Negocjacje czy dyktat NFZ

Anna-Moraniec1Trwa podpisywanie kontraktów na świadczenia rehabilitacyjne, stomatologiczne i hospicyjne. Po kilku dniach negocjacji blady strach padł na pacjentów i dyrektorów placówek medycznych. Coraz więcej jest bowiem sygnałów, że NFZ odrzuca oferty placówek, które dotychczas z powodzeniem świadczyły usługi medyczne.

– Jest bałagan, przepychanki i praktycznie żadnych negocjacji – pisze w mailu dyrektor jednej z placówek w Rzeszowie. – Komisja konkursowa, która powinna prowadzić negocjacje, od progu mi strzela – nie ma o czym mówić – nie dostanie Pani nic więcej, wręcz przeciwnie, obcinamy kontrakt o jedno miejsce, bo powstał nowy zakład i trzeba mu pomóc. I nie było żadnej dyskusji. Albo podpisuję, albo oferta zostanie odrzucona.

Do redakcji docierają też rozpaczliwe głosy pacjentów. – Pozbawili nas dostępu do jedynego na terenie powiatu oddziału rehabilitacji, na którym do sprawności przywracają ludzi po zawałach czy udarach. – Kobiety po amputacji piersi nie będą mogły być rehabilitowane, czekają ich obrzęki i niepełnosprawność – informują amazonki z Rzeszowa. Co się dzieje? Czyżby fundusz jako monopolista nie liczył się z nikim i niczym? Z odczuciami oferentów i pacjentów pokrywają się bowiem wyniki kontroli Najwyższej Izby Kontroli nt. kontraktowania świadczeń opieki zdrowotnej w latach 2010-2013. Ustalenia wyglądają na zbieżne – „kontraktowanie usług w lecznictwie szpitalnym i specjalistycznym jest mało przejrzyste, a procedury stosowane przez NFZ nie zawsze zapewniają wybór najlepszych świadczeniodawców” – uważa NIK. Jej konkluzja zaś brzmi „Fundusz nie zawsze w najlepszy sposób gospodaruje publicznymi pieniędzmi, pochodzącymi ze składek zdrowotnych obywateli”.

Według NIK, przyczyn niegospodarności jest wiele i stwierdzono je na każdym etapie kontraktowania. Na przykład: ponieważ elektroniczna rejestracja i analiza ofert nie funkcjonuje (nie ma możliwości ich weryfikacji), pracownicy NFZ muszą – jak to określono – „ręcznie” analizować oferty. W takiej sytuacji nie ma mowy, by dokonywali oględzin placówek starających się o kontrakt, a ponadto nie są w stanie wyłapać tzw. kłamstwa ofertowego. Mógłby to zmienić system informatyczny, który sprawdzałby prawdziwości deklarowanych zapisów, np. prawa wykonywania zawodu, specjalizacji, realności godzin przyjęć. Jest on jednak niefunkcjonalny wewnętrznie – nie sprawdza zgodności danych pomiędzy różnymi częściami oferty (dot. np. wykazów sprzętu, personelu, harmonogramów pracy) i zewnętrznie – niekompatybilny z innymi rejestrami medycznymi (np. lekarzy, pielęgniarek). Pozostaje więc „ręczne” sprawdzanie ofert, na co nikt nie ma czasu, tym bardziej że dochodzi do „kumulacji postępowań konieczności podpisania w ograniczonym, krótkim czasie wielu umów ze świadczeniodawcami”. W wyniku pośpiechu niejednokrotnie zawierane są kontrakty z podmiotami, które nie gwarantują odpowiednich warunków realizacji świadczeń. W rzeczywistości nie są to negocjacje – to dyktat płatnika.

Anna Moraniec

2 Responses to "Negocjacje czy dyktat NFZ"

Leave a Reply

Your email address will not be published.