Wrzenie w Turcji po katastrofie

Yusuf Yerkel, premier rządu prezydenta Recepa Tayyipa Erdogana, kopie jednego z protestujących mężczyzn w Izmirze. Fot. PAP
Yusuf Yerkel, premier rządu prezydenta Recepa Tayyipa Erdogana, kopie jednego z protestujących mężczyzn w Izmirze. Fot. PAP

ANKARA. Ekipy ratownicze próbują dotrzeć do uwięzionych pod ziemią górników.

Na ulice Izmiru w Turcji wyszło w czwartek około 20 tysięcy osób. Policja użyła wobec protestujących gazu łzawiącego i armatek wodnych.

We wtorek w prywatnej kopalni w Somie na zachodzie kraju prawdopodobnie wybuchł transformator. Pod ziemią było wówczas blisko 800 osób. Część z nich udało się uratować. Według najnowszych danych, w katastrofie zginęły 282 osoby. Uroczystości pogrzebowe rozpoczęły się w czwartek.

Pod ziemią uwięzionych jest w dalszym ciągu ok. 150 górników. Trwa akcja ratunkowa. Ekipy ratownicze próbują dotrzeć do ocalałych. Akcja jest jednak bardzo trudna. – Wciąż nie możemy dostać się do niektórych miejsc. Tam cały czas jest pożar i spore stężenie tlenku węgla, ratownicy muszą od czasu do czasu się cofać. A czasu na odnalezienie żywych jest coraz mniej – powiedział jeden z ratowników.

Mieszkańcy Somy obwiniają rządzących o to, że są współodpowiedzialni za katastrofę, ponieważ do tej pory nie zajęli się problemem bezpieczeństwa w tureckich kopalniach. Domagają się dymisji premiera Recepa Tayyipa Erdogana.

Protesty w całej Turcji
W czwartek gorąco zrobiło się w zachodnich dzielnicach Izmiru. Protestujących – ich liczbę szacuje się na 20 tysięcy – rozpędziła policja. Funkcjonariusze użyli gazu łzawiącego i armatek wodnych. W środę antyrządowe starcia wybuchły w Ankarze przed ministerstwem energii i w Stambule przed siedzibą właściciela kopalni. W sumie w 13 tureckich miastach doszło do protestów.

Poprawy warunków pracy w kopalniach domagają się związki zawodowe. Związkowcy zorganizowali w czwartek 24-godzinny strajk. Według rządowych statystyk, w ciągu ostatnich 14 lat w całym kraju doszło do ponad 1,3 tys. wypadków, w których zginęli ludzie.

Złe warunki pracy
– Ostatnio w Turcji wiele fabryk, w tym kopalń, zostało sprywatyzowanych. To obniżyło koszty produkcji. Koszt wyprodukowania tony węgla spadł z 140 do 24 dolarów. Władze kopalni tłumaczyły to warunkami rynkowymi. W praktyce oznacza to, że mając podwykonawców, państwo nie sprawdza, czy spełniane są warunki bezpieczeństwa – wyjaśnił w rozmowie z Polskim Radiem analityk Polskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych Pinar Elman.

W środę na miejsce katastrofy przybył Recep Tayyip Erdogan. Wściekły tłum zaatakował jego samochód. Premier wyszedł z pojazdu przy gwizdach i obelgach „morderca” i „złodziej” ze strony zgromadzonych.

Polskieradio.pl/ps

Leave a Reply

Your email address will not be published.