Jak się okradają biznesmeni w Rzeszowie? cz.1

Fot. Archiwum
Fot. Archiwum

Już dziś tylko w Super Nowościach pierwsza część serii artykułów śledczych odsłaniających kulisy szokującej sprawy wyprowadzenia ogromnego majątku z kilku rzeszowskich spółek.

– Jak daleko można się posunąć, by w nieuczciwy sposób, bez skrupułów, bez obawy o odpowiedzialność prawną, wykorzystując zależnych od siebie pracowników, za wszelką cenę powiększać majątek w nieetyczny sposób, pogrążając tym samym prezesów oraz innych pracowników, a także konfliktując rodzinę (trzeba zauważyć, że jednym z oszukanych wspólników jest bratanek Ryszarda Podkulskiego)? – zastanawiają się przedsiębiorcy, którzy złożyli do prokuratury kilka zawiadomień o popełnieniu przestępstwa przez jednego z najbardziej znanych rzeszowskich biznesmenów, Ryszarda Podkulskiego. Byli jego przyjaciółmi i wieloletnimi wspólnikami. Teraz zarzucają mu i innym współpracującym z nim osobom doprowadzenie do niekorzystnego rozporządzenia mieniem spółki Europa II Plaza Sp. z o.o. Spółka komandytowa na kwotę 40 milionów złotych. W drugiej sprawie dotyczącej spółki AUTONIKA KONSORCJUM Sp. z o.o. Spółka komandytowo-akcyjna wspólnicy zarzucają biznesmenowi m.in., że proces emisji obligacji spółki posłużył Ryszardowi Podkuslkiemu do wyprowadzenia majątku tej spółki o wartości księgowej ocenianej na od 160 do ponad 200 milionów złotych. Pokrzywdzeni przedsiębiorcy takie postępowanie nazywają wprost – dla nich jest to kradzież. W obu sprawach toczą się prokuratorskie śledztwa, jedno w Tarnobrzegu, drugie w Rzeszowie. W piątek rozpoczynamy szczegółowe przedstawienie pierwszej ze spraw. Druga część już w poniedziałek. W kolejnych zaś dniach następne odcinki naszego wielowątkowego cyklu.

– Trzeba mieć świadomość, że to jest oszustwo naprawdę na niesamowite kwoty i mało jest ludzi w Polsce oszukanych na takie pieniądze – mówią wspólnicy Ryszarda Podkulskiego. – Jeżeli pozbierać by wszystkie te jego sprawy, bo my znamy jeszcze inne tematy, gdzie w grę wchodzą drobniejsze kwoty, to robi się suma wcale nie mniejsza niż w aferze Marcina P. z Amber Gold. Mamy więc takiego rodzynka także na Podkarpaciu – dodają z gorzkim uśmiechem.

Gdy ponad 20 lat temu pokrzywdzeni przedsiębiorcy rozpoczynali współpracę z Ryszardem Podkulskim, wcale nie przypuszczali, że będzie mieć ona tak przykry finał.

– Działalność biznesową związaną z panem Podkulskim rozpoczęliśmy w rejonie jasielskim, z którego wszyscy się wywodzimy – opowiada Mirosław Misiołek. – W Rzeszowie natomiast ta współpraca zaczęła się od budowy dużego centrum handlowego Europa II, które w tamtym czasie [był to rok 1996 – dop. red.] odniosło wielki sukces.

Konsekwencją tych powiązań kapitałowych były kolejne wspólne inwestycje: w Sosnowcu, w Nowym Sączu, Autonika w Rzeszowie, hotel Victoria w Lublinie i inne.

– Obiekt w Nowym Sączu o powierzchni 18 tysięcy metrów kwadratowych, czyli centrum Europa II Plaza, także odniósł spory sukces komercyjny – wyjaśnia Misiołek. – Rocznie przynosił 9 – 10 milionów złotych dochodu netto. Do maja tamtego roku nie było problemów z współpracą w tej spółce, wszystko opierało się na wzajemnym zaufaniu.

Jak wyjaśnia przedsiębiorca, w ostatnich latach drogi wspólników nieco się rozchodziły, każdy prowadził działalność bardziej samodzielnie, ale niektóre firmy i nieruchomości pozostawały we wspólnym zarządzaniu, m.in. C.H. w Nowym Sączu Europa II Plaza oraz Autonika Konsorcjum Sp. z o.o. Sp. komandytowo-akcyjna, o których właśnie piszemy. Wspólnikami byli Mirosław Misiołek, bratanek Ryszarda Podkulskiego oraz sam Ryszard Podkulski.

