferenca, które propagują monument jako popkulturową ikonę miasta. Doszło do tego, że pomnik można znaleźć na koszulkach AZS Uniwersytetu Rzeszowskiego. Warto zadać następujące pytanie: co sport ma wspólnego z tym pomnikiem?
I ostatnie, najważniejsze pytanie: czy pomnik należy zburzyć? Niech stoi, ale z rzetelną informacją o jego historii oraz jako przestroga dla przyszłych pokoleń. Bo jeszcze komuś może przyjść do głowy, by poprosić jakieś „bratnie” państwo o pomoc w przywróceniu w Polsce jakiejś dyktatury.
Piotr Samolewicz



24 Responses to "Sztandar rewolucji nad Rzeszowem"