
PODKARPACIE. Nasz region przoduje pod względem liczby cesarskich cięć.
15 lat temu na „cesarkę” decydowało się ok. 18 proc. przyszłych mam; obecnie średnia liczba „cesarek” w Polsce przekroczyła już 37 proc., przy czym największy odsetek kobiet rodzących w ten sposób jest na Podkarpaciu (45,6 proc.). Winnymi tego stanu rzeczy są i lekarze, i same pacjentki.
Skąd popularność cesarskich cięć? – To, niestety, nieprawidłowość, ale…, nawet jako konsultant wojewódzki nie mogę powiedzieć kolegom „nie róbcie cesarek”. Gdyby cokolwiek stało się w czasie porodu siłami natury, urodziłoby się niedotlenione lub martwe dziecko, wszyscy podnieśliby krzyk. Wzrost liczby „cesarek” to zjawisko światowe, społeczeństwo jest nastawione konsumpcyjnie, pacjentki same chcą decydować, jakie badania zrobią, jak urodzą. Mam nadzieję, że ta „epidemia” skończy się tak samo jak „epidemia sztucznego karmienia”, która wybuchła kilkanaście lat temu – mówi prof. doc. dr hab. n. med. Andrzej Skręt, wojewódzki konsultant ds. ginekologii i położnictwa.
Lekarze boją się wysokich kar…
O ile wysoki odsetek „cesarek” może nie dziwić w szpitalach w Rzeszowie, bo są to placówki o trzecim stopniu referencyjności, gdzie trafiają pacjentki z patologiami, z ciążami zagrożonymi albo mnogimi to nic nie przemawia za podobnie wysokim odsetkiem porodów operacyjnych w małych miastach, gdzie rodzą kobiety zdrowe, niezagrożone powikłaniami. Tłumaczą to dane Naczelnego Rzecznika Odpowiedzialności Zawodowej, z których wynika, iż najwięcej spraw toczących się na przestrzeni ostatnich lat dotyczy głównie zbyt późno wykonanego cięcia cesarskiego, niewykonania cięcia cesarskiego, złej opieki nad kobietą ciężarną i rodzącą, nieprecyzyjnych opisów badań USG i uszkodzenia okołoporodowego noworodków. Coraz częściej zapadają też wyroki za zbyt późne lub w ogóle niewykonane cięcia. Sąd Najwyższy np. nakazał Szpitalowi Powiatowemu w Nisku wypłacić ponad milion złotych za błąd swoich lekarzy, którzy kilka lata temu nie wykonali cesarskiego cięcia u rodzącej kobiety. Dziecko urodziło się w zamartwicy i po kilku miesiącach zmarło.
Uwaga na powikłania… po cesarkach
Cesarka to poważna ingerencja chirurgiczna o średnim stopniu trudności, która, jak każda operacja, niesie ze sobą ryzyko. Może dojść do powikłań w wyniku znieczulenia w postaci stanów zapalnych, uszkodzenia tkanek i krwotoków. Przykładem jest młoda kobieta, której w maju ubiegłego roku w rzeszowskim szpitalu podczas porodu przecięto pęcherz moczowy, moczowód, pochwę, szyjkę macicy… Kobietom po cesarskim cięciu trudniej przychodzi karmienie piersią, a więc dzieci częściej są karmione sztucznie. Zdarzają się też komplikacje przy następnych ciążach i porodach. „Cesarka” dla dziecka to przede wszystkim większe ryzyko chorób układu oddechowego.
Anna Moraniec