Kredyt miał pomóc wszystkim wspólnikom
Później pojawił się pomysł zaciągnięcia kredytu refinansującego inwestycję. Kredytem nie był zainteresowany bratanek Ryszarda Podkulskiego, jednak zgodził się ze względu na potrzeby sygnalizowane przez pozostałych wspólników pod warunkiem, że będzie to bezpieczny kredyt nieobciążający nadmiernie spółki.

– Ryszard Podkulski zadeklarował, że ma znajomości oraz układy w bankach i szybko załatwi sprawy związane z zaciągnięciem kredytu – opowiada Mirosław Misiołek. – Choć nigdy nie było to jego domeną, tym razem bardzo chciał się tym zająć sam.

12-13.qxd

Jednak mimo obietnic, kilkumiesięczne starania o zaciągnięcie kredytu w Raiffeisen Bank nie przyniosły rezultatów. – Początkiem 2013 roku Ryszard Podkulski poinformował, że istnieje spora szansa, by uzyskać kredyt na refinansowanie tej nieruchomości w granicach 40 milionów złotych w Alior Bank. Odpowiedziałem, że w takim razie w porządku – mówi nasz rozmówca.

Po miesiącu Misiołek zadzwonił do Ryszarda P. z pytaniem, co z kredytem. Usłyszał, że jeszcze trochę to potrwa, zgoda banku może będzie w czerwcu, a może w lecie. W maju okazało się jednak, że jest duża szansa na zgodę zarządu banku na udzielenie kredytu, brakuje tylko wymaganej przez bank uchwały wspólników spółki, na co hipotetycznie zostanie on przeznaczony.

40 mln zł z kredytu zniknęło
Minęło kilka dni. Wieczorem 3 czerwca zadzwonił drugi mniejszościowy wspólnik – bratanek Ryszarda Podkulskiego i prosząc o spotkanie, poinformował Misiołka, że „mieli kredyt, ale już nie mają”.

– Z jego relacji wynikało, że kredyt na kwotę 45 milionów złotych został już uruchomiony i za te pieniądze zostały kupione nieruchomości Ryszarda Podkulskiego prywatne bądź w jego spółkach, między innymi w Jaśle – mówi Misiołek. – Odpowiedziałem, że to niemożliwe, bo po pierwsze, potrzebna byłaby szczegółowa uchwała wspólników spółki dotycząca nabycia konkretnych nieruchomości i bez takiej uchwały żaden notariusz nie sporządziłby aktu notarialnego. Po drugie, nigdy nie umawialiśmy się na zakup tych nieruchomości, których nikt nie chce, bo całkowicie upadają.

Mirosław Misiołek zadzwonił na drugi dzień do Ryszarda Podkulskiego. Ten kazał zadzwonić za godzinę. W tej sytuacji Misiołek skontaktował się z radcą prawnym Beatą M., żeby dowiedzieć się, co się dzieje, bo pieniądze zostały wyprowadzone ze spółki. – Ani nie potwierdzam, ani nie zaprzeczam – usłyszał w odpowiedzi. Prawniczka zasugerowała, by o szczegóły pytał Ryszarda Podkulskiego. – Zapytała mnie jednak, czy się nie spodziewałem takiego obrotu sprawy – mówi. – Skąd, oczywiście, że nie – odparł przedsiębiorca. – Ja na twym miejscu, czegoś takiego bym się spodziewała – miał usłyszeć w odpowiedzi Misiołek.

Przedsiębiorca poprosił Beatę M. o kontakt z Ryszardem Podkulskim, bo ten po poprzedniej rozmowie już nie odbierał od niego połączeń. – Zresztą nie odebrał tego telefonu do dzisiaj – dodaje Misiołek.

Pojechał więc w tej sytuacji do biura Ryszarda Podkulskiego. – Gdy mnie tylko z daleka zobaczył, uciekł schodami przeciwpożarowymi – mówi Misiołek.
Kolejnego dnia bratanek Ryszarda Podkulskiego przyniósł mu nagranie własnej rozmowy z Danielem S., prezesem spółki Europa II Plaza. Nasza redakcja także nim dysponuje.

