
ŻUŻEL. NICE PLŻ. Zawodnik Polonii Bydgoszcz, ROBERT KOŚCIECHA o najbliższym meczu z PGE Marmą, zaciętej rywalizacji w Nice PLŻ i przyczynach fatalnej frekwencji na Grand Prix w Bydgoszczy.
Jest wychowankiem klubu z Torunia, a od 5 lat broni barw odwiecznego rywala „Aniołów”, Polonii Bydgoszcz, która już w niedzielę (godz. 16.30) będzie podejmować na własnym torze PGE Marmę Rzeszów. – Z Rzeszowem nie będzie łatwo o zwycięstwo, ale zrobimy wszystko, aby 2 punkty zostały nad Brdą – mówi ROBERT KOŚCIECHA.
– Po trzech meczach Polonia ma na swoim koncie tylko 2 punkty. To dosyć skromny dorobek…
– Jechaliśmy tylko jeden mecz u siebie, który wygraliśmy. Dwa wyjazdowe spotkania niestety przegraliśmy, tak więc na razie mamy bilans 1-2. Mam nadzieję, że po niedzielnym meczu go poprawimy.
– O ile jeszcze w Rybniku były szanse na zwycięstwo (Polonia przegrała 44-46), o tyle w ostatnim mecz w Grudziądzu nie mieliście za wiele do powiedzenia (37-53)…
– Taki jest sport. Grudziądz zwłaszcza na własnym torze jest bardzo mocny, co udowodnił w meczu z nami.
– Po meczu w Grudziądzu było sporo narzekań na stan tamtejszego toru…
– Ja bym nie zwalał winy za naszą porażkę na tor. Ten był taki sam dla obu drużyn. Przegraliśmy i tyle.
– W jedynym dotychczasowy meczu Polonii przed własną publicznością (z Lokomotivem Daugavpils) zabrakło pana w składzie „Gryfów”. Wystąpi pan w meczu przeciwko PGE Marmie?
– Mam taką nadzieję, zresztą nic nie wskazuje na to, abym nie miał w tym spotkaniu nie pojechać. Przed meczem z Lokomotivem miałem problemy sprzętowe i dlatego zabrakło dla mnie miejsca w składzie na to spotkanie.
– Jaka atmosfera panuje w Bydgoszczy po ubiegłorocznym spadku z Enea Ekstraligi?
– Spadek to już historia. Owszem, moglibyśmy usiąść przy stole i płakać z tego powodu, ale po co? Trzeba o tym jak najszybciej zapomnieć i teraz myśleć jak wrócić do Enea Ekstraligi. Zresztą Rzeszów spotkał ten sam los co i nas i pewnie też nie rozpamiętuje już tego faktu, a myśli o jak najszybszym awansie.
– O ten nie będzie jednak tak łatwo…
– W ogóle w Nice PLŻ nie jest łatwo. Sądziłem, że będzie tu niższy poziom, a wcale tak nie jest. Zmniejszenie Enea Ekstraligi i zniesienie KSM-u sprawiło, że dla wielu zawodników nie znalazło się miejsce w Enea Ekstralidze i startują w naszej lidze. Ale to dobrze, bowiem w każdym meczu są emocje. Zresztą dotychczasowe wyniki pokazują, że liga będzie bardzo ciekawa w tym sezonie i prawdopodobnie do końca będzie trwała walka o play-off.
– Jakie są cele na ten sezon Polonii Bydgoszcz?
– Wspomniane play-offy są naszym podstawowym celem, a wówczas zobaczymy, na co będzie nas stać. Teraz koncentrujemy się na najbliższym meczu z Rzeszowem. Priorytetem w walce o pierwszą czwórkę są zwycięstwa na swoim torze.
– Wykorzystując fakt, że jest pan od dłuższego czasu związany z bydgoskim regionem, zapytam o kulisy ostatniej Grand Prix nad Brdą i przyczyny fatalnej frekwencji na tych zawodach…
– To bardzo złożony i smutny temat. Nigdy w historii Grand Prix w Polsce zawodów nie oglądało tak mało kibiców. Myślę, że jest to związane z przesytem turniejów w naszym kraju. Mamy trzy rundy Grand Prix, do tego DPŚ, SEC, pary. Praktycznie co miesiąc jest jakaś duża impreza. W przypadku Bydgoszczy doszedł do tego brak Tomasza Golloba oraz ceny biletów. Ogólna sytuacja w naszym kraju nie pozwala kibicom oglądać na żywo każdych zawodów mistrzowskich, bo przecież są jeszcze mecze ligowe. Kibice po prostu dokonują selekcji i wybierają tylko niektóre imprezy.
mj


