Po kilku dniach rzeszowskich juwenaliów postanowiłem dowiedzieć się od policjantów, jak wyglądały one w tym roku pod względem bezpieczeństwa. Łudziłem się, że studenci – młodzi ludzie – zaczną się zachowywać jak na studentów przystało. Choć gwoli ścisłości należy zaznaczyć, że wśród tłumu ludzi znajdowali się nie tylko studenci, ale różni młodzi ludzie.
W poprzednich latach pisałem o tym, jak zakłócali porządek, pili na umór, dewastowali znaki drogowe czy choćby lusterka samochodowe przypadkowo zaparkowanych na ich drodze aut. Czego się dowiedziałem wczoraj od policjantów. Tu cytat: „Nic szczególnego się nie działo. Nic, czego w poprzednich latach by nie było”. Co to znaczy to nic? No więc było kilka przypadków uszkodzenia ciała, wiele zgłoszeń zakłócenia ciszy nocnej, pełno pijanych ludzi, trzy osoby ze względu na jeżdżenie po pijaku samochodami pozbyły się swoich praw jazdy. Dla policjantów drobnica. I jak się dowiedziałem, nie było zabójstw, gwałtów oraz nikt nie próbował bawić się w ptaka, wyskakując z okien akademików czy stancji. Rzeczywiście nic szczególnego – jak na juwenalia. Tyle, że dla mnie normalnie to byłoby, gdyby ludzie posłuchali muzyki na koncertach, wypili trochę alkoholu – a nie doprowadzając się do nieprzytomności i z humorem pobawili się, a potem wrócili do domów.
Choć starałem się unikać miejsc, gdzie bawi się kwiat młodzieży polskiej, widziałem w pierwszy dzień juwenaliów dziewczynę na oko 20-letnią, która ledwo stała na nogach i była podtrzymywana przez dwóch kolegów, tylko w ciut lepszym stanie. A wszystko to w biały dzień, w okolicach ul. Dąbrowskiego. Z kolei wieczorem niedaleko jednej z imprez na drogę wyszło mi dwóch młodych jegomościów. Widząc, że są pijani, nie chciałem się wdawać z nimi w dyskusję, tylko grzecznie poprosiłem ich o zejście z ulicy na chodnik. W odpowiedzi usłyszałem, tu cytat: „spier… ch…”. No nic, poczekałem jeszcze chwilę aż sami opuszczą ulicę i pojechałem.
Znajomy taksówkarz opowiadał mi natomiast, że widział przy jednej ze studenckich imprez duży śmietnik. Co w tym dziwnego? Niby nic, ale na śmietniku leżał młody mężczyzna z głową zwieszona w dół otworu. Co tam robił? Można się tylko domyślać, ale znajomy nie miał czasu nawet na domysły, bo musiał natychmiast skupić się na tym, co przed maską jego samochodu. Tabuny pijanych, młodych ludzi w radosnej ekstazie podlanej alkoholem i nie tylko co rusz wypadały z za wąskich dla nich chodników wprost na ulicę.
Aż strach pomyśleć, co z tego pokolenia wyrośnie…
O tempora, o mores!
Grzegorz Anton



2 Responses to "Juwenalia jak co roku, czyli pijackie ekscesy młodzieży"