– Na tym nagraniu prezes S. mówi o przygotowaniach do tych działań i zamiarach Ryszarda Podkulskiego – opowiada mówi Mirosław Misiołek.

Próba kontaktu wspólników z prezesem nie przyniosła rezultatów. – Nie chciał z nami w ogóle rozmawiać – mówią obaj. Skontaktowali się więc z wiceprezesem Tadeuszem D. – Był bardzo zaskoczony informacjami, jakie mu przekazaliśmy – relacjonuje Misiołek. – Był przekonany, że wszystkie działania były ustalone i uzgodnione ze wspólnikami.

Ci poinformowali go jednak, że w związku z całą sprawą on i prezes Daniel S. mogą mieć poważne kłopoty i będą wyciągane wobec nich konsekwencje. – Nie może być tak, że ten, kto ma w spółce układy z prezesem, może wyprowadzać majątek na lewo i prawo. On zrozumiał, w jakiej sytuacji się znalazł (został wprowadzony w błąd) i zaczął od tej pory z nami współdziałać – mówi Misiołek.

Jak opowiada nam przedsiębiorca, Tadeusz D. opowiedział wówczas o przebiegu wydarzeń. Zgodnie z tą relacją aktów notarialnych nie dokonywał notariusz stale współpracujący ze spółką, lecz notariusz wskazany przez panią mecenas Beatę M., który w końcu sporządził akty notarialne zbycia nieruchomości, na czym zależało Ryszardowi Podkulskiemu.

Mimo prób kontaktu biznesmen nie odebrał telefonu od Mirosława Misiołka, kiedy zaś ten próbował go odwiedzić w biurze, mimo że był obecny, zawsze krył się w pokojach lub gdzieś znikał.

Doszło więc do tego, że spółka kupiła za nieco ponad 40 milionów złotych nieruchomości warte w ocenie pokrzywdzonych przedsiębiorców jakieś 30 procent z tej kwoty. – Ryszard Podkulski przeniósł do spółki nieruchomości zupełnie mu niepotrzebne – ocenia Misiołek i dodaje: – Spółka przez 12 lat miała w granicach 10 milionów złotych netto dochodu, w 2013 roku do maja miała 4 miliony zysku, ale do końca roku wykazała tylko 2 miliony zysku (czyli w tym okresie przyniosła już 2 miliony złotych straty), a w tym roku ma już po 300-400 tysięcy złotych straty co miesiąc. W ten sposób majątek jest cały czas wyprowadzany ze spółki. Porozumieć się nie możemy.

Okoliczności, w których doszło do zniknięcia 40 mln złotych z konta spółki
Wróćmy jednak do maja 2013 r. Wspólnicy po przyjęciu 27 maja umowy o zaciągnięciu kredytu w Alior Banku czekali w nieświadomości na przyznanie pieniędzy. Dziś już wiadomo, że zaraz następnego dnia, czyli 28 maja, w jednej z rzeszowskich kancelarii notarialnych należącej do Beaty C. doszło do podpisania umów sprzedaży kilku nieruchomości należących do Ryszarda Podkulskiego bądź spółek przez niego kontrolowanych.

Według pokrzywdzonych przedsiębiorców, zawarciu umów sprzedaży towarzyszyły uchybienia proceduralne – jak mówią, notariusz sporządził akty notarialne bez stosownych uchwał.

– Ryszard Podkulski domagał się podpisania umów, przekonywał o zgodzie wszystkich wspólników spółki, a na podnoszone przez prezesa Daniela S. i wiceprezesa Tadeusza D. wątpliwości co do celowości i legalności podpisywanych umów pan Podkulski zagroził natychmiastowym odwołaniem obu prezesów z zarządu, a potem wypowiedzenia umów o pracę – mówią przedsiębiorcy. – Obaj byli uzależnieni od Ryszarda Podkulskiego korporacyjnie, a prezes S. miał jeszcze osobiste zobowiązania finansowe wobec swojego mocodawcy.

Według pokrzywdzonych, jedyną osobą, która odniosła korzyść z dokonanych transakcji, był Ryszard Podkulski , ponieważ pieniądze trafiły do niego lub spółek przez niego kontrolowanych.

