Policjant się pomylił, mandat anulowany, ale skarbówka chce ściągnąć pieniądze

Lesław Janicki, zastępca naczelnika Pierwszego Urzędu Skarbowego w Rzeszowie, uspokaja naszego Czytelnika, twierdząc, że jeżeli postanowienie sądu mówi o uchyleniu mandatu, to urząd skarbowy nie weźmie od niego nawet złotówki. Fot. Paweł Bialic
Lesław Janicki, zastępca naczelnika Pierwszego Urzędu Skarbowego w Rzeszowie, uspokaja naszego Czytelnika, twierdząc, że jeżeli postanowienie sądu mówi o uchyleniu mandatu, to urząd skarbowy nie weźmie od niego nawet złotówki. Fot. Paweł Bialic

RZESZÓW. Kierowca nie popełnił wykroczenia, ale mandat musi zapłacić.

Sytuacja, która wydarzyła się naszemu Czytelnikowi, panu Pawłowi, brzmi wręcz absurdalnie. W lutym dostał od policjantów mandat za zawracanie. Później policjanci doszli do wniosku, że nie popełnił wykroczenia, a Sąd Rejonowy w Rzeszowie uznał, że rzeczywiście tak było i uchylił mandat. To powinien być koniec sprawy. Jednak pan Paweł niedawno otrzymał pismo z rzeszowskiej skarbówki, która wzywa go do zapłaty 250 zł za anulowany mandat plus 15 zł kosztów egzekucyjnych.

– Jechałem w lutym ulicą Piłsudskiego. Na skrzyżowaniu tej ulicy z ulicą Asnyka zawróciłem, bo chciałem jechać w kierunku osiedla Baranówka. Wtedy zatrzymali mnie policjanci i zaproponowali mandat za wykonanie manewru zawracania. Uważałem, że jeśli oni tak interpretują przepisy, to mają rację i przyjąłem mandat, bo nie chciałem chodzić do sądu – opowiada.

Policjant się pomylił, ale przyznał się do błędu
Pan Paweł, zanim zapłacił mandat otrzymał po około tygodniu od “popełnionego” wykroczenia pismo z policji, w którym sami funkcjonariusze przyznali się do błędu. Dlaczego się pomylili?

Umieszczona na znaku F-10 strzałka zezwalająca na skręcenie w lewo ze skrajnego lewego pasa ruchu oznacza także zezwolenie na zawracanie, chyba że jest to zabronione znakiem B-23 lub ruch jest kierowany sygnalizatorem S-3. Na owym skrzyżowaniu Piłsudskiego z Asnyka sygnalizacja jest, ale w porze nocnej (pan Paweł jechał nocą) światła tam są wyłączane i w chwili wykonania manewru przez naszego Czytelnika ruch nie był sterowany sygnalizacja świetlną. Nie było też znaku B-23, a więc policjant, nie znając tych przepisów nałożył mandat. Jednak funkcjonariuszowi nie dawało to spokoju i po skończonej kontroli uznał, że jednak mandat się nie należał. Mandatu nie można ot tak sobie anulować, dlatego sam komendant miejski policji w Rzeszowie złożył wniosek o uchylenie kary do Sądu Rejonowego w Rzeszowie. I sąd uchylił mandat.

Ktoś czegoś nie dopilnował?
Tyle że skarbówka chce pieniędzy za mandat od pana Pawła. Dlaczego? – Tytuł wykonawczy przeszedł z urzędu wojewódzkiego. My nic nie wiemy o postanowieniu sądu, mamy jako urząd wyegzekwować kwotę. Mężczyzna ma 7 dni na odwołanie się od tej decyzji. Jeżeli to zrobi, to wówczas będziemy sprawdzać, czy rzeczywiście mamy od niego egzekwować jakąkolwiek kwotę – tłumaczy Lesław Janicki, zastępca naczelnika Pierwszego Urzędu Skarbowego w Rzeszowie. – Tytuł wykonawczy z podkarpackiego urzędu wojewódzkiego przyszedł do nas w marcu. Mężczyzna złożył zeznanie podatkowe w kwietniu i przysługuje mu mały zwrot podatku, który zajęliśmy. Pozostaje jednak do spłacenia pozostała część. Tak wygląda sytuacja na dzień dzisiejszy – dodaje.

Naczelnik mówi Super Nowościom, że prawdopodobnie jednak postanowienie sądu jeszcze nie dotarło do urzędu wojewódzkiego albo urząd nie zawiadomił skarbówki i stąd to nieporozumienie. Niemniej jednak urząd skarbowy ma trzy miesiące na zwrot podatku, dlatego nasz Czytelnik nawet nie odczuł, że fiskus mu te pieniądze zajął, bo nie dostał jeszcze zwrotu.

Grzegorz Anton

Leave a Reply

Your email address will not be published.