Chociaż wspólnicy co innego mieli usłyszeć od dyrektor rzeszowskiego oddziału Alior Banku, Krystyny S., bank już 29 maja, a więc zaledwie dzień (!) po zawarciu aktów notarialnych, przelał kwotę 30 milionów 304 tysięcy 894 złotych i 17 groszy tytułem pierwszej transzy kredytu. Dwa dni później, a więc 31 maja, spółka przelała na rachunek spółki Star Invest Sp. z o.o. S.K.A. 22 miliony 17 tysięcy złotych, na rachunek Ryszarda Podkulskiego 2 miliony 400 tysięcy złotych, na rachunek Star Europa Holding Sp. z o.o. S.K.A. kwotę 5 milionów 584 tysiące złotych.

– Niezwykle szybkie przelanie środków z Alior Bank na rachunek spółki nie byłoby możliwe bez ścisłej współpracy z Ryszardem Podkulskim dyrektor rzeszowskiego oddziału banku Krystyny S. – mówią pokrzywdzeni wspólnicy.

Dodają, że wiceprezes Tadeusz D. zwracał się do dyrektorki o udzielenie internetowego dostępu do kont spółki, jednak mimo iż był członkiem zarządu spółki, nie otrzymał dostępu.

Natomiast 5 czerwca 2013 r. Łukasz Misiołek (syn Mirosława) oraz bratanek Ryszarda Podkulskiego złożyli w oddziale Alior Banku pismo informujące o naruszeniach związanych z dokonanymi transakcjami sprzedaży nieruchomości, jednocześnie żądając anulowania wypłaty spółce środków z kredytu i zablokowania pozostałych transz do czasu wyjaśnienia sprawy. Pismo trafiło też do Prokuratury Okręgowej oraz Komisji Nadzoru Finansowego. Wspólnicy zwrócili m.in. uwagę na to, że bank sfinansował transakcje sprzedaży nieruchomości pomimo braku stosownych zgód wyrażonych w uchwale, a także niezweryfikowania rzeczywistej wartości nabywanych nieruchomości.
Tadeusz D. 27 czerwca 2013 r. złożył w oddziale Alior Banku oświadczenie o odwołaniu pełnomocnictwa udzielonego przez spółkę Sebastianowi Podkulskiemu (synowi Ryszarda Podkulskiego) do dokonywania czynności bankowych i rachunku bankowego. Bank nie dokonał jednak żadnych zmian, pozostawiając dostęp do rachunku spółki synowi Ryszarda Podkulskiego.

Wspólnicy przypuszczają, że dyrektor oddziału Alior Banku Krystyna S. została uprzedzona przez Ryszarda Podkulskiego co do charakteru planowanych czynności i rzeczywistego celu zagarnięcia przez spółkę kredytu w banku.

Trudno w takiej sytuacji nie zadać sobie pytania, czy takie postępowanie banku jest normalne?

Dyrektor Krystyna S. odmawia komentarza, zasłaniając się tajemnicą bankową i odsyła naszych dziennikarzy do rzecznika banku w Warszawie.
Jak do zarzutów formułowanych przez wspólników odnosi się Ryszard Podkulski?

– Każdemu wolno zgłaszać swoje zastrzeżenia, jeśli czuje się pokrzywdzony – mówi biznesmen. – Wszystko odbyło się zgodnie z prawem. Ja jestem o to bardzo spokojny. To normalna procedura, że jeśli wpłynęło zgłoszenie musi być rozpatrzone.

Według Ryszarda Podkulskiego, odpowiedzialność za wszelkie działania ponoszą prezesi spółek, którzy, jego zdaniem, robią to zgodnie z prawem.

Z kolei prezes Daniel S. pytany o zarzuty kierowane pod jego adresem przez wspólników spółki, zaprzecza. – Nie ma żadnego postępowania, tylko postępowanie w sprawie. Nie chcę tego komentować, nie było żadnej presji na mnie. Nie wiem, skąd ma pan telefon do mnie – mówi wyraźnie zdenerwowany Daniel S. po zadaniu kilku pytań przez naszego dziennikarza.

Już w poniedziałek:
Od zawiadomienia rzeszowskiej prokuratury przez pokrzywdzonych przedsiębiorców upływa już blisko rok. Niedawno sprawa została przekazana do prokuratury w Tarnobrzegu. Dlaczego tak się stało i dlaczego badanie sprawy trwa tak długo?

19 Responses to "Jak się okradają biznesmeni w Rzeszowie? cz.1"